rodzice bawią się z synem, grają wspólnie w szachy na łóżku
W domu powinny panować jasne zasady, bo rutyna daje dzieciom poczucie bezpieczeństwa. fot. Grey Coast Media/ storyblocks.com

Zasady w domu często kojarzą się dzieciom z zakazami, a rodzicom z ciągłymi konfliktami. Tymczasem dobrze postawione granice dają dzieciom coś znacznie ważniejszego niż swobodę – poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Te domowe zasady to nie dyscyplina, ale mądra inwestycja w przyszłość dziecka.

REKLAMA

Zasady dają poczucie bezpieczeństwa

Rodzicielstwo rzadko wygląda jak to z poradnika. Częściej to balansowanie między zmęczeniem, poczuciem winy i myślą, czy nie przesadzamy z wolnościami albo granicami. Zwłaszcza gdy w domu pojawiają się zasady, które dzieci nazywają surowymi i się buntują, że "ich kolegom wolno więcej".

Są jednak zasady, które być może wydają się dość rygorystyczne, ale tu w ogóle nie chodzi o kontrolę. Chodzi o bezpieczeństwo, zdrowie i kompetencje, które zaprocentują w dorosłym życiu. Oto 7 zasad, które – choć bywają trudne do egzekwowania – naprawdę mają sens.

1. Telefony i tablety poza sypialnią

Elektronika w sypialni to wróg snu – zarówno dzieci, jak i dorosłych. A bez snu nie ma koncentracji, odporności ani dobrego nastroju. Dzieci (i dorośli też) nie potrafią same się "odkleić" od ekranu. I tu jest rola rodzica jest taka, by chronić nocny odpoczynek i wyprowadzanie w domu cyfrowej higieny. To nie kara, że nie wnosimy wieczorem smartfonów do pokoju, gdzie idziemy spać – to troska o mózg, który wciąż się rozwija i ze światłem niebieskim nie odpocznie tak, jak powinien.

2. Każdy ma swoje obowiązki domowe

Sprzątanie, wynoszenie śmieci czy pomoc w kuchni nie są karą czy obowiązkiem tylko dlatego, że rodzic może dziecku kazać coś zrobić. To lekcja odpowiedzialności i przynależności. Dziecko, które dokłada swoją cegiełkę do domowej, rodzinnej rzeczywistości, uczy się, że jest ważną częścią rodziny, a świat nie kręci się wyłącznie wokół jego potrzeb. Wspólnie wykonując różne czynności w domu wzmacniamy też we wszystkich domownikach poczucie, że wspólnie dbamy o naszą wspólną przestrzeń.

3. Gdy rodzic dzwoni – odbieramy

Telefon w ręku dziecka to nie tylko rozrywka, ale też narzędzie bezpieczeństwa. Zasada "odbieramy albo oddzwaniamy" uczy odpowiedzialności i komunikacji. Dziś dzieciaki i tak są do smartfonów i smartwatchy przyklejone, więc nie powinno być dla nich problemem zareagowanie na kontakt ze strony rodzica. Wolność idzie w parze z obowiązkiem bycia w kontakcie – to cenna umiejętność na całe życie.

4. Nocowanie u kolegów tylko wtedy, gdy dziecko umie powiedzieć "coś jest nie tak"

Tu chodzi głównie o gotowość emocjonalną i umiejętność stawiania granic. Jeśli dziecko wie, że może przyjść i powiedzieć o każdej trudnej sytuacji – jest gotowe. Jeśli nie, lepszym wyborem będzie wieczorne spotkanie z rówieśnikami i powrót do domu na noc.

5. Zasada mówienia o tym, gdzie się idzie

Informowanie dorosłych o planach to nie kontrola, tylko wspólna odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Dzieci czują się pewniej, gdy wiedzą, że ktoś nad nimi czuwa. To także nauka planowania i przewidywania konsekwencji. W przypadku nastolatków może to być trochę luźniejsza zasada – 16-latek nie musi się spowiadać z każdego swojego kroku. Ważne jednak, by miał poczucie, że warto poinformować rodziców, kiedy idzie np. w jakieś nowe, konkretne miejsce.

6. Kask jest zawsze obowiązkowy

Rower, hulajnoga, rolki – tu nie ma wyjątków, bo statystyki o wypadkach z udziałem dzieci są bezlitosne. Widzieliśmy to w zeszłym roku na przykładzie setek wypadków na elektrycznych hulajnogach, na których nastolatki przemieszczały się niezgodnie z przepisami. To jedna z tych zasad, które nie podlegają negocjacjom. W ten sposób rodzic wysyła jasny komunikat: twoje zdrowie i życie są ważniejsze niż opinia kolegów czy chwilowa wygoda.

7. Najpierw obowiązki, potem ekrany

Dzieci nie rodzą się z umiejętnością zarządzania czasem. Zasada "najpierw lekcje i obowiązki, a potem przyjemności" uczy planowania, wytrwałości i odkładania gratyfikacji. To fundament dorosłego życia, w którym też musimy planować czas tak, że bierzemy popod uwagę, że mamy zobowiązania (finansowe, zawodowe itp.), a dopiero potem mamy prawo do rozrywek.

Te zasady bywają męczące. Czasem oznaczają konflikty, przewracanie oczami i testowanie granic i kłótnie z dziećmi. To nie jest surowe wychowanie, tylko codzienna inwestycja w przyszłość dziecka – w jego zdrowie, bezpieczeństwo i umiejętności, które kiedyś bardzo mu się przydadzą.

Źródło: huffpost.com

Czytaj także: