Co wrzucić dziecku do śniadaniówki zamiast batonika? Naturalną przekąskę z prostym składem
Co wrzucić dziecku do śniadaniówki zamiast batonika? Naturalną przekąskę z prostym składem Fot. Pasieki Rodziny Sadowskich/Materiały prasowe

Zna to każdy rodzic: dziecko pytane, co zapakować mu do szkoły, odpowiada: "coś słodkiego". W sklepie na wyciągnięcie ręki czeka batonik, w kolejce do kasy chipsy. A gdyby tak zamienić to na coś, co ma skład mieszczący się w jednej linijce, a znika ze słoika równie szybko? Podpowiadamy, jak wybierać przekąski, które dzieci naprawdę lubią – i przy okazji uczą ich dobrych nawyków.

REKLAMA

Ochota na słodkie to nie wróg – tylko wybierz mądrze

Zacznijmy od tego, co czasem ginie w rodzicielskich dyskusjach: chęć na coś słodkiego jest zupełnie naturalna. Dzieci odczuwają ją silniej niż dorośli i nie ma sensu z nią walczyć – bo walka zwykle kończy się tym, że batonik zjedzony u kolegi smakuje jeszcze lepiej, właśnie dlatego, że zakazany.

Zamiast "nie wolno" najlepiej zadziała "mam dla ciebie coś lepszego". I tu zaczyna się cała zabawa, bo naturalne przekąski przestały być nudne. Dziś to urocze słoiki, chrupiące owoce w intensywnych kolorach i formy, które dzieci uwielbiają – rolki, kostki, chrupki. Rzecz w tym, żeby wiedzieć, po co sięgać.

Dobrym punktem wyjścia są przekąski od Pasieki Rodziny Sadowskich – właśnie dlatego, że ich składy są krótkie i konkretne. Bez polepszaczy, bez konserwantów, bez sztucznych barwników.

Owoce liofilizowane od Pasieki Rodziny Sadowskich. Materiały prasowe / Pasieki Rodziny Sadowskich

Miodogryzki – owoce i miód w formie, którą dzieci znają

Miodogryzki to przekąska, która wygrywa u dzieci jeszcze zanim spróbują, bo wygląda jak rolka żelka. A w środku? Owoce i miód wielokwiatowy prosto z pasieki*. Żelową, sprężystą konsystencję zawdzięczają pektynie z jabłek, czyli składnikowi, który zna każdy, kto kiedykolwiek robił domową konfiturę.

Sposób przygotowania też budzi zaufanie: całość suszy się bardzo powoli, w temperaturze około 40 stopni, potem kroi się je w trójkąty, roluje i pakuje do szklanych słoików z ładnymi etykietami.

Do wyboru są trzy warianty:

  • Miodogryzki Truskawka – najbardziej dziecięcy smak, pewniak na start, jeśli wprowadzacie nowość i nie chcecie ryzykować.
  • Miodogryzki Marchewka – czyli warzywo w wersji, przy której nikt nie kręci nosem. Świetny trik na dzieci, które warzywa na talerzu omijają szerokim łukiem.
  • Miodogryzki owocowy miks – dla tych, którzy lubią mieć wybór, i dla całej rodziny naraz, bo z jednego słoika każdy wyciąga swój ulubiony kawałek.
  • *Mały, ale istotny szczegół dla rodziców najmłodszych dzieci: miód podajemy dopiero po ukończeniu pierwszego roku życia. Starsze przedszkolaki i szkolniaki – bez ograniczeń.

    Miodogryzki Truskawka i Miodogryzki Marchewka od Pasieki Rodziny Sadowskich. Materiały prasowe / Pasieki Rodziny Sadowskich

    Jak uczyć dobrych nawyków bezkonfliktowo? 5 rzeczy, które działają

    1. Nie zakazuj, zamieniaj. Batonik przestaje być atrakcyjny, kiedy w domu jest coś równie fajnego. Zakaz działa odwrotnie.

