dziecko z parasole i w kaloszach idzie w deszczu
Jesienią wielu rodziców ma tendencję do suplementacji preparatów na wzmocnienie odporności. fot. Andrea Piacquadio/Pexels

Jesienią wielu rodziców robi wszystko, by uchronić dzieci przed kolejną infekcją, a witaminy stają się obowiązkowym punktem porannej rutyny. Kolorowe żelki, syropy i kapsułki mają wzmacniać odporność, ale nawet preparaty dostępne bez recepty mogą zaszkodzić, jeśli podajemy je bez umiaru. Prof. Wojciech Feleszko ostrzega: witaminy też można przedawkować, a w trosce o zdrowie dziecka łatwo przekroczyć granicę między profilaktyką a ryzykiem.

REKLAMA

Witaminy też można przedawkować

Jesień dla wielu rodziców oznacza początek sezonu infekcyjnego. Deszcz, chłód, osłabiona odporność i kolejne przeziębienia sprawiają, że zaczynamy uważniej obserwować dzieci. Wystarczy, że przedszkolak zacznie pociągać nosem albo zakaszle w środku nocy, a już zastanawiamy się, jak uchronić go przed poważniejszą infekcją.

Dbamy o ubiór na cebulkę, pełnowartościową dietę i aktywność na świeżym powietrzu. Wielu rodziców sięga również po witaminy i suplementy, licząc na to, że dodatkowo wzmocnią odporność dziecka. Lekarze ostrzegają jednak, że przyjmowanie takich preparatów na własną rękę może przynieść więcej szkody niż pożytku.

Jesienią, gdy infekcje stają się codziennością, łatwo ulec pokusie, by profilaktycznie podawać sobie i dzieciom różne witaminy. Tymczasem eksperci przypominają, że suplementacja nie powinna być przypadkowa. Przyjmowanie preparatów bez wyraźnych wskazań, zwłaszcza w nadmiernych dawkach, może prowadzić do niebezpiecznych konsekwencji.

Prof. Wojciech Feleszko, pediatra, który w mediach społecznościowych dzieli się wiedzą na temat zdrowia i rozwoju dzieci, w jednym z ostatnich wpisów przypomniał wprost: "Witaminy też można przedawkować".

Ekspert powołał się na analizę danych ze Stanów Zjednoczonych dotyczącą hospitalizacji dzieci, które wymagały pomocy medycznej z powodu toksycznego działania witamin i minerałów. Z analizy wynika, że 56 proc. takich przypadków wiązało się z celowym podawaniem preparatów zawierających te składniki.

Oznacza to, że do zatruć dochodziło m.in. wtedy, gdy opiekunowie podawali dzieciom witaminy i minerały, nieświadomie doprowadzając do ich nadmiernego nagromadzenia w organizmie.

"Dlaczego o tym mówię? Bo witaminy, minerały i inne suplementy często traktujemy inaczej niż leki. 'To tylko witaminy', 'przecież można je kupić bez recepty', 'mają pomagać'. Tymczasem również w ich przypadku dawka ma znaczenie" – zauważa prof. Feleszko na Instagramie.

Odporność buduje się trybem życia i dietą

Pediatra podkreśla, że zdrowe dzieci, które jedzą różnorodne posiłki i prawidłowo się odżywiają, zazwyczaj nie potrzebują codziennego przyjmowania dodatkowych składników w postaci tabletek, olejów czy syropów. Wyjątkiem może być m.in. witamina D, której suplementację w Polsce zaleca się ze względu na ograniczoną ekspozycję na słońce. Jej dawka powinna być jednak dostosowana do wieku dziecka i indywidualnych potrzeb.

Prof. Feleszko zwraca również uwagę na bezpieczeństwo przechowywania suplementów. Nawet jeśli mają postać kolorowych żelków, lizaków czy syropów, które przypominają słodycze, należy trzymać je poza zasięgiem dzieci, najlepiej w zamkniętym miejscu, tak jak leki. Ważne jest także przestrzeganie zalecanych dawek i unikanie łączenia kilku preparatów bez sprawdzenia, czy nie zawierają tych samych składników.

Jesień nie jest powodem, by profilaktycznie podawać dzieciom wszystko, co ma w nazwie witaminę lub hasła o odporności. Zamiast kompletować kolejne preparaty przy okazji zakupów w aptece, lepiej zadbać o zbilansowaną dietę, sen, ruch i konsultację z lekarzem, jeśli pojawiają się wątpliwości dotyczące niedoborów.

Suplementacja może być potrzebna, ale powinna wynikać z konkretnych wskazań, a nie z obawy przed kolejnym katarem. W trosce o zdrowie dziecka więcej nie zawsze znaczy lepiej.