Chore dzieci na obozach i koloniach to plaga
Mariola posłała chorą córkę na obóz, żeby nikt się nie zorientował, nafaszerowała ją lekami. Fot. Engin Akyurt z Pexels

"Nigdy nie sądziłam, że będę taką matką. Wczoraj odwiozłam chore dziecko na obóz, teraz mam wyrzuty sumienia" - mail od Marioli zaczyna się smutno. Zagłębiając się w lekturę, człowiek rozumie, dlaczego kobieta ma wyrzuty sumienia. Posłuchajcie jej historii.

REKLAMA

Gardziłam takimi rodzicami

"Skończyłam dwa kierunki studiów, jednym z nich jest pedagogika wczesnoszkolna. Przez trzy lata przed urodzeniem córki pracowałam w przedszkolu. Odeszłam, mimo wielkiej miłości do dzieci, bo nie mogłam znieść rodziców. Ciągle mieli do nas o wszystko pretensje, a sami nie byli bez zarzutu" - czytamy.

Mariola przyznaje, że najtrudniejsze do zniesienia było do niej to, że mimo wielu próśb i rozmów przyprowadzali do przedszkola chore dzieci. "Klasyk, syrop na parkingu, byle dziecko weszło do sali. Wiedzieli, że w końcu lek przestanie działać i zadzwonimy, więc nie odbierali telefonów. Dzieci się męczyły, ale oni mieli to gdzieś. Przysięgałam sobie, że nigdy nie zrobię tego własnemu dziecku" - pisze kobieta.

"Gardziłam nimi. Nie mam lepszego określenia. Na szczęście po urodzeniu córki, nie musiałam wracać do przedszkola. Znalazłam prace w banku, bo drugi kierunek, który skończyłam zaocznie, dawał mi taką możliwość. Dziś mam już 10 lat doświadczenia i całkiem niezłe stanowisko. Z pracą wiążą się dobre zarobki, ale też ogromna odpowiedzialność. Jestem bardzo zmęczona. Tego lata planowałam odpocząć" - czytamy tytułem wstępu.

Pierwsze wakacje bez córki

Mariola wraz z mężem zdecydowali, że w tym roku po raz pierwszy pojadą na krótki urlop bez 12-letniej córki. "Karolina marzyła o obozie jeździeckim, wykupiliśmy go już w styczniu. Nie mogła się doczekać. Uznaliśmy, że już czas odciąć pępowinę. Córka miała spędzić dwa tygodnie w stadninie, a my wylecieć na tydzień do moich ukochanych Włoch" - rodzina wszystko ustaliła, łącznie z ciocią w gotowości "na wszelki wypadek".

"No i wszystko szło po mojej myśli, aż do dnia wyjazdu córki. Rano wstała jakaś niewyraźna, każda mama na świecie wie, kiedy jej dziecko jest tuż przed chorobą. Nie miałam wątpliwości, co się święci. Ból głowy, brzucha, a za dwie godziny gardło i gorączka. Musieliśmy podjąć szybką decyzję. Ona wyjeżdżała w niedzielę, my mieliśmy lecieć we wtorek" - wyjaśnia Mariola.

Kobieta zrobiła dokładnie to, za co tak nienawidziła rodziców swoich uczniów. Nafaszerowała córkę lekami, do jej walizki dorzuciła całe opakowania przeciwzapalnych i przeciwbólowych leków bez recepty, a także karteczkę z instrukcją, jak Karolina ma je przyjmować. "A potem wsadziłam ją do auta i odwiozłam na zbiórkę..." - czytamy.

Całą noc nie spałam

W środku nocy, autorka maila dostała od córki wiadomość, że gardło boli ją coraz bardziej, ale bierze leki i nie przyznaje się opiekunom. "Chciałam od razu po nią jechać, może się pomyliłam, może to nie wirus, a bateria i konieczny będzie antybiotyk. Ale mąż mnie powstrzymał. Rano rozmawiałam z Karoliną, mówi, że leki pomagają na kilka godzin i nie chce wracać, a ja mam straszne wyrzuty sumienia" - przyznaje Mariola.

Kobieta skontaktowała się z siostrą, która ma być w gotowości, kiedy Mariola z mężem będą na wakacjach, ta powiedziała, żeby się nie przejmowała, bo Karolina jest już duża. "Zapewniła mnie, że jeśli córka będzie czuła się źle, to opiekun zabierze ją do lekarza i wykupi antybiotyk. Podobno mam się nie martwić, podobno z jej synem tak było, kiedy zachorował na ucho na koloniach" - czytamy.

A gdzie zwykła uczciwość

Mariola wyraża swój smutek z powodu cierpienia córki i zaniepokojenie, co będzie, jeśli się pogorszy jej stan. Jednak uczciwie byłoby skontaktować się wcześniej z organizatorami, żeby uprzedzić ich o sytuacji. Może ciocia mogłaby zawieźć Karolinę na obóz po kilku dniach leczenia, kiedy dziewczynka poczułaby się lepiej i przede wszystkim nie zarażałaby innych uczestników.

A może organizator mógłby umieścić Karolinę w oddzielnym pokoju. Tak czy inaczej, tę sprawę można było rozegrać lepiej, nie rezygnując z własnego wyjazdu. Pamiętajmy, że w takiej sytuacji nie tylko narażamy własne dziecko i psujemy mu wypoczynek, ale także ryzykujemy, że inne dzieci się zarażą. A letnia angina może dać takie same powikłania, jak zimowa i skończyć się nawet hospitalizacją.

Czytaj także: