dziecko bawi się w przedszkolu
Dane pokazują, że za 10 lat będzie o 40 proc. mniej przedszkolaków. fot. Helena Lopes/Pexels

Jeszcze kilka lat temu rodzice walczyli o miejsce dla dziecka w przedszkolu, dziś coraz częściej problemem staje się brak dzieci. Kryzys demograficzny jest już widoczny w placówkach, a prognozy na kolejne lata są jeszcze bardziej niepokojące. Eksperci przewidują, że spadająca liczba przedszkolaków i uczniów może wymusić reorganizację, a nawet likwidację części placówek.

REKLAMA

Przedszkola z roku na rok pustoszeją

W Polsce od prawie dekady obserwujemy spadkowy trend w statystykach dotyczących liczby urodzeń. Eksperci alarmują, że mamy już do czynienia z kryzysem demograficznym, a jego skutki coraz wyraźniej widać także w żłobkach i przedszkolach. Jeszcze kilka czy kilkanaście lat temu dostanie się do wybranej placówki opiekuńczej bywało nie lada wyzwaniem.

Zdarzało się, że na jedno miejsce przypadało kilku chętnych. Samorządy musiały organizować dodatkowe miejsca w innych placówkach, aby rodzice mogli zapisać dzieci do przedszkoli. Publicznych żłobków było niewiele, a nawet w prywatnych placówkach często brakowało wolnych miejsc.

Dziś sytuacja zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Państwo inwestuje w budowę żłobków, podczas gdy liczba dzieci, które mogłyby z nich korzystać, systematycznie spada. Dla rodziców mających dzieci w placówkach opiekuńczych jest to z jednej strony dobra wiadomość, bo łatwiej znaleźć miejsce dla pociechy, z drugiej jednak pojawia się obawa o przyszłość samych żłobków i przedszkoli. Z roku na rok może być bowiem coraz mniej dzieci, a to oznacza problemy z utrzymaniem placówek.

Eksperci zauważają, że postępujący kryzys demograficzny z pewnością wpłynie zarówno na finansowanie oświaty, jak i jej organizację. Przy mniejszej liczbie dzieci konieczne będzie ograniczanie liczby oddziałów, a w konsekwencji także zmniejszanie liczby placówek.

Takie przewidywania przedstawiono w raporcie firmy Vulcan "Organizacja i finanse oświaty samorządowej", w którym przeanalizowano zmiany zachodzące w oświacie, sytuację demograficzną oraz jej prognozy na kolejne lata. Zebrane dane wskazują, że w ciągu najbliższych 10 lat liczba urodzeń trwale spadnie poniżej 225 tys. rocznie.

Więcej pieniędzy na dzieci, więc zamkną placówki

To oznacza, że z roku na rok będzie również mniej przedszkolaków. Według prognoz w roku szkolnym 2036/2037 może być ich o 40 proc. mniej niż obecnie. Wraz ze spadkiem liczby dzieci będzie zmniejszać się także zapotrzebowanie na miejsca w placówkach, co może prowadzić do stopniowej likwidacji części z nich.

"Zmniejszenie średniej liczebności oddziału podniesie koszty opieki nad jednym przedszkolakiem. Najprawdopodobniej gminy nie będą w stanie utrzymywać wielu spośród bardzo małych przedszkoli z nielicznymi oddziałami, co wymusi ich likwidację. W konsekwencji wydłuży się przeciętna droga dziecka do przedszkola" – czytamy we wspomnianym raporcie.

Podobne zmiany czekają szkoły podstawowe. Powolny spadek liczby uczniów rozpoczął się w roku szkolnym 2025/2026. Przewiduje się, że w roku szkolnym 2030/2031 może ich być o 25 proc. mniej. Im mniej dzieci tym większe koszty kształcenia na jednego przedszkolaka/ucznia. To natomiast prowadzi do decyzji o likwidacji placówki lub jej przekształcenia.

Według autorów raportu możliwe jest jednak wpłynięcie na kierunek tych zmian. Konieczne są przede wszystkim działania, które mogą pozytywnie wpłynąć na dzietność. Oprócz zmian gospodarczych i ekonomicznych, które mogłyby zachęcić pary do podejmowania decyzji o posiadaniu dzieci, eksperci wskazują również na konieczność zmian w organizacji oświaty.

Jednym z proponowanych rozwiązań jest łączenie klas i szkół. Eksperci mówią o tworzeniu szkół z klasami IV-VIII oraz szkół z filiami klas I-III lub I-IV, które będą podporządkowane szkołom z klasami I-VIII lub IV-VIII. Zmiany demograficzne, które jeszcze niedawno wydawały się odległą perspektywą, coraz mocniej wpływają więc na codzienne funkcjonowanie samorządów, szkół i przedszkoli.

Dla rodziców oznaczają one nie tylko łatwiejszy dostęp do wolnych miejsc, ale również pytania o to, jak będzie wyglądała lokalna sieć placówek za kilka czy kilkanaście lat. Jeśli prognozy się potwierdzą, polska oświata będzie musiała zmierzyć się z wyzwaniem nie nadążania za rosnącą liczbą dzieci, ale zorganizowania systemu dla ich coraz mniejszej liczby.