dzieci na placu zabaw huśtają się
Dzieci w wakacje bawią się wreszcie na świeżym powietrzu, zamiast gnić przed ekranami. fot. Vladimir Srajber/Pexels

Wakacje sprawiły, że na osiedlach znów słychać dziecięcy śmiech, a chodniki zapełniły się kredowymi rysunkami i grającymi w piłkę maluchami. Sąsiedzi narzekają na hałas i zakłócanie spokoju na osiedlu. Bo normalnie dorośli organizują maluchom czas co do minuty, zagłaskują je na śmierć i nie dają być samodzielnymi. Dlatego widok urwisów biegających pod blokiem, to dla mnie ostatni obraz normalności. Cieszę, że dzieci nareszcie żyją jak dzieci.

REKLAMA

Na osiedlach znów widać bawiące się dzieci

Wraz z początkiem wakacji kiedy byłam dzieckiem, na moim osiedlu działo się cos magicznego. Coś, czego przez większą część roku bardzo brakowało wszystkim dzieciom. Osiedla, które jesienią, zimą i wiosną często było tylko miejscem, przez które szybko przechodziliśmy, nagle zaczynało żyć.

Na trawnikach pojawiały się dzieci z piłkami, siedzieliśmy na trawie z kocykami i zabawkami, na chodnikach kredowe rysunki, a z placów zabaw było słychać śmiech, krzyki i dziecięce rozmowy. Dziś, kiedy sama jestem rodzicem, mam wrażenie, ze to znowu wraca i czuję nostalgiczne wzruszenie.

Szczególnie, że przez ostatnie lata tych dzieciaków na podwórkach naprawdę prawie wcale nie było. Dla jednych ten wracający trend to powrót do beztroskiego dzieciństwa, dla innych źródło frustracji i kolejny powód do narzekania.

Sama należę do tej pierwszej grupy. Patrzę na moje dzieci biegające po osiedlu i mam poczucie, że dostają coś, czego dzisiejszym dzieciom często bardzo brakuje. Dostają zwyczajne, ale piękne wakacje, pełne beztroski i luzu. Takie, jakie wielu z nas pamięta z własnego dzieciństwa.

Kiedyś lato oznaczało całe dnie spędzone na dworze. Nie było potrzeby organizowania każdej godziny, wymyślania atrakcji i szukania kolejnych zajęć. Dzieci wychodziły przed blok i po prostu znikały na kilka godzin. Była gra w klasy narysowana kredą na chodniku, graliśmy w gumę, bawiliśmy się w chowanego, jeździło się na rowerach, budowaliśmy bazy i szałasy i jedliśmy owoce prosto z drzew i krzaków.

Czasem były to mirabelki z osiedlowego drzewa, czasem jabłka z działki sąsiadów. Nikt nie planował tego, a jednak te wspomnienia zostały z nami na lata.

Blokowiska bywają też dla rodziców zmorą

Dzisiaj dzieci mają zdecydowanie więcej możliwości, ale jednocześnie coraz częściej zamykają się w domach przed ekranami. Dorośli organizują im czas co do minuty, zagłaskują je na śmierć i nie dają być samodzielnymi. Dlatego cieszę się, kiedy widzę grupę dzieci bawiących się razem na podwórku. Cieszę się, kiedy zamiast kolejnej godziny przed bajką moje dzieci wybierają piłkę, rower albo zwykłe siedzenie z kolegami na ławce.

Nie oznacza to jednak, że osiedlowe życie zawsze jest idealne. Wakacyjna swoboda ma też swoją drugą stronę. I doskonale rozumiem rodziców, którym czasami trudno się z niej cieszyć.

Moja znajoma mieszka na osiedlu, gdzie w ostatnich latach pojawiło się bardzo dużo młodych rodzin z dziećmi. Sama jest mamą dwójki przedszkolaków i niemowlaka, więc dobrze wie, jak wielkim ułatwieniem może być takie miejsce. Latem nie musi codziennie organizować wyjść i atrakcji, bo wystarczy zejść na plac zabaw, gdzie zawsze można spotkać inne dzieci.

Jej pociechy mają kontakt z rówieśnikami, uczą się wspólnej zabawy i mogą korzystać z tej osiedlowej wolności. A ona z niemowlakiem w wózku może posiedzieć na ławce, poczytać książkę albo wypić kawę.

Problem pojawia się wtedy, gdy ta wolność zamienia się w brak jakichkolwiek zasad. Coraz częściej rodzice przyznają, że trudno zwrócić uwagę nie tylko cudzym dzieciom, ale czasem nawet własnym. Dzieci bawią się bardzo głośno, krzyczą do późnego wieczora, a część starszych dzieci traktuje całe osiedle jak własny plac zabaw bez żadnych ograniczeń.

Nostalgia rodziców dobrze robi dzisiejszym dzieciom

Dla rodziców małych dzieci może być to szczególnie trudne. Niemowlę potrzebuje snu, młodsze dzieci odpoczynku, a ciągłe hałasy pod oknami potrafią mocno utrudnić codzienność. Jeszcze trudniejsze jest to, kiedy sąsiedzi próbują zwrócić uwagę, a dzieci zupełnie ignorują prośby, bywałą opryskliwe, bo wiedzą, że nikt nie wyciągnie z ich zachowania konsekwencji. Problemem nie są przecież same dzieci, które chcą się bawić i korzystać z wakacji. Problemem jest brak reakcji dorosłych.

Osiedle pełne dzieci jest więc trochę jak dawniej, ale też pokazuje, w jakich dzisiaj czasach żyjemy. Z jednej strony daje najmłodszym możliwość przeżycia prawdziwych wakacji, poznawania kolegów i spędzania czasu poza domem. Z drugiej strony wymaga od wszystkich mieszkańców wzajemnego szacunku i pamiętania, że wspólna przestrzeń należy do każdego.

Mimo wszystko ja nadal wybieram radość z tego widoku. Wolę osiedle, na którym słychać dzieci, niż takie, gdzie panuje idealna cisza, ale każdy siedzi zamknięty w swoim mieszkaniu przed ekranami. Wolę kredowe rysunki na chodniku, piłki wpadające na trawnik i dziecięcy śmiech niż kolejne pokolenie wychowane głównie przed ekranami.