Znicze na nagrobku wśród jesiennych liści
SHOX ART / Pexels

Przed Wszystkimi Świętymi pytań o śmierć jest u nas więcej niż przez cały rok, a czterolatka i ośmiolatek rozumieją ją zupełnie inaczej. Sprawdziłem, co mówią o tym badania i psycholodzy, i jak to wygląda u nas przy grobach.

REKLAMA

Rok temu, przy grobie dziadków mojej żony, córka, wtedy jeszcze trzylatka, zapaliła z moją pomocą znicz i zapytała, kiedy pradziadek przyjdzie zobaczyć, jak ładnie świeci. Prawie odpowiedziałem, że pradziadek zasnął i już się nie obudzi. Ugryzłem się w język w ostatniej chwili, bo wyobraziłem sobie, jak wieczorem moja córka boi się zasnąć.

Przed 1 listopada pytań o śmierć jest u nas więcej niż przez cały rok. I za każdym razem widzę, że ośmiolatek i czterolatka pytają o zupełnie co innego, choć używają tych samych słów.

Co dziecko rozumie w jakim wieku

Psychologowie rozbijają dojrzałe rozumienie śmierci na kilka elementów. Klasyczny przegląd badań Marka Speece’a i Sandora Brenta, opublikowany w „Child Development” w 1984 roku, opisuje trzy: nieodwracalność (kto umarł, nie wróci), ustanie funkcji (ciało przestaje działać, nie oddycha, nie je, nic nie czuje) i powszechność (umiera każdy człowiek). Według autorów większość dzieci rozumie wszystkie trzy w wieku od 5 do 7 lat.

To przegląd sprzed czterdziestu lat i dotyczy przeciętnych dzieci z miejskich, uprzemysłowionych społeczeństw. Konkretne dziecko może wyprzedzać ten schemat albo za nim nie nadążać, zwłaszcza jeśli ma już za sobą stratę kogoś bliskiego. U nas pasuje jednak zaskakująco dobrze. Czterolatka wie, że pradziadek umarł, ale wciąż dopytuje, kiedy wróci. Ośmiolatek wie, że nie wróci, i dlatego zadaje pytania, które są dla mnie dużo trudniejsze.

Słowa, które dzieci biorą dosłownie

Zespół z Uniwersytetu Oksfordzkiego przygotował dla rodzin poradnik o tym, jak powiedzieć dziecku o śmierci. Radzi mówić wprost „umarł” i unikać określeń w rodzaju „zasnął”, „odszedł”, „straciliśmy go”, bo małe dzieci rozumieją je dosłownie. Zamiast tego proponuje proste wyjaśnienie: ciało przestało działać, serce przestało bić, człowiek przestał oddychać. I spokojne powtarzanie, że ta osoba nie wróci.

Dla dorosłego „umarł” brzmi brutalnie. Dla czterolatki to po prostu informacja, która niczego nie myli. „Odszedł” rodzi pytanie dokąd, a „straciliśmy” sugeruje, że można go jeszcze znaleźć. Więcej praktycznych wskazówek, w tym przykładowe odpowiedzi na pytanie „gdzie jest teraz babcia”, znajdziecie w tekście o tym, jak rozmawiać z dziećmi o śmierci.

„Tato, a ty też umrzesz?”

To pytanie padło u nas w zeszłym roku, w samochodzie, w drodze z cmentarza. Syn, wtedy siedmiolatek, zadał je tak zwyczajnie, jakby pytał o pogodę. Oksfordzki poradnik zwraca uwagę, że dzieci w takiej sytuacji często pytają, czy umrze rodzic, czy one same i kto się nimi wtedy zaopiekuje. Zaleca odpowiadać szczerze, ale konkretnie, i przypominać o innych bliskich, którzy je kochają.

Powiedziałem więc, że tak, każdy kiedyś umrze, ale ja zamierzam żyć bardzo długo i najpewniej doczekam jego dorosłości, a jeśli coś by mi się stało, jest mama, babcie i ciocia. Wystarczyło. Po minucie rozmawialiśmy już o tym, czy na kolację będą naleśniki.

Często pierwszą prawdziwą lekcją o śmierci nie jest zresztą cmentarz, tylko chomik albo kot. Dlatego warto przygotować się na rozmowę o śmierci ukochanego zwierzątka, zanim się wydarzy.

Cmentarz z czterolatką i ośmiolatkiem

Na groby jeździmy zwykle przed świętem albo rano 2 listopada, bo w tłumie 1 listopada czterolatka gubi się w lesie nóg. Każde dziecko niesie swój znicz. Młodsza dostaje lampion na baterie, który nie parzy i nie gaśnie od podmuchu. Takich lampionów jest w sklepach coraz więcej, co widać w tekście o tym, ile Polacy wydają na znicze. INNPoland, powołując się na „Fakt”, podaje, że kupujemy ich rocznie około 300 mln, a wydajemy na nie ponad 700 mln zł.

Wiem, że nie wszyscy rodzice zabierają dzieci na groby. Rozumiem argumenty tych, którzy mówią wprost: nie zabieram dziecka na cmentarz w tym tłumie i hałasie. My idziemy, ale wtedy, gdy jest spokojnie, i nie trzymamy się sztywno żadnego scenariusza.

Inną sprawą jest pogrzeb, który dla dziecka bywa dużo większym przeżyciem niż listopadowa wizyta. Jeśli stoicie przed taką decyzją, przeczytajcie tekst o tym, czy zabrać dziecko na pogrzeb.

Moje zasady na listopadowe rozmowy

  • Mówię „umarł”. Bez „zasnął” i „odszedł”. U nas oznacza to mniej pytań, które córkę straszą.
  • Krótka odpowiedź, potem cisza. Odpowiadam na to jedno pytanie, które padło, i czekam. Jeśli dziecko chce wiedzieć więcej, zapyta.
  • „Nie wiem” też jest odpowiedzią. Na pytanie, co czuje pradziadek, uczciwiej jest powiedzieć „nie wiem, a ty jak myślisz?” niż zmyślać.
  • Opowiadam o ludziach, nie o grobach. Przy pomniku mówię, że pradziadek robił najlepsze drewniane łódki. Dzieci zapamiętują łódki, a nie nazwisko na płycie.
  • Bez wymuszonej powagi. Jeśli czterolatka zacznie podskakiwać między alejkami, tłumaczę, że inni tu płaczą i trzeba iść cicho. Nie oczekuję jednak, że będzie przeżywać żałobę za dorosłych.
  • Nie mam gotowej formułki na rozmowę o śmierci i chyba nikt jej nie ma. Mam za to dwoje dzieci, które co roku pytają trochę inaczej. Za kilka lat ośmiolatek będzie pewnie pytał o rzeczy, na które ja sam nie znam odpowiedzi. Wtedy też powiem mu „nie wiem”.