Myka i James Stauffer - para amerykańskich Youtuberów
Adoptowali chłopca i pokazali jego życie milionom ludzi. Pewnego dnia po prostu zniknął z internetowych filmików. youtube.com

Miliony internautów śledziły adopcję Huxleya z Chin i kibicowały amerykańskim influencerom w budowaniu nowej rodziny. Gdy chłopiec nagle zniknął z ich filmów, wybuchła jedna z największych afer w historii rodzinnego YouTube'a.

REKLAMA

Miliony internautów kibicowały im podczas adopcji chłopca z Chin. Oglądały pierwsze spotkanie, wspólne chwile i kolejne etapy budowania rodziny. Kilka lat później ten sam chłopiec nagle zniknął z filmów publikowanych przez popularnych youtuberów. Gdy fani zaczęli pytać, gdzie jest Huxley, usłyszeli odpowiedź, która wywołała jedną z największych afer w historii parentingowego YouTube'a.

Adoptowali chłopca, którego pokochał internet

Myka i James Stauffer przez lata należeli do najpopularniejszych rodzinnych influencerów w Stanach Zjednoczonych. Na swoich kanałach pokazywali codzienność z dziećmi, remonty domu, rodzinne wyjazdy i rodzicielskie wyzwania. W 2016 roku poinformowali, że chcą adoptować dziecko z Chin.

Internauci od początku mogli śledzić niemal każdy etap tej drogi. Małżeństwo opowiadało o formalnościach, przygotowaniach i emocjach związanych z wyjazdem. Wielu obserwatorów wspierało ich również finansowo podczas kosztownego procesu adopcyjnego.

logo

W 2017 roku para przywiozła do Stanów Zjednoczonych dwuipółletniego chłopca z Chin, któremu nadali imię Huxley. Filmy z pierwszego spotkania i poznawania nowej rodziny obejrzały miliony osób. Chłopiec szybko stał się jednym z głównych bohaterów kanału, a jego życie – podobnie jak życie pozostałych dzieci – było regularnie pokazywane w mediach społecznościowych.

Kiedy Huxley zniknął z filmów

Po pewnym czasie widzowie zauważyli, że chłopiec coraz rzadziej pojawia się na nagraniach. W końcu przestał występować w nich całkowicie.

Pytania o jego los zaczęły pojawiać się pod niemal każdym filmem. Początkowo Staufferowie unikali odpowiedzi. W maju 2020 roku opublikowali jednak emocjonalne nagranie, w którym poinformowali, że Huxley zamieszkał z inną rodziną.

Tłumaczyli, że po przyjeździe chłopca do USA okazało się, iż jego potrzeby są znacznie większe, niż wynikało z dokumentacji. Mówili o diagnozie autyzmu, późniejszych problemach rozwojowych i opinii specjalistów, którzy uznali, że dziecko potrzebuje opiekunów lepiej przygotowanych do zapewnienia mu odpowiedniego wsparcia. Według ich relacji Huxley trafił do rodziny posiadającej doświadczenie medyczne i terapeutyczne.

Internet nie wybaczył

Ich wyjaśnienia jednak nie uspokoiły internautów. Wręcz przeciwnie. W mediach społecznościowych pojawiły się zarzuty, że historia adopcji przez lata była wykorzystywana do budowania popularności kanału i współprac reklamowych. Krytycy zwracali uwagę, że widzowie oglądali najbardziej intymne momenty z życia chłopca, a gdy pojawiły się poważniejsze wyzwania, dziecko zniknęło nie tylko z filmów, ale także z rodziny.

Po wybuchu afery wielu partnerów biznesowych zakończyło współpracę z małżeństwem. Myka Stauffer wycofała się z mediów społecznościowych, a większość materiałów z udziałem Huxleya została usunięta z internetu.

To nie tylko historia jednej rodziny

Sprawa była głośna, że co jakiś powraca do dyskusji społecznej. Ostatnio za sprawą głośnego, trzyodcinkowego dokumentu HBO "An Update on Our Family". Po polsku znajdziecie go pod tytułem: "Co nowego w naszej rodzinie?". Twórcy nie próbują jednoznacznie rozstrzygać, jakie były motywacje Staufferów. Zamiast tego stawiają znacznie szersze pytanie – co dzieje się z dzieckiem, którego dzieciństwo staje się internetowym produktem?

Dokument pokazuje mechanizmy rządzące światem rodzinnych influencerów – od presji algorytmów i pogoni za coraz większymi zasięgami po brak przepisów chroniących dzieci występujące w mediach społecznościowych. Historia Huxleya staje się jedynie punktem wyjścia do dyskusji o granicach sharentingu i o tym, czy rodzice mają prawo zamieniać prywatność swoich dzieci w treści oglądane przez miliony ludzi.