
Sierpień to dla wielu rodziców dziwny moment – dzieci wciąż chcą korzystać z wakacji, a dorośli coraz częściej marzą o powrocie do szkolnej rutyny. Zmęczenie całodobową opieką sprawia, że wizja września zaczyna być zaskakująco kusząca. Można kochać swoje dzieci i jednocześnie z ulgą odliczać dni do szkoły.
Odliczam dni do końca wakacji
Sierpień to dziwny miesiąc. Niby wciąż są wakacje, słońce świeci, dzieci powinny korzystać z ostatnich tygodni beztroski. Sama wciąż łapię się kurczowo myśli, by korzystać z lata póki trwają wakacje. A jednak z drugiej strony coraz częściej patrzę w kalendarz i myślę: ile jeszcze?
I wcale nie chodzi o to, że nie kocham wakacji i swoich dzieci, wręcz przeciwnie. Chcę, żeby miały fajne lato. Chcę, żeby jeszcze poczuły ten wakacyjny luz, posiedziały do późna na dworze, obejrzały wieczorem film, poszły na lody, pobawiły się bez patrzenia na zegarka, że trzeba jeszcze iść na zajęcia dodatkowe albo odrobić lekcje.
Sama pamiętam, jak bardzo jako dziecko czekałam na wakacje i jak bardzo nie chciałam, żeby się kończyły. Tylko że jestem teraz po drugiej stronie. Jestem mamą dwóch chłopców, w wieku 8 i 6 lat. I przyznaję zupełnie szczerze: jestem zmęczona.
Zmęczona ciągłym organizowaniem dnia. Pytaniami, co będziemy robić. Kłóceniem się o ekrany. Przygotowywaniem jedzenia, sprzątaniem po jedzeniu i chwilę później przygotowywaniem kolejnego jedzenia. Wyjściami, powrotami, zabawami, pilnowaniem, żeby nikt sobie czegoś nie zrobił. Zmęczona łączeniem pracy z całodobową opieka nad dziećmi.
Jestem zmęczona tym, że przez całe wakacje właściwie nie ma momentu, w którym można powiedzieć: "Teraz przez kilka godzin to już nie jest mój problem". I właśnie dlatego sierpień jest taki dziwny i trochę trudny. Dzieci jeszcze chcą rozrabiać i odpoczywać. Ja już trochę marzę o szkole.
"Do września jeszcze trochę, ale wyjdźcie już do szkoły"
Śmieję się z memów o rodzicach, którzy pod koniec sierpnia z utęsknieniem odliczają dni do 1 września. Są takie obrazki, na których mama albo tata niemal wypychają dzieci z domu, bo "wakacje się zaraz kończą, idźcie już powoli do szkoły". I naprawdę mnie to bawi. Nie uważam, że takie żarty robią z rodziców bezdusznych ludzi. Wręcz przeciwnie, pokazują, że nikt z nas nie jest robotem, który sztucznie lukruje rodzicielstwo.
Myślę, że tworzą je ludzie, którzy po prostu nie chcą tego lukru. Bo rodzicielstwo nie jest idealne o każdej porze dnia. Nie zawsze jesteśmy pełne cierpliwości, zachwytów i wzruszeń. Czasem jest nam po prostu trudno. Czasem człowiek ma dość. Czasem chce pięciu minut ciszy i kawy wypitej, zanim wystygnie.
I można jednocześnie kochać swoje dzieci najbardziej na świecie i marzyć o tym, żeby poszły do szkoły. To wg mnie nie jest sprzeczność.
Może łatwiej mają rodzice starszych dzieci. Takich, które same wychodzą do kolegów, potrafią zająć się sobą, umówić się na boisko czy pojechać gdzieś z przyjaciółmi. U nas jest jeszcze inaczej. Sześć i osiem lat to wiek, w którym dzieci nadal potrzebują sporo obecności dorosłego.
Wakacje oznaczają więc dla mnie właściwie dwa miesiące opieki niemal przez całą dobę. A to naprawdę jest dużo, kiedy drugi rodzic też pracuje. Dlatego czasem, kiedy żartuję, że odliczam do końca wakacji, wcale nie żartuję aż tak bardzo.
Przyznaję, że marzę o zwykłym wrześniowym poranku. O szykowaniu plecaków i śniadaniówek, szukaniu skarpetek i tym całym porannym zamieszaniu. O chwili, kiedy zamykają się za nimi drzwi i nagle w domu robi się cicho, a ja mogę w spokoju przez 6-8 godziny pracować. Że przez kilka godzin nikt nie woła "Mamo!" co 10 minut. Że mogę wypić kawę, zanim zrobi się zimna. I chyba najbardziej marzę właśnie o tej rutynie.
Zobacz także
Zwykły dzień szkolny dziś jawi mi się jak spełnienie marzeń
Rutyna, na którą narzekamy przez większą część roku, pod koniec wakacji zaczyna jawić się jak luksus.
Szkoła i przedszkole dają mi po prostu kilka godzin, w których ktoś inny przejmuje część opieki. Nauczyciele uczą, wychowują, organizują dzieciom czas. A ja mogę przez chwilę być nie tylko mamą, ale też pracownikiem, kobietą, człowiekiem, który chce w spokoju zrobić swoje. I paradoksalnie dzięki temu mogę później być spokojniejszą mamą.
Chyba nie ma nic złego w tym, że pod koniec sierpnia rodzice zaczynają tęsknić za szkołą. To nie znaczy, że nie doceniają wakacji. Czasem oznacza tylko tyle, że te wakacje były długie, intensywne i że rodzic potrzebuje odpocząć od bycia potrzebnym przez 24 godziny na dobę.
Ja nadal chcę dać moim dzieciom wakacyjny vibe do ostatniego dnia. Nie będę im odliczać godzin do rozpoczęcia roku szkolnego. Jeszcze pójdziemy na lody, jeszcze wykorzystamy ciepłe wieczory, jeszcze zrobimy kilka rzeczy, które za miesiąc będą już tylko wspomnieniem.
Ale jeśli mam być całkiem szczera, to gdzieś z tyłu głowy już widzę pierwszy wrześniowy poranek.




