
Najbardziej irytujące w pytaniu dziecka o szkołę jest to, że sami często prowokujemy odpowiedź: "dobrze". Jestem mamą dwóch chłopców i czasami brakuje mi pytania, które naprawdę otworzy rozmowę. Bo "jak było w szkole?" brzmi niewinnie, ale dla dziecka jest tak szerokie, że łatwiej zamknąć cały dzień w jednym krótkim "fajnie" niż opowiedzieć, co naprawdę się wydarzyło.
Jestem mamą dwóch chłopców i naprawdę dużo z nimi rozmawiam. Nie tylko o szkole, ocenach i tym, co trzeba zrobić na jutro, ale też o kolegach, emocjach, tym, co ich cieszy, złości albo dziwi. Staram się pokazywać im różne perspektywy i dawać poczucie, że mogą mi powiedzieć także o rzeczach trudnych dla nich.
A jednak czasami sama łapię się na tym, że po całym dniu pytam, jak było w szkole, i słyszę krótkie "dobrze". I wiem, że niekoniecznie oznacza to, że dziecko nie chce ze mną rozmawiać. Czasem po prostu zadałam pytanie, na które najłatwiej odpowiedzieć jednym słowem.
1. Zamiast pytać, jak było, pytaj o konkrety
"Jak było w szkole?" jest dla nas, rodziców, pytaniem bardzo naturalnym. Dla dziecka może być jednak tak szerokie, że właściwie nie wiadomo, od czego zacząć. Dzień w szkole trwa kilka godzin. Są lekcje, przerwy, koledzy, nauczyciel, obiad, WF, kartkówka, może też zdarzyć się coś zabawnego i coś, co zdenerwuje dziecko. Kiedy wrzucamy to wszystko do jednego worka, odpowiedź "dobrze" jest wręcz logiczna, bo krótko podsumowuje wszystko.
Dlatego coraz częściej staram się pytać o jedną konkretną rzecz. Nie o cały dzień i to jak minął, tylko o jego fragment.
Można zapytać, co było dziś najśmieszniejsze, co najbardziej zaskoczyło dziecko albo która lekcja minęła najszybciej. Można zainteresować się tym, z kim siedziało na przerwie, co było dziś łatwe, a co okazało się trudniejsze. Dobre pytanie nie musi być szczególnie kreatywne. Ważne, żeby było na tyle konkretne, by dziecko miało się czego uchwycić.
Pomaga też pytanie o emocje, ale nie tylko te oczywiste. Zamiast pytać, czy było fajnie, można zapytać, co dziś dziecko najbardziej rozbawiło albo czy wydarzyło się coś, co je zirytowało. Wtedy rozmowa przestaje być odpytywaniem z całego dnia.
2. Nie rób z rozmowy przesłuchania
To jest chyba najtrudniejsze. Chcemy wiedzieć, co dzieje się z naszym dzieckiem, więc czasami po jego jednym zdaniu dokładamy kolejne pytanie, potem następne i jeszcze jedno. W efekcie zamiast rozmowy dziecko poczuje się jak na przepytywance.
Sama staram się tego pilnować, choć oczywiście nie zawsze mi wychodzi. Chcę wiedzieć, co dzieje się w szkole, ale jednocześnie wiem, że moje dzieci nie muszą codziennie składać mi szczegółowego raportu.
Dlatego ważne jest dla mnie zostawienie im przestrzeni. Jeśli dziecko odpowie coś więcej, staram się najpierw tego posłuchać, zamiast od razu dorzucać kolejne pytanie. Czasami najlepszą reakcją nie jest pytanie, ale zwykłe zainteresowanie tym, co właśnie powiedziało.
Dużo daje też opowiadanie czegoś od siebie. Nie chodzi o to, żeby przerzucać uwagę na rodzica, ale pokazywać, że rozmowa to wspólna przestrzeń obu stron. Można powiedzieć, co nas rozbawiło w pracy, co było trudne albo co wydarzyło się nam tego dnia. Dziecko dostaje wtedy sygnał, że rozmawiamy ze sobą nie dlatego, że rodzic musi skontrolować jego dzień, ale dlatego, że jesteśmy ciekawi swojego życia. Z takich pytań i wymiany opinii buduje się zaufanie.
3. Buduj rozmowę także wtedy, gdy nic się nie dzieje
Mam wrażenie, że często przypominamy sobie o rozmowie wtedy, gdy pojawia się problem. Gorsza ocena, konflikt z kolegą, uwaga nauczyciela, płacz po szkole. Wtedy nagle bardzo chcemy wiedzieć, co się wydarzyło.
Tymczasem dziecko musi wcześniej mieć poczucie, że rozmowa z rodzicem nie zaczyna się dopiero wtedy, kiedy coś poszło nie tak. To dla niego ma być bezpieczna przestrzeń, gdzie zrzuci z siebie ciężar szkolnych doświadczeń.
Dlatego codzienne, zwyczajne rozmowy są tak ważne. O tym, co było na obiad, co wydarzyło się na boisku, co dziś rozbawiło klasę, co dziecko chciałoby zmienić albo co było zupełnie bez znaczenia. Czasami wystarczy kilka minut wspólnego gadania i wcale nie trzeba dochodzić do jakichś zmieniających świat wniosków.
Ważne jest też to, co robimy z informacjami, które dziecko nam daje. Jeśli opowiada o konflikcie z kolegą, nie zawsze potrzebuje od razu instrukcji od rodzica, co powinno zrobić. Jeśli mówi, że nauczyciel niesprawiedliwie je ocenił, nie musimy natychmiast rozstrzygać, kto ma rację. Czasami warto najpierw wysłuchać i spróbować zobaczyć sytuację z jego perspektywy i dziecku często naprawdę tylko tyle (albo aż tyle!) już wystarczy.
Zobacz także
Nie ma jednego magicznego pytania
Chciałabym powiedzieć, że istnieje jedno pytanie, po którym każde dziecko zacznie opowiadać o swoim dniu przez pół godziny. Niestety, nie znalazłam go. I chyba nawet nie o to chodzi.
Są dni, kiedy dziecko naprawdę nie ma ochoty rozmawiać. Jest zmęczone, głodne, przebodźcowane albo po prostu potrzebuje chwili ciszy. Są też takie, kiedy pytamy o szkołę pięć razy i nadal słyszymy "fajnie". Nie oznacza to automatycznie, że coś przed nami ukrywa.
Dla mnie ważniejsze od znalezienia idealnego pytania jest stworzenie takiej relacji, w której dziecko wie, że może do mnie przyjść także wtedy, kiedy odpowiedź nie będzie już brzmiała "dobrze".
Dlatego zamiast codziennie walczyć o to, by opowiedziało mi ze szczegółami o całym dniu, wolę budować nawyk zwykłego rozmawiania. Pytam o konkrety, słucham, zamiast od razu oceniać, opowiadam też coś o sobie i staram się nie zamieniać każdej rozmowy w lekcję wychowawczą.
A kiedy mimo wszystko na pytanie o szkołę słyszę tylko "było dobrze", nie panikuję. Próbuję innym razem. Bo najważniejsze nie jest przecież to, żeby dziecko codziennie opowiedziało mi wszystko. Najważniejsze, żeby wiedziało, że kiedy naprawdę będzie chciało coś powiedzieć, będę chciała tego wysłuchać.




