
Odchodzenie od technologii w edukacji staje się coraz wyraźniejszym trendem w Europie. MEN zapowiada ograniczenie ekranów w przedszkolach i mówi o higienie cyfrowej dzieci, jednocześnie promując program "Cyfrowy Uczeń". Czy to spójna strategia dla szkół, czy sprzeczne sygnały wysyłane całemu systemowi edukacji?
Tendencja odchodzenia od technologii w edukacji
Czasami zastanawiam się, jak codzienne życie ma się w ogóle do przepisów, które ustanawia nasz rząd. Mówię zupełnie poważnie i myślę tu między innymi o działaniach Ministerstwo Edukacji Narodowej. Pomyślmy – o regulacjach dotyczących szkoły i edukacji decydują politycy, którzy nie są nauczycielami i często nie przepracowali ani jednego dnia przy tablicy.
Oczywiście można być empatycznym, próbować postawić się w czyjejś sytuacji, konsultować się z ekspertami i rozmawiać z praktykami. Nigdy jednak czynny polityk nie będzie w stanie w stu procentach zrozumieć realiów pracy nauczyciela i wszystkich trudności, jakie niesie ten zawód.
A to oznacza, że może tworzyć przepisy, ale nie zawsze ma pewność, czy będą one rzeczywiście służyć dobru – zarówno nauczycieli, jak i uczniów. Dlatego nie dziwi mnie, że czasem resort podejmuje działania, które sprawiają wrażenie braku spójnej wizji i jasno wyznaczonego kierunku.
Już wyjaśniam, o co konkretnie chodzi. W wielu krajach, na przykład w Skandynawii, obserwujemy trend odchodzenia w placówkach edukacyjnych od nadmiaru technologii i ekranów. Dzieci wracają do ręcznego pisania i pracy z fizycznymi podręcznikami, ponieważ – jak wskazują badania – sprzyja to lepszemu rozwojowi mózgu.
Polski MEN również dostrzega ten kierunek: zapowiedziano ograniczenie używania cyfrowych urządzeń w przedszkolach na rzecz większego nacisku na edukację poprzez zabawę, relacje i aktywności bezpośrednie. Jednocześnie Barbara Nowacka oraz Roman Giertych pracują nad ustawą zakazującą korzystania z mediów społecznościowych przez dzieci i młodzież poniżej 16. roku życia.
Coraz częściej mówi się o negatywnym wpływie ekranów, podkreślając przy tym, że kluczowa powinna być nie tyle całkowita prohibicja, ile edukacja młodych ludzi i ich rodziców w zakresie odpowiedzialnego korzystania z technologii.
Zobacz także
Ale MEN rozdaje cyfrowe urządzenia
Tymczasem z drugiej strony MEN chętnie promuje program "Cyfrowy Uczeń". W jego ramach do szkół trafiły laptopy, komputery i tablety, które mają wspierać proces nauczania i rozwój kompetencji cyfrowych.
Uczniów zachęca się do wykorzystywania sprzętu nie tylko na informatyce, lecz także na historii, geografii czy biologii. Do placówek przekazano 76 tysięcy tabletów, które miały pełnić funkcję mobilnych laboratoriów – dzięki dostępowi do sieci, kamerom i aparatom.
Resort zainwestował więc w cyfryzację edukacji i multimedialne wsparcie szkół, a równocześnie coraz częściej mówi o konieczności ograniczania technologii i uczenia higieny cyfrowej. To może sprawiać wrażenie komunikacyjnej niespójności. Nie chodzi o to, by całkowicie rezygnować z technologii – żyjemy w świecie, w którym są one wszechobecne.
Jednak jeśli decydujemy się na masowe wyposażanie uczniów w urządzenia, to równolegle powinniśmy prowadzić konsekwentną i jasno komunikowaną edukację na temat mądrego korzystania z nich. Inaczej pojawiają się sprzeczne sygnały – zwłaszcza gdy kategorycznie mówi się o zakazie ekranów w przedszkolach, co część nauczycieli odbiera jako sugestię, że wcześniej wyręczali się technologią w pracy z dziećmi.
W programie "Cyfrowy Uczeń" uczestniczyła także marka Samsung, która przekazała sprzęt do szkół. Jej przedstawiciel, Jacek Łęgiewicz, w rozmowie z infor.pl podkreślał, że kluczowe jest mądre i odpowiedzialne wykorzystywanie technologii. Wspólnie z Centrum Nauki Kopernik przygotowano nawet program edukacyjny wspierający nauczycieli w pracy z urządzeniami mobilnymi. O tym jednak mówi się znacznie ciszej niż o samych zakazach.
Największym problemem nie jest sama obecność technologii w szkołach, lecz brak spójnej narracji resortu długofalowej strategii. Edukacja potrzebuje stabilności, jasnych celów i konsekwencji w działaniu. Nauczyciele i dyrektorzy szkół muszą wiedzieć, w jakim kierunku zmierzamy – czy stawiamy na cyfryzację, czy na ograniczanie ekranów, a może na wyważone połączenie obu tych dróg.
Bez tego łatwo o chaos i poczucie, że decyzje są podejmowane pod wpływem chwilowych trendów. A szkoła nie powinna być polem doświadczalnym dla zmieniających się politycznych wizji, lecz przestrzenią przemyślanych i odpowiedzialnych rozwiązań.
Źródło: infor.pl
