
"Żelkowa mama" to określenie, które coraz częściej pojawia się w mediach społecznościowych i opisuje rodziców mających wyjątkowo swobodne podejście do słodyczy. W takim domu ciastka, chipsy czy lody nie są produktami zakazanymi, ale większa swoboda nie oznacza całkowitego braku zasad.
W mediach społecznościowych regularnie pojawiają się kolejne określenia opisujące style rodzicielstwa. Jednym z bardziej nietypowych jest "Żelkowa mama". Nazwa brzmi zabawnie, ale kryje się za nią konkretne podejście do jedzenia.
Kim jest "Żelkowa mama"?
Taka mama nie demonizuje słodyczy i produktów uznawanych za mniej zdrowe. W jej domu mogą znajdować się Oreo czy Doritos, a dziecko nie musi słyszeć, że są to produkty "złe" albo całkowicie zakazane.
W skrajniejszej wersji tego podejścia dziecko może dostać lody na śniadanie albo Cheetosy po szkole. Nie chodzi jednak o to, żeby dieta dziecka składała się wyłącznie ze słodyczy. Założenie jest raczej takie, że produkty sprawiające przyjemność mogą być częścią normalnego życia.
Psycholog Pamela B. Rutledge, wskazuje, że za tym trendem może stać przede wszystkim próba zmiany sposobu, w jaki dzieci myślą o jedzeniu.
"Głównym celem jest pozytywny przekaz" – mówi Pamela B. Rutledge.
Dodaje: "Usunięcie wstydu i osądu moralnego związanego z jedzeniem może sprzyjać zdrowszej relacji z jedzeniem".
To ważna różnica. Dziecko nie powinno mieć poczucia, że zjedzenie kawałka ciasta jest czymś, za co należy się wstydzić. Jednocześnie eksperci zaznaczają, że całkowita rezygnacja z zasad również może być problemem.
Zobacz także
Luz tak, ale granice nadal są potrzebne
Według ekspertów dziecko potrzebuje zarówno swobody, jak i pewnej struktury. Rodzic ma wpływ na to, jakie produkty pojawiają się w domu, kiedy są posiłki i przekąski oraz jakie zasady obowiązują przy stole.
"Dzieci zazwyczaj rozwijają się dobrze, mając zarówno strukturę, jak i elastyczność" – mówi dr Wittenberg.
"Rodzice są odpowiedzialni za stworzenie środowiska: jakie produkty spożywcze są dostępne, kiedy pojawiają się posiłki i przekąski oraz jakie nawyki towarzyszą jedzeniu. W ramach tej struktury dzieci mogą stopniowo nauczyć się słuchać własnego głodu, sytości i preferencji".
Problem pojawia się wtedy, gdy "brak zakazów" zaczyna oznaczać także brak jakichkolwiek granic. Dziecko dopiero uczy się kontrolowania impulsów, rozpoznawania głodu i sytości oraz podejmowania decyzji dotyczących jedzenia.
Niektóre osoby świadomie wybierają "żelkowe" rodzicielstwo, ponieważ same dorastały w domach, w których jedzenie było mocno kontrolowane lub w którym jedzenie wiązało się z dużym poczuciem winy lub wstydu i to całkowicie zrozumiałe, że chciałby, aby jego dzieci doświadczały większej swobody w kwestii jedzenia.
Cała idea "Żelkowej mamy" sprowadza się więc do znalezienia złotego środka między restrykcjami a całkowitą dowolnością. Dziecko może cieszyć się słodyczami, ale jednocześnie powinno mieć dostęp do różnorodnego, wartościowego jedzenia i stopniowo uczyć się rozpoznawania własnych potrzeb.
Źródło: goodhousekeeping.com




