chłopcy na koloniach bawią się na plaży
Nie każdy 8-latek będzie miał gotowość emocjonalną na samodzielne wakacje. fot. Maksym Lavrynets/Pexels

Nie każde dziecko jest gotowe na samodzielny wyjazd na kolonie, nawet jeśli ma już 8 lat i jego rówieśnicy świetnie sobie radzą. Presja, że "wszyscy jadą", może sprawić, że rodzice podejmą decyzję bardziej dla siebie niż dla dziecka. Samodzielności warto uczyć, ale nie kosztem jego poczucia bezpieczeństwa.

REKLAMA

Nie każde dziecko w tym samym wieku jest gotowe na kolonie

Wakacje mają swoje zasady, a jeśli jesteś rodzicem, to chociaż jedną z nich na pewno słyszałaś choć raz. Najlepiej od kogoś obcego albo bezdzietnego. Wg nich dziecko powinno gdzieś pojechać, najlepiej bez rodziców. Powinno nauczyć się samodzielności, poznać nowych kolegów, spakować walizkę i poradzić sobie z dala od domu.

Im wcześniej, tym lepiej. Problem w tym, że czasem w tym całym wychowywaniu samodzielnego dziecka zapominamy o jednej ważnej rzeczy. Nie każde dziecko jest gotowe na kolonie i nie ma co rzucać ich na głęboką wodę.

Mam wrażenie, że rodzicom trudno jest to powiedzieć głośno. Jeszcze trudniej przyznać, że ich dziesięciolatek nie chce jechać i być może naprawdę nie powinien jeszcze jechać. Wokół słyszymy przecież, że inne dzieci już były na obozach albo że ci dorośli w tym wieku to już byli w każdym względzie całkiem samodzielni.

Albo że inni rodzice wysyłają dzieci na dwa tygodnie nad morze, na obozy sportowe, językowe albo harcerskie. Łatwo wtedy pomyśleć, że skoro wszyscy jadą, nasze dziecko też powinno. I chciałoby się powiedzieć, że twoje dziecko to nie wszyscy ;-) "Wszyscy" nie istnieje, kiedy mówimy o gotowości dziecka na różne etapy.

Jeden dziesięciolatek pojedzie na kolonie i będzie zachwycony. Sam znajdzie kolegów, bez problemu pójdzie do wychowawcy, kiedy będzie czegoś potrzebował, poradzi sobie z tęsknotą i będzie odliczał dni do końca wyjazdu. Inny w tym samym wieku może przez pierwsze dni płakać, zamykać się w sobie, nie wiedzieć, jak poprosić o pomoc, źle znosić nowe zasady i bardzo mocno tęsknić za domem. To nie oznacza, że jedno dziecko jest samodzielne, a drugie rozpieszczone.

Daj mu czas na rozwój emocjonalny

Dzieci rozwijają się w różnym tempie. Mają różne temperamenty, różne doświadczenia i różny poziom odporności na nowe sytuacje. Dla jednego wyjazd z obcą grupą będzie wielką przygodą. Dla drugiego może być ogromnym stresem. I naprawdę nie ma powodu, żeby traktować tę różnicę jak rodzicielską porażkę.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której rzadko mówimy. Czasami wysyłamy dziecko na kolonie bardziej dla siebie niż dla niego. Chcemy sobie udowodnić, że dobrze je wychowaliśmy i że jest samodzielne i zaradne. Że nie będzie dzieckiem, które nie potrafi zostać bez mamy i taty. Chcemy coś udowodnić sobie i innym dorosłym. Ale dziecko nie powinno być projektem, w którym my jako rodzice chcemy dostać 6.

Jestem zdecydowanie za uczeniem dzieci samodzielności. Za dawaniem im wyzwań, pozwalaniem na popełnianie błędów i ponoszenie konsekwencji. Nie uważam, że powinniśmy na każdym kroku wyręczać dzieci i usuwać z ich drogi wszystkie trudności. Samodzielność jest bardzo ważna. Ale nie wierzę w zasadę, że trzeba dziecko wrzucić na głęboką wodę, żeby nauczyło się pływać. Czasem taka głęboka woda może po prostu przestraszyć i skończyć się traumą.

Znam historię chłopca, który kilka lat temu jako ośmiolatek pojechał na obóz piłkarski. Rodzice uznali, że powinien sobie poradzić. W trakcie wyjazdu dzwonił do domu i prosił, żeby go zabrali. Nie chcieli tego zrobić. Uznali, że gdyby po niego przyjechali, nauczyłby się, że wystarczy zapłakać albo zatęsknić, żeby rodzice natychmiast rozwiązali problem.

Wyjazd się skończył. Chłopiec wrócił do domu, ale doświadczenie zostało z nim na dłużej. Tak bardzo zraził się do obozów, że później nie chciał już jeździć na żadne wakacyjne wyjazdy bez rodziców czy dziadków. Co więcej, zrezygnował również z treningów piłkarskich.

Trauma zatrzyma chęć rozwijania się

Być może gdyby wtedy odpuścić, historia potoczyłaby się inaczej. Być może potrzebował jeszcze roku albo dwóch i znów by z chęcią spróbował. Być może wystarczyłby krótszy wyjazd albo spokojne przygotowanie do pierwszej rozłąki. Tego oczywiście nie da się dzisiaj sprawdzić.

Da się jednak wyciągnąć z tej historii jedną ważną lekcję. Samodzielność nie polega na tym, że dziecko ma wytrzymać każdą trudną sytuację. Polega na tym, że stopniowo dostaje takie wyzwania, z którymi ma szansę sobie poradzić.

Dlatego przed zapisaniem dziecka na kolonie warto przestać patrzeć na to, co robią inni. Ważniejsze jest to, jak nasze dziecko reaguje na rozłąkę, czy potrafi poprosić dorosłego o pomoc, jak radzi sobie w nowym środowisku i czy samo choć trochę chce spróbować.

A jeśli nie da rady to wcale nie oznacza, że wychowujemy niesamodzielne dziecko, tylko że dajemy mu przestrzeń.