zmęczony ojciec idzie z dwójką dzieci
Rodzice bardzo angażują się w życie szkoły i przedszkola, więc są zmęczeni. fot. Pavel Danilyuk/Pexels

Wrzesień jeszcze się nie skończył, a ja mam już dość szkolno-przedszkolnego życia bardziej niż moje dzieci. Składki, urodziny, Dzień Chłopaka, nowe zasady, podstawa programowa, książki i niekończące się dyskusje rodziców z nauczycielami sprawiają, że zwykłe chodzenie do szkoły i przedszkola zaczyna przypominać pracę na drugim etacie. Mam wrażenie, że w pogoni za zaangażowaniem rodziców i współpracą z placówkami doszliśmy do momentu, w którym wszyscy mają już siebie serdecznie dość.

REKLAMA

Wrzesień jeszcze się na dobre nie rozkręcił, a część rodziców czuje już zmęczenie całym tym szkolno-przedszkolnym zamieszaniem. Jestem mamą dwóch chłopców, więc mam podwójny pakiet wiadomości, ustaleń, składek i organizacyjnych dyskusji, bo jeden jest w szkole, a drugi w przedszkolu. I coraz częściej myślę, że chyba za bardzo rodzice zaangażowali się w życie placówek, a placówki za bardzo przyzwyczaiły się do tego zaangażowania.

Kiedyś też były zebrania, składki, wycieczki, przedstawienia i klasowe uroczystości. Tyle że człowiek chyba nie musiał konsultować każdej drobnej rzeczy z całą grupą rodziców. Dziś możliwości kontaktu mamy więcej, więc kontaktujemy się bez przerwy. I mam wrażenie, że wszyscy są już tym trochę zmęczeni.

1. Składki, czyli pierwsza wojna września

Nie ma chyba nic bardziej niewinnego niż pytanie, jaką w tym roku ustalamy składkę na grupę/klasę. A jednak wystarczy wrzucić wiadomość na grupę i nagle okazuje się, że temat może ciągnąć się przez kilka dni.

Jedni chcą kupić coś lepszego na Dzień Nauczyciela wychowawczyni, inni uważają, że szkoda pieniędzy. Ktoś proponuje składkę podzieloną na 2 semestry, ktoś inny rozliczanie każdej złotówki na podstawie paragonów i faktur.

Jeszcze ktoś pyta, czy naprawdę dzieci potrzebują kolejnej rzeczy na Dzień Chłopaka i Mikołajki. I oczywiście każdy ma trochę racji. Wszyscy odczytujemy te wiadomości na grupach i jesteśmy zirytowani, że nie może się to odbyć na zasadzie podania kwoty i zrobienia skarbnikowi przelewu.

2. Urodziny dziecka to już projekt

Kiedyś urodziny w przedszkolu były po prostu urodzinami, na które dziecko przynosiło dla kolegów cukierki. Dziś to ustalenia, co przynieść, czego nie przynosić, czy mogą być słodycze, jakie słodycze, czy może owoce, czy wszystkie dzieci dostaną to samo i czy rodzice pozostałych dzieci wyrażają na to zgodę.

Rozumiem alergie, zasady placówki i zdrowy rozsądek. Naprawdę. Tylko czasami mam wrażenie, że zrobiliśmy z dziecięcych urodzin wydarzenie wymagające większej logistyki niż rodzinne wesele.

3. Dzień Chłopaka, Dzień Kobiet i cała reszta

Ledwo człowiek przeżyje rozpoczęcie roku i pierwsze zebranie, podczas którego wymiga się od trójki klasowej, a już pojawiają się okazje do kolejnych ustaleń. Dzień Chłopaka, Dzień nauczyciela potem Mikołajki, święta, Walentynki, Dzień Kobiet, Dzień Dziecka, zakończenie roku i jeszcze kilka okazji, które ktoś po drodze wymyśli.

Do tego dochodzi pytanie, czy robimy prezenty, jakie prezenty, za ile i kto je kupuje.

Nie mam nic przeciwko świętowaniu. Mam natomiast coraz więcej przeciwko konieczności organizowania wokół tego takiego szumu. Jakby dzieci nie mogły w ramach Dnia Chłopaka pójść do kina, a na Mikołajki przygotować własnoręcznie wykonane upominki dla kolegów z klasy.

4. Nowa podstawa programowa i wielkie dyskusje dorosłych

Jeszcze dobrze nie poznaliśmy planu lekcji, a już zdążyliśmy pokłócić się o nową podstawę programową. Rodzice mają swoje opinie, nauczyciele swoje, eksperci jeszcze inne.

Jako rodzic chcę wiedzieć, czego moje dziecko będzie się uczyło. Chcę też móc zapytać, jeśli czegoś nie rozumiem. Nie potrzebuję jednak brać udziału w każdej wojnie o polską oświatę, bo uważam, że jeśli MEN coś narzuca, to przecież rodzice całej podstawy programowej zmienić sami nie mogą. Od tego są ministerstwo, nauczyciele, dyrektorzy i eksperci.

5. Książki w przedszkolu potrafią podzielić dorosłych

To samo dzieje się z książkami. Jedni rodzice chcą, żeby dzieci korzystały z konkretnych podręczników, inni uważają, że przedszkole powinno być od zabawy, a jeszcze inni zaczynają analizować każde zdanie, jakie jest napisane w rozporządzeniu MEN.

Oczywiście rodzic ma prawo interesować się tym, z czego jego dziecko się uczy i jak się tego uczy. Ale czasami zastanawiam się, czy nie zgubiliśmy po drodze proporcji. Ja jestem zdania, że pod wieloma względami rodzic powinien zaufać nauczycielowi. I tu płynnie przechodzimy do kolejnego punktu.

6. Rodzice podważają nauczycieli, nauczyciele muszą tłumaczyć rodzicom wszystko

Coraz częściej mam wrażenie, że współpraca rodziców ze szkołą i przedszkolem przestała oznaczać współpracę, a zaczęła oznaczać nieustanne sprawdzanie się nawzajem.

Rodzic podważa decyzję nauczyciela. Nauczyciel musi ją uzasadnić. Rodzic ma kolejne pytanie. Pojawia się kolejna wiadomość, kolejne wyjaśnienie i kolejna dyskusja. Oczywiście nie mówię, że nauczyciel zawsze ma rację. Nie mówię też, że rodzic powinien siedzieć cicho.

Tylko gdzieś pomiędzy prawem rodzica do zainteresowania się dzieckiem a prawem nauczyciela do wykonywania swojej pracy zgubiliśmy chyba trochę zaufania.

7. Ustalamy wszystko, więc na nic nie mamy już siły

I chyba właśnie to męczy mnie najbardziej. Nie te wszystkie dyskusje na Messengerze składki i ustalenia. Męczy mnie suma tego wszystkiego. Wrzesień jeszcze się nie skończył, a ja już mam przesyt. I naprawdę nie wyobrażam sobie, jak zmęczona tym wszystkim musi być mama trójki, czwórki czy piątki dzieci.

Mam wrażenie, że wpadliśmy w pułapkę dobrych chęci. Chcieliśmy, żeby rodzice byli bliżej szkoły i przedszkola. Placówki chciały mieć z rodzicami lepszy kontakt. Rodzice chcieli mieć wpływ. Wyszło nam z tego tyle kontaktu, wpływu i zaangażowania, że momentami wszyscy mają siebie serdecznie dość.