
Wyjazd na all inclusive często kojarzy się z odpoczynkiem i chwilą oderwania od codziennych obowiązków. Jednak czas spędzony w hotelu wśród wielu rodzin potrafi pokazać także pewne zachowania, które skłaniają do refleksji. Jedno z nich szczególnie rzuciło mi się w oczy.
Pojechałam na all inclusive i od razu zauważyłam jedną rzecz
Kiedy człowiek jedzie na urlop, wyobraża sobie prosty obrazek: słońce, basen, wspólne posiłki, spacery wieczorem i dzieci, które po całym dniu zabawy zasypiają zmęczone, ale szczęśliwe.
All inclusive daje rodzicom coś, czego na co dzień bardzo często brakuje: wygodę. Nie trzeba gotować, sprzątać po każdym posiłku, planować atrakcji od rana do wieczora. Wszystko jest pod ręką. I właśnie wtedy, w tej wakacyjnej beztrosce, można zauważyć rzeczy, których w codziennym pędzie czasami nie dostrzegamy.
Podczas mojego niedawnego urlopu we Włoszech, zaczęłam obserwować rodziny przy basenie, w restauracji i na hotelowych animacjach. I jedna rzecz powtarzała się wyjątkowo często.
Nie chodzi o to, że rodzic nie może odpocząć. Każdy dorosły człowiek potrzebuje chwili tylko dla siebie. Urlop nie oznacza przecież, że mama czy tata mają przez siedem dni koncentrować się tylko i wyłącznie na dziecku.
Problem pojawia się wtedy, kiedy telefon staje się głównym towarzyszem rodzica, a dziecko zostaje gdzieś obok. Przy basenie widziałam dzieci, które próbowały pokazać mamie, jak skaczą do wody. Wołały, machały ręką, prosiły o spojrzenie. W odpowiedzi często słyszały tylko: "chwileczkę". Tylko, że ta "chwileczka" czasami trwała kilka minut. Bywało też, że dziecko w ogóle nie doczekało się uwagi ze strony rodzica.
Dla dorosłego to moment sprawdzenia wiadomości, zrobienia zdjęcia czy przejrzenia mediów społecznościowych. Dla dziecka to kolejna sytuacja, w której próbuje zwrócić na siebie uwagę. Niestety, bezskutecznie.
Wielu rodziców bardzo stara się zapewnić dzieciom wyjątkowe wspomnienia. Wybierają najlepszy hotel, wykupują atrakcje, planują każdy dzień, ale dzieci często nie zapamiętują tego, ile gwiazdek miał hotel ani ile zjeżdżalni było przy basenie.
Zapamiętują rozmowy, wspólne spędzanie czasu i śmiech. To, że mama patrzyła, kiedy zrobiły coś pierwszy raz. To, że tata poszedł z nimi po lody albo usiadł wieczorem na ławce i słuchał historii, która dla dorosłego wydawała się kompletnie nieistotna. Czasami najważniejszym elementem wakacji nie jest kolejna atrakcja, ale obecność.
Nie chodzi o ocenianie matek
Łatwo jest napisać: "rodzice robią źle". Łatwo oceniać kogoś z boku, widząc tylko kilka minut jego dnia. Prawda jest taka, że współczesne mamy często są przemęczone. Łączą pracę, dom, obowiązki i opiekę nad dziećmi. Dla wielu z nich telefon jest jedynym miejscem, gdzie mogą na chwilę odetchnąć.
Nie chodzi więc o zakaz korzystania z telefonu. Chodzi o proporcje. Kilka minut dla siebie jest normalne. Kilka godzin obok dziecka, ale bez prawdziwego kontaktu, powinno już dać do myślenia.
Nie każde dziecko potrzebuje kolejnego zdjęcia z basenem w tle. Czasem bardziej potrzebuje tego, żeby mama naprawdę zobaczyła jego uśmiech.
Wakacje kiedyś się skończą, zdjęcia zostaną w telefonie, a dzieci będą pamiętać przede wszystkim to, czy byliśmy wtedy naprawdę razem.
Zobacz także


