Fot. Pexels

Po tragicznych atakach nożowników szkoły zaczęły zamykać drzwi przed rodzicami, a niektóre ograniczyły nawet możliwość czekania pod budynkiem na własne dzieci. Takie decyzje budzą sprzeciw dorosłych, którzy chcą po prostu bezpiecznie odprowadzić ucznia na lekcje i odebrać go po ich zakończeniu. Lubuska kurator oświaty zabrała głos w sprawie kontrowersyjnych zakazów i wyjaśniła, gdzie kończy się prawo dyrektora do dbania o bezpieczeństwo, a zaczyna potrzeba współpracy z rodzicami.

REKLAMA

Szkoły zakazują rodzicom wstępu

W pierwszej połowie października 2026 roku w Polsce doszło do niepokojących zdarzeń na terenie kilku placówek edukacyjnych. W dwóch szkołach na Mazowszu zaatakowali nożownicy, a policja w całym kraju zatrzymała kilkudziesięciu nastolatków, którzy posiadali niebezpieczne narzędzia, m.in. noże, i publikowali w mediach społecznościowych treści związane z planowaniem zamachów. W jednym z ataków zginęła 37-letnia pracownica szkoły.

Po tych wydarzeniach Ministerstwo Edukacji Narodowej zdecydowało się przyznać dyrektorom placówek więcej uprawnień, by mogli skuteczniej zadbać o bezpieczeństwo uczniów i pracowników. Sprawcami ataków byli nastolatkowie – uczniowie lub absolwenci zaatakowanych szkół.

Pojawiły się więc pytania o bezpieczeństwo dzieci i młodzieży oraz o to, kto może wejść na teren publicznych i niepublicznych placówek edukacyjnych. W szkołach i ich okolicach zwiększono liczbę patroli policji, a w niektórych miejscach funkcjonariusze legitymowali nawet każdą osobę przekraczającą próg placówki.

Niektóre szkoły zdecydowały, że rodzice i opiekunowie uczniów nie mogą wchodzić na ich teren lub mogą przebywać wyłącznie w wyznaczonych strefach, np. w pobliżu szatni czy sekretariatu. W innych placówkach wprowadzono ograniczenia dotyczące osób odprowadzających i odbierających dzieci. Dorośli, którzy przez dłuższy czas przebywali przed budynkiem szkoły, byli legitymowani, a pracownicy tłumaczyli, że obecność nieznajomych osób może budzić niepokój wśród uczniów.

Kurator oświaty tłumaczy dyrektorów

Takie zarządzenia wywołały oburzenie części rodziców i opiekunów. Zwracali oni uwagę, że zagrożenie wiązało się z zachowaniem nastolatków, a ograniczenia nie powinny uderzać w dorosłych, którzy chcą jedynie odprowadzić dzieci do szkoły lub odebrać je po lekcjach. Ich zdaniem nie można traktować rodziców jak potencjalnego zagrożenia tylko dlatego, że placówki szukają sposobów na zwiększenie bezpieczeństwa.

Po decyzjach o ograniczeniu dostępu do szkół głos zabrała lubuska kurator oświaty Marzena Pulik-Sowińska. W rozmowie z "Gazetą Lubuską" podkreśliła, że dyrektorzy muszą szukać rozwiązań, które pozwolą zadbać o bezpieczeństwo całej społeczności szkolnej, a jednocześnie nie pozbawią uczniów potrzebnego wsparcia.

"Kluczowe jest wypracowanie takich zasad, które pozwolą pogodzić odpowiedzialność dyrektora za bezpieczeństwo całej społeczności szkolnej z zapewnieniem odpowiedniego wsparcia każdemu uczniowi, który tego potrzebuje" – powiedziała kurator.

Dodała również, że nie ma danych pozwalających określić, w ilu szkołach w województwie lubuskim wprowadzono podobne ograniczenia. Decyzje w tej sprawie podejmują dyrektorzy poszczególnych placówek, biorąc pod uwagę ich specyfikę, warunki lokalowe, organizację pracy i konieczność zapewnienia bezpieczeństwa uczniom.

Kurator zaznaczyła, że to dyrektorzy odpowiadają za bezpieczeństwo dzieci, młodzieży i pracowników szkół, dlatego mają prawo ustalać zasady przebywania osób z zewnątrz na terenie placówki. Nie oznacza to jednak, że mogą wprowadzać ograniczenia bez uwzględnienia innych ważnych potrzeb.

Kluczem jest komunikacja

"Należy przy tym podkreślić, że rodzice i opiekunowie prawni uczniów nie są osobami postronnymi w relacjach ze szkołą. Ich obecność stanowi naturalny element współpracy ze społecznością szkolną, jednak nie oznacza nieograniczonego dostępu do wszystkich pomieszczeń placówki.

Dyrektor szkoły, odpowiadając za bezpieczeństwo uczniów podczas zajęć, ma prawo określić zasady przebywania rodziców na terenie szkoły, w tym ograniczyć dostęp do wybranych przestrzeni. Podejmując takie decyzje, powinien uwzględniać zarówno kwestie bezpieczeństwa, jak i warunki lokalowe, organizacyjne i potrzeby społeczności szkolnej" – podkreśliła Pulik-Sowińska.

Zwróciła też uwagę na znaczenie dialogu między dyrekcją a rodzicami. Obu stronom powinno przecież zależeć na tym samym: bezpieczeństwie dzieci. Jeśli szkoła decyduje się ograniczyć dostęp do budynku, powinna jednocześnie jasno określić zasady kontaktu rodziców i opiekunów z nauczycielami, wychowawcami oraz dyrekcją.

Ważne jest również uwzględnienie indywidualnych potrzeb uczniów, w tym dzieci z niepełnosprawnościami, zaburzeniami rozwojowymi czy neuroatypowością. W ich przypadku obecność rodzica lub opiekuna, choćby podczas przejścia do sali lekcyjnej, może być istotnym elementem zapewniającym poczucie bezpieczeństwa.

Bezpieczeństwo w szkole nie powinno oznaczać automatycznego zamykania drzwi przed rodzicami. Odpowiedzialne zasady muszą chronić uczniów i pracowników, a zarazem uwzględniać potrzeby dzieci oraz prawo opiekunów do współpracy z placówką. Zamiast traktować rodziców jak intruzów, szkoły powinny jasno komunikować wprowadzone ograniczenia i wyjaśniać, z czego wynikają. Tylko wtedy można szukać rozwiązań, które rzeczywiście zwiększą bezpieczeństwo, nie tworząc przy tym niepotrzebnego dystansu między szkołą a rodziną.