
W środę 30 września 2026 roku na Dojlidach Górnych w Białymstoku doszło do dramatycznego zdarzenia, w którym ranni zostali 46-letnia kobieta i jej niespełna dwuletni syn. Według ustaleń policji do domu miał wejść były partner kobiety, który zaatakował ją i dziecko, a następnie uciekł do pobliskiego lasu.
Dramat na Dojlidach Górnych
Do zdarzenia doszło w środę, 30 września, przy ul. Dojlidy Górne w Białymstoku. O godz. 11.02 Stanowisko Kierowania Komendanta Miejskiego PSP otrzymało zgłoszenie o prawdopodobnym wybuchu w jednym z domów.
Na miejsce skierowano siedem zastępów Państwowej Straży Pożarnej. Kiedy strażacy dotarli na posesję, zastali kobietę i jej około dwuletnie dziecko. Matka wzywała pomocy z balkonu.
Strażacy najpierw zabezpieczyli miejsce i udzielili poszkodowanym kwalifikowanej pierwszej pomocy. Opatrzyli rany i zatamowali krwotoki. Następnie dziecko ewakuowano po drabinie przystawnej, a kobietę wyniesiono na noszach i przekazano zespołom ratownictwa medycznego.
Jak przekazał mł. bryg. Piotr Bartnicki, oficer prasowy KM PSP w Białymstoku, strażacy pomagali również ratownikom w przygotowaniu poszkodowanych do transportu do szpitali.
Matka i dziecko trafili do dwóch szpitali
Chłopiec został przewieziony do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Białymstoku.
"Niespełna dwuletni chłopiec trafił do Uniwersyteckiego Dziecięcego Szpitala Klinicznego z ranami szyi i podniebienia. Przeszedł operację i przebywa na OIOM-ie. Jego stan jest stabilny" – powiedziała Aneta Łukowska, rzeczniczka UDSK.
Matka dziecka, 46-letnia kobieta, trafiła natomiast do Szpitala Wojewódzkiego w Białymstoku. Jej stan również jest stabilny.
"Potwierdzam. Trafiła do nas taka pacjentka. Jej życiu nic nie zagraża" – powiedział Bogdan Kalicki, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego w Białymstoku.
Zobacz także
Były partner miał wejść do domu
Wkrótce okazało się, że zgłoszenie o możliwym wybuchu nie oddawało całego obrazu sytuacji. Policja otrzymała informację o napaści. Według relacji policji na numer alarmowy 112 zadzwoniła kobieta, która prosiła o pomoc.
"Na numer alarmowy 112 zadzwoniła kobieta prosząca o pomoc. Powiedziała, że do mieszkania wszedł jej były partner, który zaatakował ją i jej niespełna dwuletnie dziecko, a następnie uciekł. Na miejscu pojawili się policjanci, którzy udzielili pomocy zarówno kobiecie, jak i jej dziecku" – relacjonowała Malwina Olszewska, oficer prasowy KMP w Białymstoku.
Według informacji przekazanych w materiale 49-letni mężczyzna miał wcześniej otrzymać sądowy zakaz zbliżania się do byłej partnerki. W czasie zdarzenia miał również grozić wysadzeniem budynku.
Po ataku rozpoczęto poszukiwania mężczyzny. Napastnik uciekł i ukrył się w pobliskim lesie. Po kilku godzinach policjanci odnaleźli jego ciało. Z ustaleń wynika, że mężczyzna postrzelił kobietę i dziecko z broni czarnoprochowej.
Dzień po zdarzeniu funkcjonariusze odnaleźli i zabezpieczyli broń, której miał użyć podczas ataku.
Źródło: poranny.pl




