Dwóch mężczyzn przy barierce o zachodzie słońca, widok od tyłu
Oktay Köseoğlu / Pexels

Ostatnia wiadomość na grupie z chłopakami ze studiów brzmi „to może po wakacjach?” i jest z marca. Sprawdziłem, czy to tylko mój problem. Nie jest, a badania pokazują, że ojcom przyjaciele wracają wolniej niż komukolwiek innemu.

REKLAMA

Na grupie „Chłopaki z akademika” najnowsza wiadomość brzmi „to może po wakacjach?” i jest z marca. Wcześniej był luty z „może w przyszłym miesiącu, bo młoda ma gorączkę” (to ja) i styczeń z „sorry, teściowie” (to Marek). Kiedyś w piątek wieczorem siedzieliśmy w barze do zamknięcia. Dziś najdłuższa rozmowa, jaką odbyłem z kumplem, odbyła się przy szatni na basenie, kiedy obaj próbowaliśmy wcisnąć ośmiolatków w kurtki.

Długo myślałem, że to po prostu taki etap. Ośmiolatek, czterolatka, praca, zakupy, wywiadówka. Potem trafiłem na liczby i zrobiło mi się trochę mniej śmiesznie. Według Survey Center on American Life 15 proc. amerykańskich mężczyzn nie ma żadnego bliskiego przyjaciela, pięć razy więcej niż w 1990 roku. Wtedy ponad połowa mężczyzn (55 proc.) miała co najmniej sześciu bliskich kumpli, dziś ma ich 27 proc.

Dlaczego po narodzinach dziecka znikają kumple?

Najciekawsze badanie, jakie znalazłem, przeprowadzili socjologowie Jesper Rözer, Anne-Rigt Poortman i Gerald Mollenhorst. Przeanalizowali dwanaście fal Szwajcarskiego Panelu Gospodarstw Domowych z lat 1999–2010, czyli dane ponad 5 tysięcy osób śledzonych przez lata. Wyniki opublikowane w „Demographic Research” są jednoznaczne: kiedy pojawia się dziecko, rośnie kontakt z sąsiadami, a spada kontakt z przyjaciółmi. Im wcześniej ktoś zostaje rodzicem, tym trudniej mu te przyjaźnie utrzymać.

Jest tam jednak zdanie, przy którym odłożyłem telefon. Z czasem różnice między rodzicami się wyrównują, z jednym wyjątkiem: kontaktu ojców z przyjaciółmi. U mężczyzn, którzy zostali ojcami w typowym wieku, liczba przyjaciół, z którymi mają kontakt, pozostaje niższa niż przed narodzinami dziecka nawet wtedy, gdy dziecko kończy 19 lat. U kobiet kontakty z przyjaciółmi wracają, gdy dzieci rosną. U nas nie wracają same. Badanie dotyczy Szwajcarii i mierzy liczbę kontaktów, a nie ich jakość, ale trudno mi było nie rozpoznać w nim siebie.

Czy samotność ojca to naprawdę problem zdrowotny?

Amerykański Naczelny Lekarz (Surgeon General) poświęcił samotności osobny raport, „Our Epidemic of Loneliness and Isolation” z 2023 roku. Wynika z niego, że mniej więcej połowa dorosłych Amerykanów doświadcza samotności, a skutki odcięcia od ludzi dla ryzyka śmierci są porównywalne z paleniem do 15 papierosów dziennie. Samotność zwiększa ryzyko przedwczesnej śmierci o 26 proc., izolacja społeczna o 29 proc. Do tego dochodzi o 29 proc. wyższe ryzyko chorób serca i o 32 proc. wyższe ryzyko udaru.

Dla mnie ważniejsza jest jednak część o głowie. Raport przypomina, że osoby, które często czują się samotne, mają ponad dwukrotnie wyższe szanse na rozwój depresji, a więzi społeczne mogą chronić przed samobójstwem, szczególnie mężczyzn. Niedawno pisaliśmy na mamadu o tym, że ojciec też może mieć depresję po narodzinach dziecka. Jeśli czujesz, że jest ci ciężko, możesz zadzwonić pod całodobowy numer 116 123, który Ministerstwo Zdrowia wymienia wśród miejsc pomocy dla dorosłych w kryzysie emocjonalnym.

W Polsce też nie jest różowo. Według CBOS w 2024 roku bardzo często lub zawsze osamotnionych czuje się 8 proc. dorosłych, dwa razy więcej niż w 2017 roku. Wśród mężczyzn odsetek ten wynosi 9 proc. To nie jest jeszcze epidemia z nagłówków, ale trend idzie w złą stronę, a rodzice małych dzieci często opisują samotność w tłumie domowników, której nie widać z zewnątrz.

Dlaczego facetom trudniej o tym rozmawiać?

Bo zwykle nie rozmawiamy. W tym samym badaniu Survey Center on American Life wsparcie emocjonalne od przyjaciela w ostatnim tygodniu dostało 41 proc. kobiet i tylko 21 proc. mężczyzn. Raport Surgeon Generala pokazuje z kolei, że czas spędzany ze znajomymi na żywo spadł w USA z około 30 godzin miesięcznie w 2003 roku do około 10 godzin w 2020. To dane amerykańskie, ale samotność coraz uważniej mierzą też polscy naukowcy, którzy niedawno opracowali krótką skalę samotności do takich badań.

U mnie z kumplami gada się o piłce, o samochodach i o tym, że trzeba w końcu wymienić opony. Dopiero po dwóch godzinach ktoś mówi, że w pracy jest źle albo że w domu się nie układa. Tylko że żeby do tej trzeciej godziny dotrwać, najpierw trzeba się spotkać.

Jak odzyskać kumpli, kiedy kalendarz należy do dzieci?

Nie mam patentu, mam kilka rzeczy, które u nas zaczęły działać. Pierwsza to stały termin. „Musimy się kiedyś zgadać” nie działa nigdy, „pierwszy czwartek miesiąca” działa prawie zawsze. Jak się nie uda, to trudno, za miesiąc jest następny i nikt nie musi niczego od nowa ustalać. Z żoną mamy prosty układ: ona ma swój wieczór, ja swój, i oba są w kalendarzu na lodówce.

Druga rzecz to spotkania z dziećmi. Niedzielny spacer po lesie z Markiem i jego synem to wciąż spotkanie z kumplem, tylko z trójką dzieciaków biegających wokół. Sprawdza się też własne hobby jako wspólny czas z dziećmi, bo wtedy nie trzeba wybierać między jednym a drugim.

Trzecia to sport. Wróciłem na środową piłkę na orliku i po raz pierwszy od lat mam w tygodniu godzinę, kiedy nikt nie mówi do mnie „tato”. „Piwo” w naszym słowniku nadal oznacza spotkanie, ale coraz częściej kończy się na herbacie albo bezalkoholowym, bo rano trzeba zawieźć dzieci. Liczy się to, że się widzimy, a nie to, co stoi na stole.

Jest też powód, o którym myślę, kiedy patrzę na syna. On widzi, czy tata ma przyjaciół, czy tylko obowiązki. Na mamadu był tekst o tym, że chłopcy potrzebują prawdziwych przyjaciół, a ja nie bardzo wiem, jak miałbym go tego uczyć, siedząc co wieczór sam przed telewizorem. Wczoraj napisałem więc na grupie: „Pierwszy czwartek listopada?”. Trzech na pięciu odpisało „jestem”. Jak na nas, to wynik prawie rekordowy.