    2. Oddaj dziecku wybór. "Wolisz truskawkę czy marchewkę?" to pytanie, które kończy dyskusję, zanim się zacznie. Dziecko wybiera, więc czuje, że decyduje.

    3. Pokaż, że przekąska może być piękna. Najpierw jemy oczami – to dotyczy dzieci jeszcze bardziej niż dorosłych. Ładny słoik, intensywny kolor owoców, przesypanie do miseczki zamiast jedzenia z folii.

    4. Wciągaj do kuchni. Dziecko, które samo posypało ciasto liofilizowanymi malinami, zje je z dumą. Sprawczość smakuje lepiej niż cokolwiek innego.

    5. Rób to konsekwentnie, ale bez spiny. Nawyki buduje się miesiącami, nie w weekend. Urodziny u kolegi z tortem i colą niczego nie zepsują, jeśli na co dzień w domu jest inaczej.

    Materiały prasowe / Pasieki Rodziny Sadowskich

    Owoce liofilizowane – smak lata przez cały rok

    Druga kategoria, która potrafi zamienić popołudniowe podjadanie w rytuał: owoce liofilizowane.

    I tu ważne rozróżnienie, bo często się myli: to nie to samo co owoce suszone. Liofilizowane nie kleją się, nie brudzą rączek i nie zostawiają lepkich śladów na siedzeniu w aucie. Kruszą się w ustach, dzieci opisują to jako "owoc, który chrupie".

    Wybór jest naprawdę spory: poziomki, truskawki, maliny, wiśnie, borówki, banany i morele. Poziomki to rarytas, którego w normalnych warunkach dziecko spróbuje raz w roku, o ile trafi na dobry sezon.

    Banany są najłagodniejsze w smaku i zwykle pierwsze znikają. Wiśnie i maliny mają wyraźny, kwaskowaty charakter, który zaskakuje przy pierwszym kęsie. A truskawki w lutym smakują dokładnie jak truskawki w czerwcu i to jest chyba największa magia tej kategorii.

    Nie tylko do wyjadania ze słoika

    Największa zaleta obu tych przekąsek jest taka, że nie kończą się na podjadaniu ze słoika. Można z nich zrobić dosłownie mnóstwo rzeczy – i to jest świetny pretekst, żeby wciągnąć dziecko do kuchni:

    Owsianka, jogurt, pudding chia – garść owoców liofilizowanych wsypana na wierzch zamienia nudne śniadanie w coś, na co dziecko czeka.

    Ciasta i torty urodzinowe – pokruszone maliny, truskawki czy poziomki na kremie wyglądają obłędnie i nie wymagają żadnych umiejętności cukierniczych.

    Domowe lody i sorbety – wmieszane w masę dają intensywny owocowy smak bez rozwadniania.

    Deser "na już" – jogurt naturalny, łyżka miodu, garść liofilizowanych owoców. Trzy minuty roboty, a dziecko ma poczucie, że dostało deser.

    Naturalne przekąski od Pasieki Rodziny Sadowskich. Materiały prasowe / Pasieki Rodziny Sadowskich

    Do lunchboxa, na spacer, do plecaka

    Tu przekąski o prostym składzie mają przewagę czysto praktyczną. Słoik jest zamykany, więc otwarte opakowanie nie sypie się po całej torbie. Owoce nie topnieją jak czekolada, nie gniotą się jak banan i nie wymagają lodówki.

    Miodogryzki nie kruszą się w plecaku. Efekt? Wrzucacie porcję do lunchboxa w niedzielę wieczorem i macie spokój na cały tydzień. Zabieracie na plac zabaw, na wycieczkę rowerową, na długą podróż autem – wszędzie tam, gdzie "mamo, jestem głodny" pada dokładnie wtedy, kiedy do najbliższego sklepu jest 20 kilometrów.

    Warto trzymać jeden słoik na stałe w samochodzie i drugi w torbie. To ta kategoria zapasów, o których się nie pamięta, dopóki nie okażą się ratunkiem.

    MATERIAŁ PARTNERA