
Czy można zostać ojcem wbrew swojej woli? W Polsce trwa spór o zamrożone zarodki po rozwodzie: kobieta chce zajść w ciążę dzięki in vitro, ale jej były mąż nie wyraża zgody. Sprawa trafiła aż do Sądu Najwyższego i może mieć znaczenie dla wielu par korzystających z leczenia niepłodności.
Kobieta chce ciąży z in vitro, jej były mąż odmawia
Są historie, przy których czytelnikom wydaje się, że wszystko zostało zmyślone i że takie rzeczy nie zdarzają się w prawdziwym życiu. Tymczasem dzieją się naprawdę i to w Polsce. Jedną z takich nieprawdopodobnych spraw jest ta, którą niedawno opisano na portalu "Bezprawnik".
Portal opisał sprawę dotyczącą rozwiedzionej pary, która kilka lat temu zdecydowała się na leczenie niepłodności metodą in vitro. W trakcie procedury powstały zarodki, które zostały zamrożone i przechowywane w klinice. W tamtym czasie małżonkowie planowali wspólnie powiększyć rodzinę. Ich życie jednak potoczyło się inaczej – para się rozstała, a potem rozwiodła. Zarodki w klinice jednak były dalej przetrzymywane.
Po rozstaniu z mężem, kobieta postanowiła wykorzystać zarodki i zajść w ciążę. Problem polega na tym, że do takiej procedury potrzebna jest zgoda obojga dawców materiału genetycznego. Jej były mąż takiej zgody nie chce udzielić: zupełnie nie ma co się mu dziwić, że nie chce zostać ojcem dziecka z kobietą, z którą rozwiódł się i to już kilka lat temu.
Mężczyzna jasno deklaruje, że nie chce mieć z byłą żoną dziecka. Podkreśla, że nie planuje już z nią rodziny i nie chce zostać ojcem w sytuacji, gdy związek już dawno się zakończył. Z jego punktu widzenia sprawa dotyczy prawa do decydowania o własnym życiu i przyszłości, bo zgoda na oddanie materiału genetycznego sprawia, że staje się biologicznym ojcem dziecka, na które się nie zgadza.
Kobieta uważa jednak inaczej. W jej ocenie zarodki, które powstały podczas leczenia niepłodności, dają jej realną szansę na macierzyństwo. Twierdzi, że były mąż zmienił zdanie dopiero po rozstaniu i teraz blokuje możliwość wykorzystania zarodków. Nie widzi i nie rozumie, jak mężczyzna może sobie rościć prawo do zarodków po ich rozstaniu, choć to oczywiste, ze to materiał biologiczny należący do obydwojga partnerów po połowie.
O zarodkach zdecyduje Sąd Najwyższy
Sytuacja skończyła się tak, że spór trafił więc do sądu. To wymiar sprawiedliwości oceni, jak taką sytuację należałoby rozstrzygnąć. Najpierw w pierwszej instancji zdecydowano, że kobieta może skorzystać z zarodków, ale mężczyzna złożył apelacje i teraz decyzję podejmie Sąd Najwyższy. Sprawa pokazuje trudny dylemat, a sytuacja wcale nie musi być jedyna i odosobniona.
Przecież refundowane leczenie niepłodności dotyczy wielu związków, tak samo jak rozstania i rozwody, po których każde z partnerów może mieć odmienne zdanie na temat dalszych planów rodzicielskich. Z jednej strony jest prawo kobiety do macierzyństwa i wykorzystania zarodków oraz "ochrona życia poczętego". Z drugiej – prawo mężczyzny do tego, by nie zostać ojcem wbrew swojej woli.
Zobacz także
Środowiska feministyczne: wreszcie ktoś widzi problem
W Polsce temat zarodków od lat budzi ogromne emocje. W debacie publicznej często podkreśla się, że zarodek to już początek ludzkiego życia – tak twierdzi wiele przedstawicieli środowisk konserwatywnych. Argument ten pojawiał się wielokrotnie także w sporach dotyczących prawa do aborcji czy regulacji dotyczących in vitro.
Paradoks polega na tym, że w podobnych sprawach ta sama argumentacja zaczyna działać w drugą stronę. Jeśli zarodek traktowany jest jak początek życia, pojawia się pytanie o prawa osób, które przyczyniły się do jego powstania, bo może tu już na etapie zarodka możemy mówić o fakcie, że ten mężczyzna już jest ojcem. Co ciekawe, w sprawie stronę kobiety poparło nawet Ordo Iuris.
W opisywanym przypadku oznacza to, że to właśnie mężczyzna musi dziś walczyć o to, by nie zostać ojcem wbrew swojej woli. Spór pokazuje, jak skomplikowane mogą być konsekwencje prawne i etyczne decyzji podejmowanych podczas leczenia niepłodności. Ostateczne rozstrzygnięcie w tej sprawie może mieć znaczenie także dla innych par znajdujących się w podobnej sytuacji.
Bo jeśli teraz sąd wypracuje jakieś mechanizmy związane z decydowaniem, co z zarodkami po rozwodzie pary, to być może będą one też wykorzystywane w przyszłości w podobnych przypadkach.
Jeśli sąd pierwszej instancji pozwolił na zapłodnienie, mimo sprzeciwu męża i sprawa trafiła w drugiej instancji do sądu najwyższego, to oznacza, że w tym przypadku prawo jest po stronie zarodków.
Źródło: bezprawnik.pl, wysokieobcasy.pl
