mała dziewczynka siedzi w samolocie i wygląda przez okno
Życzliwość i empatia dziecka zawstydzi pewnie niejednego dorosłego. fot. Arezu Sajadi/Pexels

Wychowanie z szacunkiem i uważnością może mieć ogromny wpływ na to, jak dzieci traktują innych ludzi. Historia 8-letniej dziewczynki, która podczas lotu została oblana sokiem przez stewardessę, pokazuje, jak wiele daje rodzicielski przykład. Jej reakcja na pozór banalną sytuację zamienia w niezwykłą lekcję empatii.

REKLAMA

Wychowanie z szacunkiem i uważnością

Dziś wychowujemy dzieci w nurcie łagodności i szacunku, traktując je jak równych sobie. Myślenie o dziecku rodem z lat 90., kiedy to mówiono, że "dzieci i ryby głosu nie mają", na szczęście jest dziś coraz rzadziej spotykane. Taka postawa, w której dorosły oczekiwał szacunku od podopiecznego, nawet kosztem strachu, jest krzywdząca i obecnie raczej wszyscy powinni już to wiedzieć.

Nadal jednak wielu rodziców traktuje swoje dzieci z góry i nie rozumie, że kluczem do budowania ich pewności siebie, poczucia własnej wartości i przyszłych sukcesów jest właśnie to, by rozmawiać z nimi jak równy z równym, tłumaczyć, mieć cierpliwość i okazywać zrozumienie, np. wobec różnych emocji, których najmłodsi doświadczają.

Przykładem takiego zachowania, opartego na szacunku i zrozumieniu, jest opisana scena w samolocie, o której ostatnio napisał na Facebooku pisarz Jakub Bączykowski. Mężczyzna podróżował w czasie wakacji z Rzymu i był świadkiem tego, jak 8-letnia dziewczynka rozmawiała podczas lotu ze swoimi rodzicami.

"Urocza z niej gaduła, więc dowiedziałem się bardzo dużo o niej, o jej rodzinie i wakacjach na Sycylii, z których wracali. Od początku byłem pod wrażeniem sposobu, w jaki jej rodzice z nią rozmawiali. Ze spokojem, a nawet po partnersku tłumaczyli jej wszystko o co pytała" – opisuje sytuację pisarz.

Reakcja na oblanie sokiem: nawet dorośli by nie wytrzymali

W dalszej części wpisu podał przykłady pytań i odpowiedzi, jakie pojawiły się w rozmowie dziecka z opiekunami, a na koniec opisał jeszcze jedną znamienną scenę.

"W pewnym momencie, do dziewczynki podeszła pani stewardessa, żeby podać jej sok. Wtedy niespodziewanie samolot wpadł w turbulencje i tacka, na której stewardessa miała napoje przechyliła się na dziewczynkę oblewając ją sokiem i coca-colą. Pomyślałem od razu, że 'to teraz się zacznie'. Że z pewnością dziewczynka wybuchnie płaczem, bo była cała oblana.

Wzrok dziewczynki spotkał się na kilka sekund ze wzrokiem stewardessy, która bardzo zdenerwowana uklękła przy dziecku przepraszając. I wtedy stało się coś, czego się zupełnie nie spodziewałem. Dziewczynka uśmiechnęła się do przejętej stewardessy i powiedziała: 'Nic się nie stało. Proszę się nie denerwować'" – przytacza słowa 8-latki Bączykowski.

Tu nie chodzi tylko o to, że dziewczynka zareagowała nad wyraz dojrzale. Nie tylko inne dzieci zachowałyby się bardziej emocjonalnie i bez zrozumienia w stosunku do kobiety. Nawet wielu dorosłych byłoby wściekłych i nie umiałoby zrozumieć, że to wypadek i że nikt zazwyczaj nie chce doprowadzić do takich sytuacji. Chodzi też o fakt, że to dziecko było tego nauczone, bo obserwowało swoich rodziców, którzy z nim rozmawiali, byli dla innych wyrozumiali, mieli w sobie dużo życzliwości i empatii.

Ta sytuacja pokazuje więc, że dzieci uczą się nie tylko z tego, co im mówimy, ale przede wszystkim z tego, co każdego dnia widzą w naszym zachowaniu. Szacunek, cierpliwość, empatia i umiejętność spokojnego reagowania nie są cechami, które pojawiają się u dziecka z dnia na dzień – rozwijają się dzięki relacjom i przykładowi, jaki dają mu najbliżsi.

Być może właśnie dlatego warto pamiętać, że wychowanie nie polega na tym, by dziecko było posłuszne ze strachu, ale by z czasem potrafiło samo wybierać dobro, zrozumienie i szacunek wobec innych.