Kaja Godek podczas przemówienia
Fundacja Kai Godek zdobyła nielegalnie dane pacjentki umówionej na legalną aborcję. fot. EpiskopatNews/flickr.com

Prywatne dane ciężarnej pacjentki trafiły do środowisk antyaborcyjnych, a sprawa zakończyła się interwencją policji w jednym z wrocławskich szpitali. Kobieta miała przejść zabieg zgodny z prawem, ale ostatecznie do niego nie doszło. Katarzyna Kotula zapowiada zawiadomienie do prokuratury i domaga się wyjaśnienia, kto ujawnił informacje medyczne pacjentki.

REKLAMA

Kaja Godek szczuje policją na ciężarne

W związku z głosowaniem nad ustawą zmieniającą przepisy dotyczące aborcji w Polsce w ostatnim czasie w całym kraju odbywały się protesty. Kobiety wyszły na ulice, zwracając uwagę, że rząd przez trzy lata sprawowania władzy nie zdołał zmienić obowiązujących przepisów, a teraz również może nie dojść do żadnych zmian, jeśli np. prezydent zawetuje ustawę.

W związku z tym, że temat prawa aborcyjnego ponownie stał się głośny, w mediach pojawiły się także doniesienia o działaniach fundacji Życie i Rodzina Kai Godek, znanej aktywistki antyaborcyjnej. W ostatnim czasie w związku z działaniami fundacji doszło do skandalicznej sytuacji w jednym z wrocławskich szpitali.

Po wycieku danych medycznych jednej z ciężarnych pacjentek przedstawiciele środowisk antyaborcyjnych interweniowali, by nie dopuścić do planowanej terminacji ciąży w szpitalu.

Chodzi o szpital na Brochowie Szpital Specjalistyczny im. A. Falkiewicza we Wrocławiu, gdzie 14 października zaplanowano zabieg u kobiety będącej w 36. tygodniu ciąży. Informacje o planowanej procedurze i samej pacjentce zostały udostępnione w mediach społecznościowych przez środowiska antyaborcyjne.

Następnie sprawę nagłośnili przedstawiciele Konfederacji Korony Polskiej i Grzegorz Braun. W przestrzeni publicznej pojawiły się nieprawdziwe informacje dotyczące planowanego zabiegu, a na ciężarną wylała się fala krytyki. Po interwencji policji w placówce medycznej zabieg ostatecznie się nie odbył.

"Policjanci realizowali czynności w związku z interwencją dotyczącą zgłoszenia o tym, że na terenie placówki medycznej ma dochodzić do nielegalnych zabiegów medycznych. Policjanci przeprowadzili rozmowę z dyrekcją szpitala, która zaprzeczyła. Na tym czynności policjantów zostały zakończone. Sporządzona z tego została dokumentacja urzędowa" – tłumaczy Aleksandra Freus z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu.

Fundacja zgłoszona do prokuratury

W ostatnich dniach do sprawy odniosła się Katarzyna Kotula, pełnomocniczka rządu ds. równości. W rozmowie z radiem RMF FM 27 października poinformowała, że zamierza złożyć do prokuratury zawiadomienie dotyczące działalności fundacji Kai Godek.

Kotula przyznała, że w Polsce dochodzi już nawet do sytuacji, w których "nie wykonuje się aborcji zgodnie z obowiązującym prawem". Zaznaczyła, że zawiadomienie będzie dotyczyć działań fundacji, której przedstawiciele weszli w posiadanie danych pacjentki jednego z polskich szpitali. Jak podkreśliła, informacje medyczne należą do szczególnie wrażliwych danych i konieczne jest ustalenie, kto je ujawnił.

Polityczka zwróciła również uwagę, że pacjentkom odmawia się zabiegów nawet w przypadkach, w których prawo na nie zezwala. Co więcej, często nie otrzymują one pisemnego uzasadnienia odmowy.

"Zwrócę się do Ministerstwa Zdrowia z zapytaniem, dlaczego obowiązujące prawo w polskich szpitalach nie jest przestrzegane. Poproszę resort o kontrolę" – zapowiedziała Kotula. Zauważyła przy tym, że środowiska antyaborcyjne wywierają presję na szpitalach i lekarzach, a także angażują policję w sprawy pacjentek, które mają prawo do zabiegu, np. ze względu na zagrożenie zdrowia lub życia.

Zdaniem Kotuli działania środowisk antyaborcyjnych mogą prowadzić do wywierania presji na placówki medyczne i lekarzy, by ci odmawiali przeprowadzania terminacji ciąży. W konsekwencji medycy coraz bardziej obawiają się wykonywania zabiegów, nawet jeśli są one zgodne z prawem.

Chcą pełnej legalizacji aborcji do 12. tygodnia

Polityczka Nowej Lewicy zaznaczyła, że jej środowisko nadal będzie zabiegać o pełną liberalizację przepisów aborcyjnych, która umożliwiałaby przerywanie ciąży do 12. tygodnia bez konieczności podawania przyczyny. Dodała, że zmiany przegłosowane dotychczas przez Sejm są niewystarczające. "Nawet jeśli prezydent nie podpisze tych ustaw, idziemy z pełną liberalizacją do 12. tygodnia" – zapowiedziała.

Do sprawy Kotula odniosła się również w rozmowie z TOK FM. Podkreśliła, że w jej ocenie doszło do rażącego naruszenia praw pacjentki i konieczne jest ustalenie, w jaki sposób jej dane trafiły do osób postronnych.

"Doszło do karygodnego, skandalicznego złamania praw pacjentki. Chciałabym, żeby w trybie natychmiastowym w Fundacji Kai Godek zabezpieczone zostały wszystkie nośniki – telefony, komputery, wszystkie komunikatory. Jeśli tak się stanie, to będziemy wiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa, kto te dane wyniósł" – mówiła.

Sprawa wrocławskiego szpitala ponownie zwróciła uwagę na problem ochrony prywatności pacjentek oraz realnego dostępu do świadczeń gwarantowanych przez obowiązujące prawo. Pokazuje również, jak poważne konsekwencje może mieć ujawnienie informacji medycznych i wykorzystanie ich do wywierania presji na kobietę znajdującą się w szczególnie trudnej sytuacji. Teraz kluczowe będzie ustalenie, kto odpowiada za wyciek danych i czy doszło do złamania prawa.