uczestnicy marszu niepodległości z racami w Warszawie
Żeby pokazać dzieciom patriotyzm nie trzeba iść w marszu z nienawiścią na ustach i racami w ręku. fot. Lesław Dzik/Pexels

Chcę wychować dzieci na ludzi, którzy szanują swój kraj, znają jego historię i rozumieją, dlaczego 11 listopada jest ważną datą. Nie chcę jednak, żeby patriotyzm kojarzył im się przede wszystkim z racami, krzykami, przepychankami i demonstracją niechęci wobec tych, którzy myślą inaczej. Niezależnie od poglądów politycznych wierzę, że miłość do ojczyzny można pokazywać znacznie prościej, mądrzej i bez zadęcia. Oto trzy rzeczy, które sama chciałabym przekazać swoim dzieciom.

REKLAMA

1. Pokaż dziecku historię, ale nie rób z niej lekcji

Niepodległość, zabory, powstania, Józef Piłsudski – to wszystko są ważne elementy naszej historii walki o wolność. Tylko że dla kilkuletniego dziecka daty, nazwiska i polityczne zawiłości mogą być zwyczajnie abstrakcyjne. Nie oczekuję, że moje dzieci będą recytować ważne daty w naszej historii przy niedzielnym obiedzie. Chciałabym natomiast, żeby wiedziały, dlaczego przez 123 lata Polska nie istniała na mapie i co oznaczało odzyskanie niepodległości dla ludzi wtedy, ale i tych, którzy żyją dziś.

Zawsze uważam, że warto zacząć od książek, ale takich dostosowanych do wieku dziecka. W księgarniach nie brakuje publikacji, które w przystępny sposób opowiadają o polskiej historii, symbolach narodowych, ważnych postaciach i wydarzeniach. Można wspólnie poczytać, obejrzeć ilustracje, porozmawiać o tym, jak wyglądało życie dzieci w czasach wojny czy zaborów.

Lubię też opowiadać synom o przeszłości przy okazji zwyczajnych sytuacji. Kiedy mijamy pomnik, cmentarz wojenny czy tablicę upamiętniającą ważne wydarzenie, często o tym rozmawiamy. Czasami wystarczy kilka zdań, żeby zaszczepić ciekawość. Dziecko nie musi od razu wszystkiego rozumieć. Ważne, żeby wiedziało, że historia nie jest zbiorem nudnych dat, ale opowieścią o ludziach, którzy żyli przed nami.

2. Zabierz dziecko w miejsca, w których historia naprawdę się wydarzyła

Moim zdaniem nic nie zastąpi zobaczenia czegoś na własne oczy. Możemy opowiadać dzieciom o odzyskaniu niepodległości, ale zupełnie inaczej rozmawia się o historii, kiedy stoi się przed pomnikiem, odwiedza muzeum albo spaceruje po miejscu, w którym rozgrywały się ważne wydarzenia. Super sprawdzi się też udział w jakimś wydarzeniu, np. koncert piosenek patriotycznych.

Nie musi to być od razu wyprawa do Warszawy czy Krakowa. Warto sprawdzić, co znajduje się w najbliższej okolicy. Być może jest tam lokalne muzeum, miejsce pamięci, zabytkowy cmentarz, pomnik bohaterów albo niewielka wystawa poświęcona historii regionu. Taka lokalna historia jest też dużo ważniejsza i bliższa sercu.

Chciałabym, żeby moi synowie wiedzieli, że ich mała ojczyzna również ma swoją historię. Że ulice, którymi codziennie chodzą, budynki, które mijają, i miejsca, w których bawią się z kolegami, mają swoją przeszłość. Mnie fascynuje, że codziennie idąc do przedszkola mijamy budynek z dziurami po kulach, które utkwiły tam w czasie II wojny światowej.

Możemy o historii mówić na rodzinnym spacerze, podczas wyjazdu za miasto czy wizyty w muzeum. Bez obowiązkowego odświętnego stroju, akademii i przemówień. Bo patriotyzm to nie tylko wielkie wydarzenia. To również zainteresowanie miejscem, w którym się żyje, i szacunek dla ludzi, którzy je tworzyli.

3. Ucz dziecko szacunku do polskich tradycji, ale też do innych ludzi

Biało-czerwona flaga, hymn, godło, polskie święta i zwyczaje – to symbole i tradycje, które warto dzieciom pokazywać. Możemy wspólnie wywiesić flagę, zaśpiewać hymn albo przygotować biało-czerwone kotyliony. Ale na tym nie kończy się budowanie tożsamości narodowej.

Dla mnie równie ważne jest pielęgnowanie lokalnych tradycji, poznawanie regionalnych potraw, legend, zwyczajów i historii rodzinnych. Warto pytać dziadków, jak wyglądało ich dzieciństwo, jak kiedyś obchodzono święta, co zmieniło się w naszej miejscowości. Takie rozmowy budują więź z miejscem i ludźmi. Pokazują dzieciom, że są częścią czegoś większego niż ich własna rodzina.

Jest jednak jeszcze jedna rzecz, której nie chciałabym pomijać. Nie zgadzam się z przekonaniem, że patriotyzm trzeba udowadniać głośnymi manifestacjami, udziałem w agresywnych zgromadzeniach czy wykrzykiwaniem obraźliwych haseł pod adresem innych grup społecznych. Marsze organizowane przez środowiska narodowe, na których pojawiają się wulgaryzmy, wyzwiska wobec feministek, lewicowców czy innych osób o odmiennych poglądach, nie są dla mnie wzorem pielęgnowania miłości do ojczyzny.

Nie chcę, żeby moi synowie wynieśli z takiego wydarzenia przekonanie, że można kochać Polskę tylko wtedy, gdy jednocześnie okazuje się pogardę innym ludziom. Nie widzę patriotyzmu w wandalizmie, agresji i szukaniu wrogów. Widzę za to ogromną sprzeczność między deklarowaniem miłości do kraju a brakiem szacunku wobec ludzi, którzy w nim żyją.

Chcę, żeby moi synowie wiedzieli, skąd pochodzą, rozumieli, dlaczego ich przodkowie walczyli o wolność i potrafili docenić to, że dziś żyją w niepodległym kraju. Ale chcę też, żeby wiedzieli, że szacunek do ojczyzny nie zwalnia z szacunku do drugiego człowieka. Że można mieć różne poglądy, inaczej wyglądać, inaczej żyć i nadal być częścią tego samego społeczeństwa.