niż demograficzny
Niż demograficzny najpóźniej dotrze do szkół średnich. pexel.com

Puste sale, coraz mniejsze klasy, łączone oddziały, a w niektórych miejscowościach także zamykanie szkół. To nie scenariusz na odległą przyszłość. MEN przyznaje, że w ciągu najbliższych 10 lat z polskich przedszkoli i szkół podstawowych może ubyć ponad milion dzieci. System edukacji już przygotowuje się na wielką demograficzną zmianę.

REKLAMA

Jeszcze kilkanaście lat temu jednym z problemów polskich szkół były przepełnione klasy. Rodzice narzekali, że w oddziale uczy się niemal 30 dzieci, a znalezienie miejsca w przedszkolu potrafiło przypominać wyścig. Teraz sytuacja zaczyna się odwracać. Dzieci jest coraz mniej i nie jest to chwilowe wahnięcie, które za kilka lat samo zniknie.

Ministerstwo Edukacji Narodowej, odpowiadając na interpelację dotyczącą wakatów w szkołach, przyznało wprost, że niż demograficzny będzie miał coraz większy wpływ na cały system oświaty.

Ponad milion dzieci mniej

Skala robi wrażenie. Według prognoz, na które powołuje się MEN, w ciągu najbliższej dekady z wychowania przedszkolnego i szkół podstawowych ubędzie łącznie ponad milion dzieci i uczniów.

Zmianę już widać. Z najnowszych danych GUS wynika, że w roku szkolnym 2025/2026 do placówek wychowania przedszkolnego uczęszczało nieco ponad 1,36 mln dzieci. To aż o 6,2 proc. mniej niż rok wcześniej. Zmniejszyła się również sama liczba takich placówek.

Największa fala dopiero jednak nadchodzi.

W starszych prognozach MEN szacowało, że między rokiem szkolnym 2024/2025 a 2034/2035 liczba dzieci korzystających z wychowania przedszkolnego może spaść o około 384 tys., czyli aż o 27 proc. W szkołach podstawowych wyraźny spadek ma rozpocząć się od roku szkolnego 2027/2028. W ciągu kolejnych siedmiu lat liczba uczniów może zmniejszyć się tam o około 663 tys.

Mniej dzieci oznacza mniej nauczycieli?

To pytanie nasuwa się niemal automatycznie. Jeśli z systemu zniknie milion dzieci, nie da się utrzymać dokładnie takiej samej liczby klas i etatów. MEN nie ukrywa, że niż demograficzny prawdopodobnie przełoży się na malejącą liczbę wolnych etatów dla nauczycieli wychowania przedszkolnego, a także nauczycieli innych przedmiotów.

Nie oznacza to jednak, że sytuacja będzie wyglądała identycznie w każdym miejscu w Polsce. Dużo będzie zależało od lokalnej demografii, wielkości szkół, liczebności klas i decyzji podejmowanych przez samorządy. W jednej gminie problemem może stać się utrzymanie niewielkiej szkoły, podczas gdy w szybko rozwijającej się miejscowości pod dużym miastem uczniów nadal może być wielu.

Szkoła może być czymś więcej niż szkołą

Państwo już przygotowuje przepisy na nową rzeczywistość. Zmiany w prawie oświatowym mają dać samorządom większą elastyczność w organizowaniu sieci szkół, a jednocześnie pomóc utrzymać małe placówki tam, gdzie ich likwidacja oznaczałaby dla dzieci długie dojazdy.

Jednym z pomysłów jest również szersze wykorzystywanie szkolnych budynków. Jeśli część sal przestanie być potrzebna uczniom, mogą służyć lokalnej społeczności do innych celów. Chodzi o to, by niż demograficzny nie oznaczał automatycznie zamykania kolejnych placówek.

To szczególnie ważne w małych miejscowościach, gdzie szkoła często jest czymś znacznie więcej niż budynkiem, w którym odbywają się lekcje. Bywa miejscem spotkań, wydarzeń i jednym z ostatnich punktów skupiających lokalną społeczność.

Mniejsze klasy brzmią dobrze, ale jest druga strona

Z perspektywy rodzica można byłoby pomyśleć, że mniej dzieci w klasie to przecież dobra wiadomość. Nauczyciel ma więcej czasu dla każdego ucznia, łatwiej zauważyć jego trudności i prowadzić lekcję w spokojniejszych warunkach. To jednak tak nie działa – niż demograficzny nie musi oznaczać po prostu zmniejszenia 28-osobowej klasy do 18 osób.

Jeżeli uczniów będzie zbyt mało, samorządy mogą stanąć przed koniecznością reorganizacji sieci szkół. A wtedy dla części rodzin zmiana może oznaczać łączenie oddziałów, zmianę obwodu szkolnego albo dalszy dojazd dziecka.

Demografia, o której przez lata mówiło się przede wszystkim w kontekście liczby urodzeń, emerytur czy rynku pracy, właśnie dociera więc do szkolnych korytarzy. Wszystko wskazuje na to, że to dopiero początek zmian.

Źródło: Ministerstwo Edukacji Narodowej – odpowiedź na interpelację poselską, GUS, Strefa Edukacji