smutna dziewczynka chowa twarz w dłoniach, siedząc na murku
Podstawowe informacje z życia dziecka powinien znać każdy zaangażowany rodzic. fot. Pixabay/Pexels

Czy rodzic powinien znać datę urodzenia swojego dziecka, imię jego najlepszego kolegi i nazwisko wychowawczyni? Dla części rodziców pytania zadawane w sądzie podczas spraw o opiekę są absurdalne i niepotrzebne. Dla innych to podstawowa wiedza, która pokazuje, kto naprawdę uczestniczy w życiu dziecka.

REKLAMA

Sąd pyta o datę urodzenia dziecka

To, na jakiej podstawie sąd rozstrzyga spory między rodzicami dotyczące opieki nad dziećmi po rozwodzie, można sprawdzić w Kodeksie rodzinnym i opiekuńczym. Oczywiście każda sytuacja jest inna, indywidualna, a podczas rozpraw sąd oraz pełnomocnicy zadają rodzicom szereg pytań. Odpowiedzi mają pokazać, jak bardzo są oni zaangażowani w opiekę nad dziećmi i ich wychowanie.

Na Threads przeczytałam jednak wpis, który poruszył we mnie sporo emocji, bo w wielu punktach zupełnie się z nim nie zgadzam.

"Rozwala mnie, że sąd na podstawie pytań o nazwisko wychowawcy, imię najlepszego kolegi czy datę urodzenia orzeka, kto jest lepszym rodzicem? Serio? My oboje nie znamy nazwisk wychowawczyń. Mamy zapisane. Ale żeby z głowy powiedzieć? Nie ma szans. Kolega? Dzisiaj Kuba, a jutro kto wie. U dzieci często się zmienia.
Data urodzenia? Niby pamiętamy, ale nasi mają urodziny obaj w marcu, więc czasem musimy trzy razy się zastanowić, czy dobrze mówimy. Mój tata też często mylił moje urodziny z urodzinami siostry, bo tylko tydzień różnicy. Ale on potrafił zapomnieć nawet, kiedy ma swoje.
Po prostu zero pamięci do dat, cyfr. Znam ludzi, którzy tak mają – taka cecha mózgu. Od tego człowiek ma notatki. A jeśli tylko jeden rodzic chodzi na spotkania, do lekarza, bo drugi nie lubi spędów, rozmów z obcymi, jest zamknięty w sobie? To ten drugi jest gorszy? Nie. Po prostu po rozwodzie dalej niech będzie taki podział obowiązków" – napisała użytkowniczka o nicku @mironowa_pani.

Z jednej strony rozumiem, co ta pani ma na myśli. Nie każdy ma głowę do dat czy imion. Nie każdy równie dobrze radzi sobie z rodzinną logistyką. Ale jestem też głęboko przekonana, że każdy rodzic, który jest naprawdę zaangażowany, świadomy i poczuwa się do bycia dobrym ojcem lub dobrą matką, raczej wie, kiedy jego dziecko ma urodziny, jak nazywa się jego najlepszy przyjaciel i co lubi jeść na śniadanie.

W poście powyżej kobieta podała przykład swojego ojca, tylko że zapomniała dodać jedno – chodziło o realia wychowania sprzed trzydziestu lat. Wtedy zaangażowanie ojców w codzienną opiekę nad dziećmi było często dużo mniejsze.

Kobiety zajmowały się domem i wychowaniem, a mężczyźni skupiali się przede wszystkim na zapewnieniu rodzinie bezpieczeństwa finansowego. Nie mówię, że to było złe. Po prostu były inne czasy, inne standardy i inna świadomość.

Jak można nie wiedzieć nic o synu/córce?

Dziś jednak oczekiwania wobec rodziców są inne. Zaangażowany rodzic, któremu zależy na opiece nad dzieckiem przyznanej przez sąd, powinien wiedzieć, z kim bawi się jego syn czy córka. Powinien znać imię ulubionego pluszaka, wiedzieć, co dziecko lubi jeść na śniadanie. I naprawdę trudno mi zrozumieć, jak można być ojcem lub matką i nie znać daty urodzenia własnego dziecka.

Warto też dodać, że te wszystkie informacje nie są żadną skomplikowaną wiedzą tajemną. To podstawy codzienności. Wiedza, którą zdobywa się nie z notatek w telefonie, ale z rozmów przy stole, z drogi do szkoły, z wieczornego czytania książki czy zwykłego pytania: "Jak było dziś w przedszkolu?".

Bo tak naprawdę nie chodzi tu o same daty czy imiona. Chodzi o coś znacznie ważniejszego – o obecność. O zainteresowanie życiem dziecka, o uważność na jego świat. Jeśli rodzic naprawdę jest blisko swojego dziecka, jeśli zna jego radości, lęki, kolegów i drobne codzienne historie, to nawet jeśli zapomni jakiegoś szczegółu, potrafi o nim opowiedzieć. Potrafi pokazać, że zna swoje dziecko nie z kalendarza, ale z życia.

I być może właśnie o to sąd próbuje zapytać między wierszami. Nie o datę zapisaną w akcie urodzenia, ale o to, kto naprawdę jest obecny w codzienności dziecka. Kto zna jego mały świat – ten prawdziwy, który dzieje się każdego dnia.