Czy po 20 latach nadal ma coś ciekawego do zaoferowania? Kayah - fenomen Polskiej sceny muzycznej

Foto: Piotr Porębski / Kayax
Kayah 23. września (środa) wystąpi na już rozpoczętym Festiwalu Skrzyżowania Kultur, a dokładnie podczas wydarzenia, które odbędzie się w ramach tego festiwalu – Sounds Like Poland. Tego dnia o godzinie 18:30 na scenie głównej przy Pałacu Kultury i Nauki pojawią się rodzime zespoły, którym w duszy gra folkowa muzyka. W tym dniu będzie można posłuchać muzyki etnicznej połączonej z awanradowym rockiem i jazzem, wystąpią także beskidzcy górale, którzy łączą muzykę ludową m.in. z hip-hopem i beatboxem, na scenie zabrzmiią melodie łemkowskie, węgierskie, bałkańskie, cygańskie o żydowskie. Występy artystów tego dnia zamknie koncert Kayah, która regularnie wraca do klimatów Etno, a jej album „Transoriental Orchestra” to synergia żydowskich, słowiańskich, bałkańskich i perskich brzmień z oryginalną mieszanką etno-jazzowych improwizacji. W imieniu organizatorów, jak i samej artystki serdecznie zapraszamy.


Ewa Raczyńska: Minęło dwadzieścia lat od wydania przez Panią pierwszej płyty. Jak ocenia Pani początki swojej artystycznej kariery z perspektywy czasu?

Kayah: Wtedy tak naprawdę niewiele wiedziałam i też niewiele umiałam. Natomiast wiele czułam, a przede wszystkim miałam ogromną determinację i pasję, by iść w obranym przeze mnie kierunku. Uważam, że siłą i prawdziwą wartością młodości, jest szczera niezgoda na niezgodę. Młodość to niepokorność, która krzyczy, że jesteśmy świetni. Kiedy jesteśmy młodzi wierzymy, że ci, którzy nie rozumieją naszego przekonania do własnego talentu i wyjątkowości są zwyczajnie słabi. Cóż, dziś bym już tak nie pomyślała.


Myślę też, że miałam wielkie szczęście, bo trafiłam w dobry czas i znalazłam się właśnie tu i teraz. Dzisiaj mogę wracać do tych chwil i wspomnień. Przyjrzeć im się jeszcze raz, gdyż cudownym powrotem w tamte czasy będzie dla mnie jubileuszowa trasa “Kamień”, którą rozpoczynam już 5 listopada.


Czy w Pani karierze zdarzyły się takie sytuacje, do których Pani wraca, których wspomnienie wywołuje uśmiech na Pani twarzy i w których widzi Pani sens, tego wszystkiego, co robi do dzisiaj? Bo chyba każdy ma chwile zwątpienia? A może się mylę?

Uważam, że zwątpienia mają na ogół tylko prawdziwi artyści. Ci nieprawdziwi śpiewają do banana przed lustrem i zawsze się sobie podobają, nie są wobec siebie krytyczni i oczekują dokładnie tego samego od tych, którzy ich słuchają. Zastanawiając się na tym pytaniem muszę powiedzieć, że chyba zwątpienie to złe słowo, zamieniłabym je na wątpliwości, może bliżej mu do rozterek, które związane są przede wszystkim z pytaniem, czy może już powiedziało się wszystko? Czy pozostało coś jeszcze? Czy jestem w stanie dosięgnąć jeszcze raz swoich wcześniejszych wyżyn, a może już wyżej i więcej się nie da? To trudne. Miewa się chwile pustki i drżenia, czy da się tę pustkę załatać.
Przeszła Pani długą drogę muzyczną. Od pierwszej płyty „Kamień”, przez współpracę z Goranem Bregovicem, wydaniem płyty na której znalazły się choćby takiej przeboje jak „Testosteron”, a dziś Kayah z muzyką etno, można chyba powiedzieć, że niszowa. Czy ta muzyka w Pani duszy gra teraz? Czy też dopiero teraz pozwoliła jej Pani dojść do głosu?


Z pewnością muzyka etno to jest dziś ta nuta, która kreuje, to co robię, jest we mnie, choć mam wrażenie, że zawsze była obecna w moim życiu. Jednak nie wykluczam zwrotu w swojej twórczości, ponieważ uważnie obserwuję wszystko, co mnie otaczam, bezustannie ulegam temu światu i inspiracjom, jakie niesie sztuka, a także codzienne życie. Nie chcę, żeby coś ważnego mi umknęło, wciąż robię notatki w formie nagrań i zdjęć.

Przecież dzisiaj wszyscy jesteśmy pod obstrzałem tych samych bodźców, ale to od naszej własnej wrażliwości zależy, jak to przerobimy i co z tym zrobimy, w jaki sposób skorzystamy. To bardzo indywidualna sprawa. Patrząc na świat, jak się zmienia, nie mogę mieć pewności, że moja artystyczna ścieżka się nie zmieni.

Ale Kayah to przecież nie tylko artystka, to również kobieta, która dojrzewała z pewnością wraz z muzyką. Jak się Pani zmieniła jako kobieta przez te dwadzieścia lat? Jaki wpływ na te zmiany miała Pani muzyczna droga?

Cóż, muszę powiedzieć, że zaszły we mnie zacne zmiany, ale też i takie, które ciężko zaakceptować, szczególnie jeśli jest się na świeczniku. Dzisiaj uważam, że dojrzałość bywa siłą rozumienia świata, własnych potrzeb i wartości. Jest jednak także pierwszym kamieniem rzuconym w ciebie poprzez wirtualną przestrzeń…

Jestem z pewnością mądrzejsza, można spytać czy szczęśliwsza? Odpowiedź brzmi - nie wiem, gdyż w pewnym wieku poza urodą i wspaniałością otaczającego świata dostrzega się również jego marność… Tyle tylko, że ostateczny punkt widzenia zależy tylko od nas samych. Szklankę zawsze można widzieć to połowy pustą lub pełną.

Dziś jako kobieta i artystka mam powody do dumy i mało powodów do wstydu. Chyba ta bitwa, póki co, ma pozytywny wynik, ale to nie koniec wojny o siebie (śmiech). Bo chyba nie macie wątpliwości, że nie przyszliśmy tu na bal (śmiech).
Moja mama mówi, że najlepszy czas dla kobiety zaczyna się po ukończeniu 40. lat. Zgadza się Pani z taką teorią?

Jest w tym z pewnością trochę racji. Ja zaczęłam mój wspaniały czas w wieku 35. lat, ale po 40-tce też jest ok. Przy 50-tce wciąż może być świetnie, pod warunkiem, że często się wyjeżdża i dużo podróżuje. (śmiech)

Banalne pytanie, ale gdyby pozwolono Pani cofnąć się w czasie i zmienić jedną jedyną rzecz, decyzję w Pani życiu, co by to było?

To zbyt intymne pytanie, nie odpowiem na nie. Ale tak, jest coś takiego...

W najbliższym czasie wystąpi Pani na Festiwalu Skrzyżowania Kultur - Sounds Like Poland, przy boku artystów promujących muzykę folkową, czy możemy się spodziewać, że w tym nurcie muzycznym pozostanie Pani na dłużej?

Życzyłabym sobie tego, bo to spotkania z artystami, którzy zarażają swoją pasją.

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...