
Millie Bobby Brown po raz drugi została mamą adopcyjną. Decyzja 22-letniej aktorki wywołała jednak falę komentarzy, a część internautów zarzuciła jej egoizm i "pójście na łatwiznę". Sytuacja związana z rodziną aktorki pokazuje, jak szybko kobiece wybory dotyczące macierzyństwa stają się przedmiotem publicznej oceny.
Millie Bobby Brown adoptowała drugie dziecko
Kobiety w dzisiejszym świecie, czego by nie zrobiły, zostają osądzane na każdym kroku. Pisałam o tym dość obszernie w felietonie o wolności wyboru związanym z macierzyństwem, zainspirowanym książką "Wybieram sama” Aleksandry Pałki. Pisałam w nim o tym, że feminizm miał być nurtem, który daje kobietom wolność wyboru, ale w praktyce nadal ograniczają nas zasady społeczne, oczekiwania czy kwestie ekonomiczne.
Kilka dni temu w mediach pojawiła się jednak informacja o macierzyństwie znanej aktorki i tam również pojawił się wątek feminizmu, choć w nieco innym kontekście. Chodzi o 22-letnią brytyjską aktorkę Millie Bobby Brown, która wraz z 24-letnim mężem Jakiem Bongiovim zdecydowała się po raz drugi na adopcję. Tym samym gwiazda takich produkcji jak "Stranger Things" czy "Enola Holmes" została po raz drugi adopcyjną mamą. Pierwszą córkę para adoptowała w 2025 roku.
O decyzji dotyczącej drugiej adopcji, choć nie wprost, aktorka zasugerowała we wpisie w mediach społecznościowych 7 września 2026 roku. Na opublikowanej fotografii z mężem i córką mężczyzna miał założone nosidełko.
Aktorka wcześniej tego roku w wywiadzie wyznała, że od zawsze marzyła o adopcji dzieci i chciała mieć dużą rodzinę, w której znajdzie się miejsce dla dzieci, którym mogłaby pomóc.
"Za każdym razem, gdy byłam w domu i miałam, no wiesz, 5, 6 lat, moi rodzice mówili: 'Miałaś swoje lalki'. Wszystkie były adoptowane. Nigdy nie miałam żadnej własnej. I nigdy nie udawałam, że jestem w ciąży" – mówiła w podcaście. Dodała jednak, że w przyszłości jak najbardziej chciałaby mieć także biologiczne dziecko.
Teraz, kiedy w mediach pojawiła się informacja, że para adoptowała drugie dziecko, pojawiły się również komentarze dotyczące ich decyzji. Niektórzy zarzucali aktorce, że "idzie na łatwiznę" i "kolekcjonuje dzieci", zamiast spojrzeć na tę decyzję przez pryzmat pomocy i prywatnej sytuacji pary.
Zobacz także
Zamiast podziwu, otrzymała falę hejtu i łatkę "egoistki"
Ludzie mówią wprost, że jest młoda i powinna urodzić swoje dziecko. Tylko właśnie – może nie może? A może na razie nie ma takiej możliwości? Tego przecież nie wiemy. Mimo to jest oceniana jako zła kobieta, bo zamiast naturalnie zajść w ciążę i urodzić biologiczne dziecko, "miała czelność" zdecydować się na adopcję.
To pokazuje, że mimo iż wielu osobom wydaje się, że feminizm wywalczył kobietom wolność wyboru, wciąż mamy poczucie, że bezkarnie możemy oceniać cudze decyzje. I zamiast spojrzeć na adopcję jako na decyzję, która może być pięknym gestem i realną pomocą dla dziecka, część osób skupiła się na tym, że aktorka wybrała inną drogę do macierzyństwa.
To dobitnie pokazuje, że jakich wyborów by kobieta nie dokonała, mimo że formalnie ma wolność, zawsze znajdzie się ktoś, kto zdecyduje się ocenić ją negatywnie i publicznie skrytykować.
Brown nigdy nie mówiła o powodach adopcji. Nie wiadomo, czy były one związane z jej życiem zawodowym, zdrowiem, osobistymi przekonaniami czy po prostu z tym, że właśnie tak wyobrażała sobie swoją rodzinę. Mimo to zarówno media, jak i prywatni użytkownicy mediów społecznościowych już zdążyli ocenić ją jako egoistyczną, złą kobietę, która rzekomo propaguje "modę na adopcję".
Jak słusznie zauważyła Martyna Zachorska, znana w mediach społecznościowych jako @paniodfeminatywów, ludzie zawsze będą gadać. I chyba właśnie to warto w tym wszystkim zapamiętać. Kobietom można mówić, co powinny robić, jak powinny wyglądać, kiedy powinny zostać matkami, ile powinny mieć dzieci i w jaki sposób powinny je urodzić. Tyle że cudze oczekiwania nie powinny być instrukcją obsługi naszego życia.
Społeczeństwo – a szczególnie w czasach mediów społecznościowych, gdy każdy uważa, że bezkarnie może dzielić się swoją opinią, nawet jeśli jest ona krzywdząca – zawsze znajdzie powód, żeby nazwać kobietę samolubną czy egoistką. Być może więc prawdziwa wolność wyboru zaczyna się dopiero wtedy, kiedy przestajemy oczekiwać, że każdy nasz wybór zostanie przez innych zaakceptowany. I kiedy pozwalamy innym kobietom wybierać własną drogę, nawet jeśli nie jest ona drogą, którą sami wybralibyśmy dla siebie.
Źródło: kobieta.onet.pl, pudelek.pl




