kobiety na proteście podczas zmian w prawie aborcyjnym
Protesty z powodu dekryminalizacji prawa antyaborcyjnego to "czerwona kartka" dla rządu. fot. zuzanka galczynska/Unsplash

Sześć lat protestów, politycznych deklaracji i obietnic, a polskie prawo aborcyjne wciąż nie doczekało się zasadniczej zmiany. Kobiety, które liczyły, że po zmianie władzy wreszcie coś się zmieni, znów wyszły na ulice, a pod Sejmem pojawiły się czerwone kartki dla rządu. Najnowsze głosowanie daje nadzieję na zmianę, ale dla wielu protestujących to zdecydowanie za mało, by uznać, że politycy wywiązali się ze swoich zobowiązań.

REKLAMA

Przez 6 lat nie zmieniono prawa aborcyjnego

20 października 2026 roku w Sejmie głosowano nad zmianami w przepisach dotyczących aborcji. W mediach pojawiły się informacje o tym, że niewielką przewagą głosów udało się przegłosować zmiany dotyczące przepisów, które zaczęły obowiązywać w 2020 roku w wyniku wyroku Trybunału Konstytucyjnego.

Wówczas orzeczono, że przepis ustawy z 1993 roku umożliwiający dokonanie aborcji z powodu ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu jest niekonstytucyjny.

Od tamtego czasu obowiązują przepisy, zgodnie z którymi przerwanie ciąży jest w Polsce legalne tylko w dwóch przypadkach: gdy ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety, niezależnie od wieku płodu, lub gdy jest następstwem czynu zabronionego. W tym drugim przypadku aborcja jest dopuszczalna do 12. tygodnia ciąży. W praktyce dostęp do świadczenia bywa jednak utrudniony, a niektórzy lekarze powołują się na klauzulę sumienia i odmawiają wykonania zabiegu.

Wyrok opublikowany w 2021 roku wywołał w całym kraju falę protestów, w których uczestniczyły przede wszystkim kobiety. Sprawa zaostrzyła również debatę o bezpieczeństwie ciężarnych pacjentek. W kilku głośnych przypadkach śmierć kobiet w ciąży wiązano z opóźnianiem interwencji medycznej w sytuacji zagrożenia ich zdrowia lub życia.

Po dojściu do władzy koalicji rządzącej w 2023 roku wiele osób spodziewało się, że przepisy zostaną zmienione w pierwszych miesiącach po wyborach. Była to jedna z obietnic wyborczych Koalicji Obywatelskiej, a także innych partii, które weszły w skład koalicji. Minęły jednak niemal trzy lata rządów, a kompleksowa zmiana prawa aborcyjnego wciąż nie została wprowadzona.

Sejm przegłosował zmiany

W lipcu 2024 roku posłowie Lewicy i Koalicji Obywatelskiej złożyli w Sejmie projekt nowelizacji Kodeksu karnego. Miał on doprowadzić do dekryminalizacji aborcji wykonanej za zgodą kobiety z naruszeniem przepisów ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, a także pomocy w samodzielnym przerwaniu ciąży.

Wówczas projekt nie uzyskał wymaganej większości w Sejmie. Tym razem, 20 października 2026 roku, posłowie poparli zmiany stosunkiem głosów 217 do 213. Trzech parlamentarzystów wstrzymało się od głosu.

Nowelizacja musi teraz przejść dalszą drogę legislacyjną: zostać rozpatrzona przez Senat, a następnie uzyskać podpis prezydenta. Istnieje jednak ryzyko, że Karol Nawrocki zawetuje ustawę, uniemożliwiając jej wejście w życie. Brak porozumienia nawet wśród parlamentarzystów popierających zmiany może dodatkowo utrudnić dalsze prace.

Wobec przedłużających się prac nad zmianą prawa aborcyjnego i ryzyka prezydenckiego weta osoby, które liczyły na realizację obietnic wyborczych, postanowiły zaprotestować. 21 października w 27 miastach w całej Polsce odbyły się manifestacje. Ich uczestnicy przekonywali, że rząd otrzymuje czerwoną kartkę za brak zmian w prawie aborcyjnym, i zapowiadali, że będą pamiętać o niespełnionych obietnicach podczas wyborów parlamentarnych w 2027 roku.

"Trzy lata minęły, odkąd rząd się zmienił i przez ten czas żadna obietnica w sprawie aborcji nie została spełniona. Jest to oszukiwanie wyborców i wyborczyń" – portal RMF24.pl cytuje jednego z uczestników protestów.

Obywatele przestali wierzyć w rząd

Wielu manifestujących przyniosło ze sobą czerwone kartki, symbolizujące sprzeciw wobec działań rządu. W piłce nożnej oznaczają one natychmiastowe wykluczenie zawodnika z gry z powodu poważnego naruszenia przepisów lub niesportowego zachowania. Protestujący wykorzystali ten symbol, by pokazać, że ich zdaniem rząd nie wywiązał się ze swoich zobowiązań.

W Warszawie 20 października pod Sejmem zgromadziło się kilkaset osób. To mniej niż podczas manifestacji sprzed sześciu lat, ale nadal wyraźny sygnał, że część społeczeństwa nie zapomniała o obietnicach, które nie zostały spełnione.

"Dzisiaj rząd chce, żebyśmy cieszyły się z tego, że uchwalili ustawę z 1993 roku. Jest to żenujące i nie wyobrażamy sobie być gdzie indziej" – mówiły uczestniczki protestu.

Dla protestujących wtorkowe głosowanie nie oznacza końca walki o zmianę przepisów, lecz jedynie kolejny etap długiego procesu. Ostateczny los nowelizacji zależy teraz od decyzji Senatu i prezydenta, a czas pokaże, czy polityczne deklaracje przełożą się na konkretne rozwiązania. Jedno jest pewne: temat aborcji pozostaje jednym z najważniejszych punktów spornych w polskiej debacie publicznej, a niespełnione obietnice mogą mieć znaczenie również podczas wyborów parlamentarnych w 2027 roku.