młoda mama z niemowlakiem na rękach
Młodym mamom często brakuje wsparcia partnera w ogarnianu domowych obowiązków. fot. Prostock-studio/storyblocks.com

Matki są wykończone. W teorii w związkach jest więcej partnerstwa niż kiedyś, w praktyce kobiety pracują tyle samo, co mężczyźni, a potem wracają do domu... gdzie biorą na siebie drugi etat. Ten tekst nie jest atakiem na ojców, ale opowieścią o codzienności, której niektórzy nie widzą i nie rozumieją. I której kwiatki dane raz w roku nic nie zmienią.

REKLAMA

Matki są wykończone

Kilka dni temu napisałam artykuł o olimpijce, która udzielała po zdobyciu złotego medalu wywiadu z niesfornym 3-latkiem na rękach. Zapytałam wtedy zaczepnie czytelników o to, gdzie był ojciec dziecka. Dostało mi się w komentarzach, że szczuję na facetów. A ja wychodzę z internetu i patrzę na codzienność kobiet wokół mnie i mam poczucie, że w ogóle nie przesadzam.

Patrzę na moje koleżanki: silne, wykształcone, pracujące zawodowo kobiety, które łączą zawód z ogarnianiem domu, wożeniem dzieci na zajęcia dodatkowe i wieloma innymi sprawami. Patrzę też na siebie. I widzę zmęczenie.

Nie to chwilowe, po nieprzespanej nocy z niemowlakiem, kiedy ma się wory pod oczami. Bardziej takie głębokie, które odkłada się miesiącami, a czasami latami, gdy większość domowych spraw wciąż spada na nas – kobiety.

Moje dzieci są już duże. Nie trzeba do nich wstawać co trzy godziny w nocy żeby dać im mleko czy zmienić pieluchę. Ale to wcale nie znaczy, że temat przestał istnieć, bo nie chodzi tylko o noce z niemowlakiem. Chodzi o ideę i to, kto odruchowo ogarnia codzienność.

Dziś zamiast wstawania w nocy jest gotowanie obiadu po pracy. Jest pamiętanie o wywiadówce, o szczepieniu, o stroju na WF i składce klasowej. Jest odbieranie wcześniej z przedszkola czy szkoły, gdy dziecko ma katar. Jest planowanie wakacji tak, by pogodzić grafiki wszystkich domowników.

To niewidzialna lista zadań, która rzadko bywa równo podzielona. Zresztą w pracy zawodowej jest podobnie – nie raz pisałam artykuły o badaniach związanych z tym, jak matki i ojcowie są nierówno traktowani w miejscu zatrudnienia.

Ojcowie są bardziej zaangażowani

Wiem, że czasy się zmieniają. Widzę ojców na placach zabaw, na zebraniach szkolnych, z wózkami w środku dnia. Mój mąż też jest bardzo zaangażowanym ojcem, który często spędza z synami dużo więcej czasu niż mama, więc może nie powinnam personalnie narzekać.

Wielu mężczyzn naprawdę chce być obecnymi ojcami i partnerami. I to jest piękne. Ale obok tego wciąż funkcjonuje cichy patriarchat. Taki, w którym panowie zakładają, że kobieta "ma lepszą rękę do dzieci", "szybciej to ogarnie", a oni pierwsze co muszą zrobić po powrocie z pracy to siąść na kanapie, bo są zmęczeni. Matka wtedy zmęczona być nie może.

Efekt jest taki, że często oboje rodziców pracuje zawodowo, oboje jest zmęczonych, ale to kobiety częściej biorą drugi etat w domu. A zmęczenie wychowywaniem nie zawsze wynika z liczby obowiązków. Często wynika z poczucia, że jesteśmy z tym same.

Nie chcę od męża kwiatów na Walentynki i myślę, że wiele innych matek mnie zrozumie. Nie potrzebuję kolejnego bukietu ani kolacji przy świecach. Chcę, żeby w nocy wstał do dziecka z gorączką i podał mu syrop. Albo żeby przejął ogarnianie dzieci i domu popołudniu. Ugotował obiad i odebrał z placówki. Zorganizował opiekę i powiedział: wyjdź z domu. Idź do kina, na spacer, na zakupy albo posiedź w ciszy. Co kto lubi.

Zamiast kwiatów i czekoladek, bądź partnerem w rodzicielstwie

Czasem wystarczy 30 minut samotności, żeby odzyskać równowagę. Czasem wystarczy świadomość, że ktoś naprawdę bierze odpowiedzialność, a nie tylko "pomaga". Bo pomoc zakłada, że to i tak moje zadanie, a przecież rodzicielstwo dotyczy dwójki ludzi, którzy się na nie zdecydowało.

Nie piszę tego z pozycji pretensji, a raczej z troski, bo często słyszę, że jako autorka tekstów mam "zacięcie społeczne". Myślę o tych wszystkich związkach, które mogłyby przetrwać więcej niż pierwsze lata zachwytu nad wspólnym rodzicielstwem.

O kobietach, które chcą być nie tylko mamami i pracownicami, ale też sobą. I o mężczyznach, którzy mogą być partnerami z prawdziwego zdarzenia, jeśli tylko zdecydują się wyjść poza schemat, w którym zostali wychowani.

Nie chodzi o rewolucję. Chodzi o drobne kroki zmieniające codzienność. O zwykłe przejęcie części ciężaru i bycie obok nie tylko od święta, ale i wtedy, gdy najbardziej o 2:00 chce się odwrócić na drugi bok i udawać, że się nie słyszy płaczu malucha w łóżeczku.