młoda kobieta odpoczywa sama w mieszkaniu ze swoimi kotami
Współczesne kobiety czesto wolą same mieszkać, niż być w kiepskim, niszczącym je związku. fot. Helena Lopes/Pexels

Kiedyś wyrażenie "stara panna z kotem" brzmiało dla singielki jako największa groźba, wstyd, najczarniejszy scenariusz. A przynajmniej tak nam wmawiano. Dzisiaj dla wielu kobiet to plan na życie i to nie plan B – a najlepsza wizja. "Czas dla siebie, czyste mieszkanie, pełna niezależność" – mówią młode kobiety i śmieją się, że epidemii kobiecej samotności jakoś nie ma. Własne towarzystwo to luksus.

REKLAMA

Kobiety nie chcą wychowywać partnerów – chcą żyć w komforcie

Samotne mieszkanie przestaje być porażką, a staje się symbolem granic, dojrzałości i troski o siebie. A dla wielu osób wręcz luksusem – w XXI wieku nikogo już nie dziwi, że Polki same wynajmują lub kupują mieszkania, ale trzeba pamiętać, że to sukces dość nowy. Jeszcze nigdy nie cieszyłyśmy się niezależnością na taką skalę, jak dzisiaj.

W 2026 roku coraz częściej mówi się o kryzysie młodych dorosłych. Media podkreślają, że pokolenie Z to najbardziej świadoma generacja, jeśli chodzi o zdrowie psychiczne. Jednocześnie coraz głośniej wybrzmiewa temat "epidemii męskiej samotności".

Tymczasem kobiety mieszkające i żyjące same wydają się cieszyć swoim towarzystwem. Mit nieszczęśliwej panny z kotami upadł.

To głównie kobiety rezygnują ze związków i otwarcie przyznają, że wolą nie mieć partnera, narzeczonego czy męża, jeśli ceną relacji miałoby być pogorszenie ich zdrowia psychicznego i emocjonalnego, złe traktowanie czy przemoc.

Wiele kobiet mówi wprost: wolą być same, niż obniżać swoje standardy albo wiązać się z kimś, kto nie spełnia ich podstawowych oczekiwań. Na Instagramie pojawił się zabawny film, w którym mężczyzna czyta komentarze kobiet odpowiadających na pytanie, co robią w domu, kiedy mieszkają same – bez partnera czy chłopaka. Jego rozbawienie budzą szczere odpowiedzi, takie jak:

  • "Odpoczywam, mam podstemplowany paszport, pełną lodówkę, czysty dom i równowagę".
  • "Korzystam z toalety z otwartymi drzwiami".
  • "Robię wszystko, na co tylko mam ochotę".
  • Inne kobiety piszą o spokoju i ciszy. O tym, że ich mieszkanie to oaza bezpieczeństwa, w której odpoczywają po pracy, po przebodźcowaniu, po zbyt długim przebywaniu wśród ludzi.

    Dziś wszyscy żyjemy szybko i intensywnie. Poza domem narzucamy sobie tempo i presję, które trudno uznać za zdrowe. Nic dziwnego, że po powrocie marzymy o wyciszeniu. Szczególnie często marzą o nim matki małych dzieci – te, które w miejscu teoretycznie przeznaczonym do odpoczynku wciąż są zalewane bodźcami związanymi z wychowaniem i opieką.

    W takich domach bywa gwarno, głośno, chaotycznie. Często jest w nich po prostu tłoczno. Wtedy szczególnie tęsknimy za przestrzenią, w której jest cicho, spokojnie, gdzie można poczuć ukojenie i bezpieczeństwo.

    Kobiety w końcu stawiają na siebie

    Kobiety mieszkające same mają taką przestrzeń na co dzień. Nie chodzi wyłącznie o brak dzieci, ale szerzej – o brak konieczności nieustannego bycia w relacji. Jeden z komentarzy brzmiał: "Nie muszę wychowywać cudzego dorosłego syna". Kobiety są zdania, że dziś są duzo bardziej dojrzałe i świadome niż mężczyźni, więc wolą być same niż męczyć się w związkach.

    Z jednej strony można odczytać to jako sygnał kryzysu relacji. Ja jednak widzę w tym raczej wyraz rosnącej świadomości własnych potrzeb. Po latach nadmiernej życzliwości, empatii i "grzeczności" wiele kobiet zaczyna rozumieć, że ich potrzeby są równie ważne jak potrzeby innych – i że mają prawo stawiać je na pierwszym miejscu.

    Pod nagraniem pojawił się też komentarz, że to wcale nie jest kryzys samotności kobiet, lecz opowieść o tym, co daje im szczęście, radość i relaks. Większość z nas jest tak przemęczona nadmiarem bodźców, presją oczekiwań i tempem życia, że naprawdę cieszy się z ciszy, braku chaosu i czystego mieszkania, w którym nikt nie brudzi, nie biega i nie krzyczy.

    Dla wielu kobiet to luksus, którego nie doświadczają na co dzień. Żyją pod jednym dachem z dziećmi i mężem, wciąż odhaczają kolejne zadania z listy, która nigdy się nie kończy. Gdy nie potrafią prosić o pomoc ani stawiać granic, zmęczenie i frustracja narastają – zwłaszcza gdy mają poczucie, że ich wysiłek nie jest dostrzegany ani szanowany.

    W takich sytuacjach marzenie bywa zaskakująco proste: pomieszkać przez jakiś czas w czystym domu, w którym porządek trwa dłużej niż pięć minut. Może więc nie mamy do czynienia z epidemią samotności, lecz z epidemią przemęczenia i przeciążenia. To wcale nie oznacza braku relacji – czasem oznacza potrzebę przestrzeni.

    Przestrzeni do oddychania, do bycia sobą, do odpoczynku bez poczucia winy. A jeśli coraz więcej kobiet mówi głośno, że potrzebuje takiej przestrzeni, to być może nie jest to kryzys, lecz sygnał zmiany – w kierunku większej samoświadomości, zdrowych granic i relacji budowanych z wyboru, a nie z lęku przed byciem samą.