babcia surogatką dla wnuka
Babcia została surogatką dla własnej wnuczki. instagram @breannalockwood

Dla wielu osób ta historia brzmiała wręcz nieprawdopodobnie. Kiedy Julie Loving zdecydowała się zostać surogatką swojej córki, nie przypuszczała, że wzbudzi zainteresowanie mediów na całym świecie. Dziś jej wnuczka ma już kilka lat, a rodzina podkreśla, że choć ich historia jest niezwykła, na co dzień żyją zupełnie zwyczajnie.

REKLAMA

Breanna Lockwood od zawsze marzyła o macierzyństwie. Wraz z mężem przez kilka lat bezskutecznie starali się o dziecko. Za nimi były kolejne procedury in vitro, nieudane transfery zarodków, ciąża pozamaciczna i kilka poronień. W końcu lekarze zdiagnozowali u kobiety zespół Ashermana – schorzenie, które utrudnia donoszenie ciąży.

Po latach leczenia para usłyszała, że jedną z niewielu szans na biologiczne dziecko może być macierzyństwo zastępcze. Problemem były jednak nie tylko emocje, ale również ogromne koszty. Wtedy z niezwykłą propozycją wystąpiła mama Breanny.

"Może zrobię to dla ciebie"

Julie Loving towarzyszyła córce podczas wizyt w klinice leczenia niepłodności i z bliska obserwowała jej kolejne rozczarowania. Punktem zwrotnym okazała się utrata ciąży bliźniaczej.

"Pamiętam, że wracałam wtedy do domu i pomyślałam: 'Może mogłabym to zrobić dla niej'" – wspominała po latach w rozmowie z magazynem People.

Początkowo sama Breanna nie wierzyła, że to możliwe. Jej mama miała ponad 50 lat i wydawało się, że lekarze nie zgodzą się na taką ciążę.

Po serii szczegółowych badań okazało się jednak, że Julie jest w doskonałej kondycji. Przeszła wszystkie kwalifikacje i otrzymała zgodę na zostanie surogatką swojej córki.

Ciąża, którą śledził cały świat

Transfer zarodka zakończył się sukcesem na początku 2020 roku. Kilka tygodni później wybuchła pandemia COVID-19, dlatego Julie mogła więcej odpoczywać i ograniczyć kontakty z innymi.

Rodzina postanowiła podzielić się swoją historią w mediach społecznościowych. Nie spodziewali się jednak, że wpis błyskawicznie obiegnie świat.

Obok tysięcy słów wsparcia pojawiły się również krytyczne komentarze. Zarówno Julie, jak i jej córka przyznawały później, że ogromne zainteresowanie mediów było dla nich dodatkowym źródłem stresu. Najważniejsze było jednak to, by dziecko przyszło na świat zdrowe.

2 listopada 2020 roku przez cesarskie cięcie urodziła się Briar Juliette Lockwood.

"To po prostu jej historia"

Dziś dziewczynka ma już kilka lat i doskonale zna okoliczności swoich narodzin. Jak podkreśla Breanna, w ich domu nigdy nie robiono z tego tajemnicy ani sensacji.

"To nie jest dla niej nic niezwykłego. To po prostu historia o tym, jak przyszła na świat" – mówi mama dziewczynki.

Julie również podkreśla, że kocha wszystkie swoje wnuki tak samo. Nie ukrywa jednak, że z Briar zawsze będzie łączyła ją szczególna więź.

"Prawdopodobnie zawsze będzie między nami coś wyjątkowego – specyficzna więź. Ta relacja już na zawsze będzie trochę inna" – przyznaje.

Choć historia tej rodziny wydaje się niezwykła, jej bohaterowie przekonują, że na co dzień funkcjonują jak każda inna rodzina. Dla nich najważniejsze nie jest to, kto nosił dziecko pod sercem, ale fakt, że dzięki ogromnemu poświęceniu i wzajemnemu wsparciu udało się spełnić marzenie o rodzicielstwie.

Źródło: people.com