
Nie zamierzam wydawać fortuny na kosmetyki, które obiecują cuda, a potem kurzą się na półce w łazience. Jesienią stawiam na tanie klasyki z drogerii i apteki, które pomagają mi zadbać o suchą skórę, spierzchnięte usta i zmarznięte dłonie. Niektóre kosztują zaledwie kilka złotych, a trudno wyobrazić sobie bez nich moją kosmetyczkę.
Jesienią skóra potrafi dać nam w kość. Chłód, wiatr, ogrzewanie i ciągłe zmiany temperatur sprawiają, że cera staje się sucha, usta pękają, a dłonie wołają o pomoc. Nie oznacza to jednak, że musimy zostawiać w drogerii połowę wypłaty.
Wiele kosmetycznych klasyków kosztuje zaledwie kilka lub kilkanaście złotych, a potrafi naprawdę ułatwić codzienną pielęgnację. Oto pięć tanich produktów, które warto mieć pod ręką, zwłaszcza gdy jesteśmy zabieganymi mamami i nie mamy czasu na skomplikowane rytuały.
1. Krem z mocznikiem – ratunek dla suchej skóry
Jeśli jesienią skóra na łokciach, , piętach, kolanach czy dłoniach robi się szorstka i nieprzyjemna w dotyku, warto sięgnąć po krem z mocznikiem. To jeden z tych składników, które nie potrzebują kosztownej reklamy, żeby pokazać swoje możliwości. W niższych stężeniach mocznik pomaga wiązać wodę w naskórku, dzięki czemu skóra staje się bardziej miękka i elastyczna. W wyższych stężeniach działa również złuszczająco.
W aptekach i drogeriach znajdziesz kremy z mocznikiem w cenie od kilku do kilkunastu złotych, choć wiele zależy od marki i pojemności opakowania. Ja zawsze wybieram Cremobazę 30 proc. bo nadaje się jako maść na łokcie, ale też na noc jako krem-maska do dłoni. W aptece do tego kosztuje kilkanaście złotych (w DOZ ok. 16 zł). Przy pęknięciach i podrażnieniach mocznik może szczypać, dlatego nie nakładajmy go na uszkodzoną skórę.

2. Maść z witaminą A – klasyk z apteki
Są kosmetyki, które pamiętamy jeszcze z łazienek naszych mam i babć. Maść ochronna z witaminą A należy właśnie do tej kategorii. Zwykle kosztuje kilka złotych (ok. 6 zł), a jej tłusta konsystencja pomaga zabezpieczać skórę przed utratą wilgoci. Przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy jesienny wiatr wysusza okolice nosa, usta lub niewielkie, przesuszone fragmenty skóry np. w zagłębieniach palców dłoni.
To produkt, który dobrze mieć w torebce albo w domowej kosmetyczce. Nie trzeba nakładać go grubą warstwą na całą twarz. Wystarczy niewielka ilość na wybrane miejsca, które potrzebują dodatkowej ochrony. W moim domu sprawdza się też genialnie na spierzchnięte usta po dniu na wietrze.
Warto jednak pamiętać, że maść nie jest uniwersalnym lekiem na każdy problem skórny. Może być zbyt ciężka dla cery skłonnej do zaskórników, a preparaty o różnym składzie mają różne zastosowania.

3. Wazelina kosmetyczna – tani bohater jesieni
Gdybym miała wskazać jeden z najbardziej niedocenianych kosmetyków, wazelina znalazłaby się wysoko na liście. Jest tania, wydajna i ma naprawdę wiele zastosowań. Tworzy na powierzchni skóry warstwę ochronną, która ogranicza utratę wody. To szczególnie przydatne w sezonie grzewczym, kiedy skóra szybko staje się ściągnięta i przesuszona.
Można nakładać ją cienką warstwą na suche usta, spierzchnięte skórki wokół paznokci czy niewielkie, przesuszone miejsca na ciele. Niektóre osoby stosują ją również jako ostatni etap wieczornej pielęgnacji wybranych partii twarzy. Najlepiej nakładać ją na lekko wilgotną skórę, aby pomóc zatrzymać w niej wodę.
Małe opakowanie wazeliny kosmetycznej kosztuje np. w Rossmannie ok. 9 zł i wystarcza na długo. To jeden z tych zakupów, przy których naprawdę trudno mówić o przepłacaniu. Trzeba tylko pamiętać, że wazelina przede wszystkim chroni i ogranicza utratę wilgoci, a nie zastępuje całej pielęgnacji.

