babcia spędza w ogrodzie czas z wnuczką
Opieka dziadków nad wnukami w wakacje to dla rodziców spora pomoc. fot. juliane Monari/Pexels

Dwa tygodnie wakacji u dziadków miały być dla dzieci wielką przygodą, a dla rodziców – szansą na spokojną pracę i odpoczynek. Niestety, już po trzech dniach babcia zadzwoniła z informacją, że nie daje rady i chce skrócić pobyt wnuków. Szybko okazało się, że dziecięce zwyczaje i codzienne obowiązki przerosły jej oczekiwania.

REKLAMA

Wielkie wakacje u dziadków

Pomoc dziadków przy dzieciach potrafi być wybawieniem. Zwłaszcza w wakacje, kiedy urlop rodziców szybko się kończy, a dzieci mają przed sobą jeszcze kilka tygodni wolnego. Czasem jednak za taką pomocą przychodzi rachunek, którego nikt wcześniej nie przewidział. Przekonała się o tym moja przyjaciółka, kiedy jej teściowa zaproponowała, że zabierze wnuki do siebie aż na dwa tygodnie.

Do tej pory wydawała się świetną babcią. Mieszka około godziny drogi od syna i synowej, często dzwoni do wnuków (nawet na wideo na Messengerze!), interesuje się tym, co u nich słychać. W ubiegłym roku dzieci spędziły z dziadkami część wakacji, ale rodzice również byli wtedy na miejscu, bo pojechali na 3 pokolenia nad jezioro. Były wspólne obiady, spacery i wieczory, czyli po prostu rodzinne wakacje.

W tym roku babcia uznała, że dzieci są już wystarczająco duże, żeby zostać bez rodziców. Sama właśnie przeszła na emeryturę, więc miała więcej czasu. Wpadła więc na pomysł, że zorganizuje wnukom "wakacje życia", a przy okazji zrobi coś dobrego dla syna i synowej. Oni będą mogli trochę odpocząć i spokojnie pracować, a dzieci przeżyją przygodę z ukochaną babcią.

Brzmiało idealnie. Tyle że idealne wakacje skończyły się bardzo szybko. Po zaledwie trzech dniach teściowa zadzwoniła do syna z informacją, że jednak dwa tygodnie to zdecydowanie za długo. Zmieniły jej się plany, a tak w ogóle to ona nie daje rady. I właściwie nie wiadomo było, dlaczego wcześniej nikt nie pomyślał, że dwa tygodnie z dwójką dzieci mogą być jednak sporym wyzwaniem.

3 dni wystarczyły, żeby zweryfikować wszystko

Problem w tym, że rodzice zdążyli już ułożyć sobie pracę i zobowiązania pod tę pomoc. Zaplanowali pracę, obowiązki i swoje grafiki. Nie mieli pomysłu, co teraz mają zrobić z dziećmi przez 1,5 tygodnia, skoro teściowa "nie ma już siły".

A powodów do narzekania było coraz więcej. Okazało się, że dzieci chcą ciągle tylko oglądać bajki. Dużo bajek. Babcia była tym oburzona, bo przecież przyjechały do niej na wakacje, a nie po to, żeby siedzieć przed telewizorem. Kiedy próbowała je zachęcić do wspólnego gotowania albo zakupów, również nie było dobrze.

Dzieci nie chciały tego robić, bo babcia podczas takich aktywności na niewiele im pozwalała. Zaczęło się więc klasyczne zderzenie oczekiwań z rzeczywistością.

Babcia miała wizję wakacji pełnych atrakcji, wspólnego gotowania, spacerów i czasu razem. Dzieci miały własną wizję: trochę zabawy, trochę bajek, trochę nudy i przede wszystkim święty spokój.

Do tego doszedł jeszcze dziadek. Teściowa zaczęła skarżyć się, że mąż wcale jej przy dzieciach nie pomaga. Wszystko jest na jej głowie, a ona przecież nie jest już w takim wieku, żeby biegać za wnukami od rana do wieczora.

I trudno było jej całkowicie odmówić racji, tylko wydaje mi się, że chyba takie rzeczy to dorośli ludzie ustalają zanim zadeklarują, że zaopiekują się wnukami przez 14 dni, prawda?

Lepiej podejść do opieki zdroworozsądkowo

Prawda jest taka, że opieka nad dziećmi to praca. Nawet jeśli chodzi o własne wnuki. I nawet jeśli babcia bardzo je kocha.

Tu trzeba jasno powiedzieć, że nikt nie miał złych intencji. Teściowa naprawdę chciała pomóc. Rodzice naprawdę chcieli z tej pomocy skorzystać. Dzieci naprawdę lubią babcię i czas u niej spędzony. A mimo to wszystko się posypało.

Ostatecznie wnuki wróciły do domu wcześniej, niż planowano. Rodzice musieli w pośpiechu organizować opiekę. Pomogły znajome, w tym ja, a także dyżury przedszkolne, które na szczęście już wróciły i w tym przypadku okazały się prawdziwym wybawieniem.

Może więc zamiast zakładać, że skoro dziadkowie kochają wnuki, to automatycznie poradzą sobie z nimi przez kilkanaście dni, warto wcześniej porozmawiać o szczegółach. O bajkach, jedzeniu, zasadach, planie dnia i przede wszystkim o tym, czy dziadkowie naprawdę mają na to siłę.

Bo czasem najlepszą pomocą nie jest zabranie wnuków na dwa tygodnie. Czasem jest nią powiedzenie: "Wezmę ich na trzy dni. Tyle dam radę". I chyba lepiej usłyszeć to wcześniej niż po trzech dniach, kiedy rodzice nagle muszą przewrócić cały swój plan wakacji do góry nogami.