Dzisiejsi rodzice są z dziećmi od rana do nocy. W latach 60. ledwo z nimi rozmawiali
Dzisiejsi rodzice są z dziećmi od rana do nocy. W latach 60. ledwo z nimi rozmawiali Fot. Gemini

Na jednym z forów internetowych rodzice zaczęli porównywać swoje dzieciństwo z tym, jak dziś wychowują własne dzieci. Dyskusja szybko przerodziła się w refleksję nad tym, czy współcześni rodzice naprawdę spędzają więcej czasu z dziećmi niż poprzednie pokolenia. "Nie pamiętam, żeby ojciec kiedykolwiek zamienił ze mną więcej niż kilka zdań o szkole" – wskazują niektórzy, a badania niestety to potwierdzają.

REKLAMA

Czy naprawdę spędzamy z dziećmi więcej czasu niż nasi rodzice?

Na forum Reddit jeden z rodziców napisał coś, co natychmiast poruszyło tysiące innych: odkąd wraca z pracy, bawi się z dziećmi, rozmawia z nimi i gotuje razem aż do ich snu. I dodał, że za jego dzieciństwa wyglądało to zupełnie inaczej. Wielu komentujących przyznało mu rację — i nie było to tylko wrażenie. Liczby to potwierdzają.

Kiedyś rodzice wracali do domu — ale niekoniecznie do dzieci

Autor reddita opisał swoje dzieciństwo tak: rodzice wracali z pracy, włączali wiadomości, robili obiad, krzątali się przy domowych obowiązkach — ale między nimi a dziećmi prawie w ogóle nie było zwykłego kontaktu. "Ledwo wiedzieliśmy, jak wygląda sypialnia i łazienka rodziców" — przyznał jeden z komentujących. Inna osoba dodała: "Odkąd pamiętam, grałam z koleżankami albo siedziałam we własnym pokoju, dopóki nie było kolacji albo nie trzeba było pomóc w domu".

Dziś sytuacja wygląda inaczej. Dzieci swobodnie krążą po całym mieszkaniu, wchodzą do sypialni rodziców, leżą razem na kanapie. "Moje dzieci regularnie korzystają z naszej łazienki, oglądają telewizję na naszym łóżku" — napisał jeden z użytkowników.

To nie jest tylko odczucie. To zmiana pokoleniowa, którą psychologowie od jakiegoś czasu wiążą z nową presją — na bycie rodzicem aktywnym, obecnym, zaangażowanym. Kiedy rodzicielstwo zaczyna funkcjonować jak projekt do odhaczenia, wzrasta też poczucie obowiązku ciągłego uczestniczenia w życiu dziecka.

Liczby mówią same za siebie — ojcowie czterokrotnie bardziej obecni

Według danych z "Journal of Marriage and Family" matki w 1965 roku spędzały z dziećmi średnio 54 minuty dziennie. W 2012 roku było to już 104 minuty — niemal dwa razy więcej. Jeszcze wyraźniej widać to u ojców: z 16 minut dziennie do 59 minut. To niemal czterokrotny wzrost w ciągu kilku dekad. Fakt, że dzielenie się obowiązkami rodzicielskimi dziś jest normą, a nie wyjątkiem, bezpośrednio przekłada się na te liczby.

Dlaczego rodzice są teraz bardziej obecni?

Powodów jest kilka. Jednym z nich jest większa świadomość psychologiczna — wiemy już, że zaniedbane dzieci ciągle zajętych rodziców płacą za to emocjonalną cenę, którą widać w ich relacjach z rówieśnikami i dorosłymi. Wiemy też, że nieobecność rodzica boli dziecko tak samo jak fizyczny brak.

Ale jest też ciemniejsza strona tej zmiany. Jak zauważają komentujący na forum, dawniej dzieci po prostu musiały radzić sobie same: "Kupowali nam zabawki, ale reszta była w naszych rękach". Dziś wielu rodziców nie wyobraża sobie takiej autonomii — co w efekcie prowadzi do tego, że obecność staje się presją, a nie wyborem.

Bliskość, która nie jest oczywista

Mimo wszystko wielu rodziców tę zmianę chwali. "Ta ciągła bliskość jest zupełnie inna niż to, jak nas wychowano — ale szczerze mówiąc, uwielbiam to" — napisał jeden z ojców. Z badań wynika, że codzienne rytuały, rozmowy i wspólne chwile to najlepsza inwestycja w dobre relacje z dziećmi, gdy dorosną. Dzieci zapamiętują właśnie te momenty, a nie prezenty i materialne gesty.

To jednak nie znaczy, że więcej zawsze znaczy lepiej. Jak zauważają obserwatorzy zajmujący się nowoczesnym rodzicielstwem i pułapkami świadomego wychowania, nadmierna obecność i nieustanne angażowanie się może prowadzić do rodzicielskiego wypalenia — i do dzieci, którym brakuje umiejętności samodzielnego funkcjonowania.

Zmiana jest realna i udokumentowana. Pytanie o to, czy idzie w dobrym kierunku, pozostaje otwarte.

Źródło: scarymommy.com

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl