Barbara Nowacka podczas konferencji
Nowacka potwierdziła, że moduł edukacji medialnej wejdzie do szkół 1 września 2026. fot. Instagram @ministerstwoedukacjinarodowej

Od września uczniowie spotkają się w szkołach z nowym modułem edukacji medialnej. Dzieci i młodzież będą uczyć się, jak rozpoznawać fake newsy, manipulacje i wiarygodne źródła informacji. MEN chce też, by młodzi bardziej krytycznie podchodzili do treści influencerów oraz informacji generowanych przez sztuczną inteligencję.

REKLAMA

Nowy moduł na różnych przedmiotach

Od września w szkołach uczniów i nauczycieli czeka sporo zmian. Nowy rok szkolny przyniesie nie tylko zmianę podstawy programowej, nowe przedmioty czy ograniczenia w korzystaniu z urządzeń cyfrowych. W pierwszych tygodniach nauki zarówno uczniowie, jak i nauczyciele będą musieli odnaleźć się w nowych zasadach.

Teraz Barbara Nowacka podczas publicznego wystąpienia potwierdziła także, że w szkołach i przedszkolach pojawi się specjalna edukacja medialna. Nie będzie to jednak osobny przedmiot, lecz moduł realizowany podczas innych zajęć.

Jego celem ma być nauczenie dzieci i młodzieży, jak rozpoznawać fake newsy, krytycznie podchodzić do informacji publikowanych w internecie i nie ufać bezrefleksyjnie influencerom, lecz opierać się na faktach naukowych.

Nie jest tajemnicą, że najmłodsze pokolenie w wielu kwestiach czerpie dziś wiedzę przede wszystkim z internetu, a coraz częściej także z podpowiedzi sztucznej inteligencji. W sieci łatwo jednak natknąć się na dezinformację, manipulacje czy teorie spiskowe. Dlatego Ministerstwo Edukacji Narodowej chce, aby uczniowie zdobywali kompetencje pozwalające im świadomie poruszać się w świecie cyfrowym.

Edukacja medialna na różnych lekcjach

Moduły edukacji medialnej mają pojawić się na różnych przedmiotach, m.in. historii, geografii, informatyce czy edukacji dla bezpieczeństwa. Oczywiście temat będzie można poruszać także podczas lekcji języka polskiego. Chodzi przede wszystkim o to, by dzieci i młodzież poznały zagrożenia związane ze współczesnym cyfrowym światem oraz zrozumiały mechanizmy manipulacji.

"Dzisiaj patrzymy na młodego człowieka, który często jest zagubiony. Musi rozróżnić prawdę od fałszu, poszukuje prawdziwych informacji, a one są bardzo trudne do odróżnienia. Przecież dorośli ludzie potrafią koncertowo zniszczyć swój dorobek życia, używając narzędzi sztucznej inteligencji. Młode pokolenie musi być znacznie mądrzejsze, znacznie bardziej odporne" – powiedziała Barbara Nowacka na konferencji prasowej w Olsztynie.

Szefowa MEN nie powiedziała tego wprost, ale jej słowa nawiązywały do niedawnej afery związanej z raportem "Polaków portret własny", do którego stworzenia wykorzystano AI. Dokument zawierał liczne błędy, co wywołało dyskusję na temat bezrefleksyjnego korzystania ze sztucznej inteligencji.

Szefowa resortu edukacji przyznała, że ministerstwo nie chciało tworzyć kolejnego przedmiotu, ponieważ nowych zajęć w tym roku szkolnym i tak będzie sporo. Jak podkreśliła, kwestie dotyczące informacji, dezinformacji, bezpiecznego korzystania z internetu i mediów społecznościowych mogą być omawiane podczas różnych lekcji. Tę tematykę można więc wpleść zarówno w geografię, język polski, jak i historię.

Dyrekcja i kuratoria będą pilnować realizacji

Nowacka potwierdziła, że za wprowadzenie modułów edukacji medialnej na lekcje mają odpowiadać dyrekcje szkół oraz kuratoria oświaty. To one będą sprawdzały, jak realizowana jest ta tematyka w ciągu roku szkolnego.

"Edukacja medialna jest po prostu niezbędna, bo dzieci spędzają około pięć godzin w sieci. Chodzi o to, żeby czasu spędzonego przed telefonem po pierwsze nie było tak dużo, a po drugie, by człowiek, który patrzy w aplikację, umiał rozróżnić prawdę od fałszu. Umiał znaleźć źródło informacji i nie był łatwą ofiarą zarówno korporacji, firm, które sprzedają różne towary i usługi, ale również znacznie bardziej niebezpiecznych, działających wokół nas sił" – powiedziała szefowa MEN.

Przedstawiciele resortu edukacji podkreślają, że to niepokojące, że dziś młodzi bardziej ufają influencerom niż naukowcom i częściej opiniom niż faktom.

"Chodzi o to, by młodzi ludzie zrozumieli, że dziennikarz – zanim poda informację publicznie – musi sprawdzić ją w przynajmniej dwóch niezależnych od siebie źródłach, musi zapytać drugą stronę i zebrać jak najwięcej faktów" – podkreślał wiceminister kultury Maciej Wróbel.

Źródło: rmf24.pl