4. Krem do rąk z gliceryną – obowiązkowy w torebce
Jesień to trudny czas dla dłoni. Mycie rąk, sprzątanie, zakupy, wyprowadzanie dzieci do przedszkola i szkoły w czasie deszczu i wiatru, a do tego zimne powietrze. Nic dziwnego, że skóra szybko robi się sucha i szorstka. Zamiast kupować kilka drogich kremów, można zacząć od prostego preparatu z gliceryną, ale stosowanego regularnie kilka razy dziennie.
Gliceryna pomaga wiązać wodę w naskórku, a kremowa baza dodatkowo wspiera ochronę skóry. W drogeriach znajdziemy sporo produktów w cenie kilku lub kilkunastu złotych. Nie muszą mieć wymyślnych składów ani pachnieć jak luksusowe perfumy. Najważniejsze, żeby dobrze się rozprowadzały, nie przeszkadzały nam w codziennych obowiązkach i były używane regularnie.
Mój praktyczny trik? Jeden krem trzymam przy umywalce, drugi w torebce, a trzeci na biurku, gdzie pracuję. Dzięki temu nie muszę pamiętać o szukaniu go w szafce za każdym razem, gdy dłonie zaczynają być nieprzyjemnie napięte. Najlepiej nakładać go po myciu rąk, a wieczorem pozwolić sobie na nieco grubszą warstwę. Taki z apteki DrMax kosztuje ok. 6 zł.

Zobacz także
5. Pomadka ochronna do ust – drobiazg, który robi różnicę
Spierzchnięte usta potrafią zepsuć humor skuteczniej niż niejedna jesienna plucha. Zanim kupimy kolejny modny błyszczyk, warto zaopatrzyć się w zwykłą pomadkę ochronną i to nie wcale jakaś drogą od modnej marki. Dobre produkty można znaleźć już za kilka lub kilkanaście złotych, a ich zadaniem jest przede wszystkim zabezpieczanie ust przed wysychaniem.
Szukajmy formuł z emolientami, na przykład masłami, woskami lub olejami. Jeśli nasze usta są wyjątkowo wrażliwe, lepiej wybierać produkty bez intensywnych substancji zapachowych i smakowych. Miętowe czy mocno perfumowane pomadki mogą u niektórych osób dodatkowo podrażniać.
Pomadkę warto mieć zawsze przy sobie i stosować w ciągu dnia, zamiast czekać, aż usta zaczną boleśnie pękać. Jesienią przydaje się również ochrona przeciwsłoneczna, szczególnie podczas dłuższych spacerów. Jeszcze lepszą opcją niż klasyczna pomadka jest słoiczek balsamu Tisane, który w aptece kosztuje ok. 21 zł.

Tania kosmetyczka, która naprawdę ma sens
Nie każda skuteczna pielęgnacja musi kosztować fortunę. Czasami więcej pożytku przyniesie nam jeden dobrze dobrany krem stosowany codziennie niż kolejny modny kosmetyk, który po tygodniu wyląduje na dnie szuflady.
Jako mama wolę wydawać pieniądze rozsądnie. Mam na głowie zakupy, szkolne sprawy, przedszkolne obowiązki i tysiąc innych drobiazgów. Nie potrzebuję dziesięciu etapów pielęgnacji ani kosmetyków z ceną przyprawiającą o zawrót głowy. Wolę kilka sprawdzonych produktów, które faktycznie wykorzystam do końca. A jeśli przy okazji zostanie trochę pieniędzy na dobrą kawę albo małą przyjemność dla siebie, tym lepiej.




