kasza gryczana z warzywami
Koniec szkolnych obiadów, jakie znamy. Kucharki zdradzają, co najbardziej zaskakuje uczniów. fot. Pixabay.com

Od 1 września 2026 r. szkolne i przedszkolne stołówki działają według nowych zasad żywienia określonych przez Ministerstwo Zdrowia. W jadłospisach ma być więcej warzyw, owoców i produktów roślinnych, a przynajmniej raz w tygodniu obiad powinien być w pełni roślinny i oparty na nasionach roślin strączkowych. Jak wygląda to w praktyce? Reporterzy "Gazety Wyborczej" zajrzeli do stołówki Zespołu Szkół Rolniczych w Białymstoku.

REKLAMA

Szkolne menu zmieniło się od września

Nowe przepisy obowiązują od 1 września 2026 r. i zastąpiły wcześniejsze regulacje z 2016 r. Rozporządzenie Ministra Zdrowia obejmuje zarówno żywienie zbiorowe w szkołach i przedszkolach, jak i ofertę sklepików szkolnych

Jednym z założeń jest zwiększenie udziału warzyw, owoców oraz produktów roślinnych. Przepisy promują również produkty pełnoziarniste, ograniczenie cukru w napojach oraz wodę jako preferowany napój. 

Ważną zmianą jest także obowiązek zaplanowania co najmniej jednego w pełni roślinnego obiadu w tygodniu, przygotowanego na bazie nasion roślin strączkowych. Zupy powinny być natomiast przygotowywane na wywarach warzywnych co najmniej dwa razy w tygodniu. 

Jak wygląda to w praktyce? Reporterzy "Gazety Wyborczej" odwiedzili stołówkę Zespołu Szkół Rolniczych w Białymstoku.

Ewa Zajkowska, kierowniczka internatu przy Zespole Szkół Rolniczych w Białymstoku, opowiedziała dziennikarzom o jednej z pierwszych zmian, jakie wprowadziły kucharki.

"Mamy zupę grochową. Pierwszy raz gotowałyśmy ją na wywarze warzywnym z masełkiem, a nie na mięsie. Bardzo smaczna, próbowałam. Myślę, że trzeba trochę czasu, by dzieci nauczyć zdrowo jeść. Chociaż trzeba im przyznać, że wodę z cytrusami zamiast kompotu biorą bardzo chętnie".

To właśnie przyzwyczajenia uczniów są jednym z wyzwań dla stołówek. Dzieci i nastolatki mają swoje ulubione smaki, dlatego zmiana menu nie zawsze oznacza natychmiastową zmianę ich preferencji.

Ciecierzyca zamiast kolejnego kotleta

W białostockiej szkole kucharki nie ograniczają się wyłącznie do zmiany sposobu przygotowywania tradycyjnych potraw. W menu pojawiają się również nowe dania. Uczniowie mieli już okazję spróbować między innymi kotletów z ciecierzycy oraz makaronu z sosem ze szpinaku. Na deser dostają owoce.

Takie propozycje wpisują się w kierunek nowych zasad, które zwiększają udział produktów pochodzenia roślinnego w szkolnym żywieniu. Jednocześnie przepisy nie oznaczają całkowitego wyeliminowania mięsa ze szkolnych jadłospisów. Nowe standardy przewidują m.in. dwa obiady w tygodniu z daniem mięsnym przygotowanym ze świeżego mięsa oraz co najmniej jeden obiad z udziałem ryb. 

Kucharki szukają nowych pomysłów

Wprowadzenie nowych zasad oznacza również więcej pracy przy planowaniu jadłospisu. Nie wystarczy bowiem po prostu zamienić mięso na warzywa. Trzeba jeszcze znaleźć dania, które będą odpowiednio przygotowane i które mają szansę spodobać się uczniom.

W białostockiej szkole kucharki szukają inspiracji w internecie. Najpierw przeglądają przepisy, a później sprawdzają je w domowych warunkach.

"Panie kucharki przeglądają internet w poszukiwaniu nowych przepisów, a później wypróbowują je w domu" – mówiła "Wyborczej" Ewa Zajkowska.

Czy dzieci polubią nowe obiady?

Jednym z najczęściej pojawiających się pytań jest to, czy uczniowie rzeczywiście będą chcieli jeść nowe potrawy.

Ewa Zajkowska przyznaje, że dzieci potrzebują czasu na zmianę przyzwyczajeń. Jednocześnie pierwsze obserwacje w białostockiej szkole pokazują, że nie wszystkie nowe propozycje spotykają się z niechęcią. Dobrym przykładem jest woda z dodatkiem cytrusów, która – jak zauważa kierowniczka internatu – jest chętnie wybierana przez uczniów.

Zmiana sposobu żywienia nie zawsze musi odbywać się gwałtownie. Czasami potrzebne są kolejne próby, oswajanie nowych smaków i znalezienie takiego sposobu przygotowania potrawy, który będzie atrakcyjny dla dzieci.

Dyrektorzy białostockich szkół, z którymi rozmawiali dziennikarze "Gazety Wyborczej", zwracają uwagę na jeszcze jeden element – nawyki wynoszone z domu.

Szkoła może zaproponować warzywa, rośliny strączkowe czy wodę zamiast słodkiego napoju, ale dziecko przychodzi do stołówki z określonymi przyzwyczajeniami. Jeżeli w domu regularnie pojawiają się różnorodne produkty i dziecko ma okazję poznawać nowe smaki, łatwiej może zaakceptować podobne zmiany w szkolnym menu.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl