
To nagranie trwa zaledwie chwilę, ale ogląda się je z ogromnym napięciem. 4-latka zwisa z balkonu na piątym piętrze, a kilkanaście metrów niżej przypadkowi mężczyźni rozciągają koc, by zamortyzować jej upadek. Dzięki zaradności sąsiadów, całe zdarzenie nie zakończyło się tragedią.
Na nagraniu z osiedlowego monitoringu widać sytuację, której finału aż trudno się domyślać. Czteroletnia dziewczynka znalazła się po zewnętrznej stronie balkonu mieszkania na piątym piętrze. Trzymała się barierki.
Sąsiedzi zobaczyli dziecko na balkonie
Chwilę później zauważyli ją przypadkowi ludzie. Nie byli ratownikami i nie mieli profesjonalnego sprzętu. Mieli za to świadomość, że czasu jest bardzo mało i muszą działać natychmiast.
Kilku mężczyzn rozciągnęło pod balkonem koc. Jeden z sąsiadów próbował dostać się do dziecka od strony mieszkania. W końcu dziewczynka nie była już w stanie dłużej się utrzymać. Puściła barierkę i spadła. Właśnie ten moment zarejestrowała kamera monitoringu.
Koc zamortyzował upadek. Dziewczynka trafiła do szpitala, ale – jak informował TVN24 – jej życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.
"Zadziałali na 110 procent profesjonalnie"
To, co na nagraniu wygląda jak spontaniczne działanie grupki ludzi, ekspert ratownictwa ocenił zupełnie inaczej. Przemysław Rembielak ze Stowarzyszenia Niezależnych Ekspertów Ratowniczych mówił na antenie TVN24, że przypadkowi świadkowie zadziałali "na 110 procent profesjonalnie". Co więcej, w tej konkretnej sytuacji ich reakcja mogła okazać się skuteczniejsza niż oczekiwanie na profesjonalny sprzęt.
Strażacy dysponują skokochronami, czyli specjalnymi pneumatycznymi urządzeniami pozwalającymi amortyzować upadek z wysokości. Problem w tym, że trzeba je przywieźć, odpowiednio ustawić i napełnić. Tutaj liczyły się sekundy.
Ekspert zwrócił też uwagę na siłę, z jaką dziecko spadające z wysokości uderza w powierzchnię poniżej. Czterolatka ważąca kilkanaście kilogramów po upadku z około 15 metrów może osiągnąć prędkość rzędu 60 km/h. Mimo to mężczyznom udało się zamortyzować jej upadek i sami nie odnieśli obrażeń.
To ogromne szczęście. Ale sytuacja mogłaby skończyć się zupełnie inaczej, gdyby nie błyskawiczna reakcja ludzi. Zamiast wyciągać telefony i przyglądać się dramatycznej scenie, zaczęli działać.
Zobacz także
Okno dla kilkulatka nie wygląda jak zagrożenie
Ta historia to dla nas lekcja. Szczególnie ważna dla rodziców małych dzieci. Dorosły patrzy na otwarte okno czy balkon i automatycznie widzi zagrożenie. Kilkulatek nie musi postrzegać ich w ten sam sposób. Nie zawsze zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa.
Dzieci między 2. a 4. rokiem życia bardzo szybko zdobywają nowe umiejętności ruchowe, ale jednocześnie nie są jeszcze w stanie właściwie oceniać zagrożeń. Biegają, wspinają się i potrafią dostać się w miejsca, do których jeszcze niedawno nie miały dostępu.
Policja po podobnych wypadkach również regularnie przypomina rodzicom o zabezpieczaniu okien i drzwi balkonowych. Szczególne znaczenie mają meble ustawione w ich pobliżu. Krzesło, stolik, fotel czy skrzynia mogą w kilka sekund zamienić się w stopień, dzięki któremu dziecko znajdzie się znacznie wyżej, niż przewidywał rodzic.
W tym przypadku matka była w domu z dziewczynką, natomiast – jak podają media – była pod wpływem alkoholu i spała. Natomiast do podobnych sytuacji dochodzi wtedy, gdy rodzice są w domu i np. są czymś zajęci.
Moskitiera nie chroni przed upadkiem
Warto pamiętać również o rzeczy, która latem może dawać rodzicom złudne poczucie bezpieczeństwa. Siatka przeciw owadom nie jest zabezpieczeniem przed wypadnięciem.
Eksperci radzą, by – jeśli konstrukcja okna na to pozwala – otwierać je od góry, a w przypadku okien otwieranych od dołu stosować zabezpieczenia uniemożliwiające dziecku ich samodzielne otwarcie. Przestrzegają też przed ustawianiem pod oknami krzeseł, kanap czy niskich stolików, na które maluch może się bez problemu wspiąć.
Źródło: tvn24.pl




