
Hotelowe animacje to dla wielu dzieci jedna z największych atrakcji wakacji, a dla rodziców – chwila oddechu. Problem zaczyna się wtedy, gdy mini club zaczyna pełnić rolę całodziennej opieki. Animatorzy przyznają, że każdego lata obserwują te same zachowania rodziców.
Kolorowe sale zabaw, konkursy, malowanie twarzy, mini disco czy poszukiwanie skarbów – hotelowe kids cluby kuszą bogatym programem. Nic dziwnego, że wielu rodziców chętnie korzysta z tej atrakcji, żeby przez chwilę odpocząć przy basenie albo wybrać się do strefy SPA.
Sami animatorzy podkreślają jednak, że ich zadaniem jest organizowanie dzieciom czasu, a nie zastępowanie rodziców.
Była animatorka jednego z biur podróży, która przez kilka sezonów pracowała w zagranicznych hotelach, przyznaje, że zdarzali się rodzice zostawiający dzieci na wiele godzin, zapominając o ustalonej porze odbioru.
Najtrudniejsze nie są dzieci
Jak przyznają osoby pracujące przy hotelowych animacjach, większość dzieci świetnie odnajduje się podczas wspólnych zabaw. Schody zaczynają się wtedy, gdy maluch wcale nie chce zostać bez rodziców.
To sytuacja, którą w tym sezonie pokazała również jedna z turystek na TikToku. Na nagraniu opowiadała o kolejce rodziców ustawiających się przed otwarciem kids clubu. Największe emocje wzbudził jednak inny widok – małe dzieci, które rozpaczliwie płakały, gdy rodzice odchodzili.
Oczywiście nie oznacza to, że każde dziecko źle znosi rozłąkę. Dla wielu kilku- czy kilkulatków animacje są świetną zabawą i codziennie z radością wracają do ulubionych animatorów. Są jednak dzieci, które potrzebują więcej czasu albo po prostu nie mają ochoty uczestniczyć w zajęciach.
"To nie jest hotelowe przedszkole"
Animatorzy zwracają uwagę, że podczas jednej zmiany mają pod opieką często kilkanaścioro dzieci jednocześnie. Nie znają ich tak dobrze jak rodzice, dlatego potrzebują podstawowych informacji.
Czy dziecko ma alergię? Czy boi się wody? Czy wymaga szczególnej uwagi? To wszystko warto powiedzieć jeszcze przed rozpoczęciem zajęć.
Równie ważne jest pozostawienie numeru telefonu i poinformowanie animatora, gdzie rodzice będą przebywać. Jeśli dziecko źle się poczuje albo będzie bardzo tęskniło, opiekun powinien mieć możliwość szybkiego kontaktu.
Dziecko też ma prawo powiedzieć: "Nie chcę"
Warto pamiętać, że poczucie bezpieczeństwa buduje się przede wszystkim dzięki bliskości z opiekunem. Dlatego zawsze warto obserwować reakcję dziecka. Jeśli z ciekawością biegnie na zajęcia i po chwili nawet nie ogląda się za rodzicem, wszystko wskazuje na to, że świetnie się tam odnajduje. Jeśli jednak kurczowo trzyma mamę lub tatę za rękę, płacze i wyraźnie protestuje, lepiej nie zakładać, że "za pięć minut mu przejdzie".
Na forach internetowych rodzice dzielą się swoim doświadczeniem w tym temacie. Jedna z mam przyznała, że jej starszy syn uwielbiał kids club, natomiast młodsza córka od razu zalała się łzami. Zamiast ją przekonywać, zabrała ją ze sobą. Inna mama zdecydowała, że zaczęła korzystać z animacji dopiero wtedy, gdy córka miała pięć lat i sama była na to gotowa.
Największy apel animatorów
Osoby pracujące w hotelowych klubach dla dzieci nie zniechęcają do korzystania z animacji. Wręcz przeciwnie – podkreślają, że dla wielu dzieci to jedna z najfajniejszych części wakacji.
Proszą jednak rodziców, by pamiętali, że mini club nie jest darmowym przedszkolem ani całodzienną opieką. Dziecko powinno trafiać tam dlatego, że chce się bawić, a nie dlatego, że dorośli potrzebują kilku godzin spokoju.
Bo choć animatorzy robią wszystko, by najmłodsi dobrze się bawili, to najważniejszą atrakcją rodzinnych wakacji nadal pozostaje czas spędzony z mamą i tatą.
Zobacz także


