
Coraz więcej rodziców świadomie odmawia podpisania zgody na publikację wizerunku dziecka przez szkołę lub przedszkole. Eksperci ostrzegają, że zdjęcia udostępnione w internecie mogą zostać wykorzystane w niebezpieczny sposób, również z użyciem sztucznej inteligencji. Głos w tej dyskusji zabrała Zofia Smełka-Leszczyńska, która tłumaczy, dlaczego zdecydowała się powiedzieć placówkom stanowcze "nie" i do mnie jej argumenty przemawiają.
Szkoły wykorzystują wizerunek dzieci
Temat udostępniania wizerunku dzieci i młodzieży przez szkoły, przedszkola oraz inne placówki edukacyjno-oświatowe od lat budzi kontrowersje. Rodzice, zapisując dziecko do placówki, otrzymują zwykle do wypełnienia cały pakiet dokumentów. Wśród nich znajdują się także zgody związane z przepisami RODO, dotyczące m.in. publikowania wizerunku dziecka, np. w mediach społecznościowych szkoły lub przedszkola.
Wielu opiekunów podpisuje je odruchowo, nie zastanawiając się nad konsekwencjami. Tymczasem placówki chętnie wykorzystują zdjęcia dzieci do promowania swojej działalności, pokazując organizowane wydarzenia, atrakcje czy codzienne aktywności swoich podopiecznych.
Niestety, w dobie powszechnego dostępu do internetu takie działania mogą nieść ze sobą poważne zagrożenia. Wielokrotnie alarmowała o tym m.in. organizacja KidsAlert, która w mediach społecznościowych edukuje rodziców i nauczycieli w zakresie bezpieczeństwa cyfrowego dzieci.
Zwraca uwagę na to, że publikowanie ich wizerunku może być nie tylko niebezpieczne, ale także naruszać ich prawo do prywatności. Zdjęcia udostępnione w sieci są dostępne praktycznie dla każdego i nigdy nie wiadomo, kto je pobierze oraz w jakim celu wykorzysta.
Dziś, gdy nawet pojedyncza fotografia może posłużyć do wygenerowania szkodliwych treści z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, wiele osób uważa, że placówki powinny zrezygnować z publicznego publikowania wizerunków swoich podopiecznych. Mimo to dla części z nich kwestie promocji i marketingu wciąż wydają się ważniejsze niż bezpieczeństwo dzieci.
"Utrudniam im pracę"
Ostatnio głos w tej sprawie z perspektywy – jak sama siebie określa – "tej strasznej matki" zabrała Zofia Smełka-Leszczyńska, radna Warszawy, psycholożka i działaczka społeczna. W jednym ze swoich wpisów na Facebooku opisała, dlaczego świadomie nie wyraża zgody na publikację wizerunku swoich dzieci przez placówki edukacyjne.
Smełka-Leszczyńska napisała: "'Ale nie wyślesz nikomu?' – upewnia się czasem moje dziecko, gdy zrobię mu zdjęcie. Nie wysyłam, chyba że akurat domaga się, żeby jakieś jego zabawne zdjęcie dostał tata albo dziadkowie. Bo ma prawo decydować o swoim wizerunku i jego obiegu" – zaczyna wpis.
I dodaje: "Dlatego postanowiłam nie podpisywać dołączonych do różnych dokumentów placówek opiekuńczych i edukacyjnych zgód na wykorzystanie wizerunku dziecka. [...] Nierzadko zdarza się, że taka placówka potem pisze albo dzwoni do mnie z prośbą o wyrażenie tej zgody, bo utrudniam im pracę, a przecież muszą chwalić się w socialach tym, jak cudownie bawią się dzieci, bo cóż innego mogłyby zamieszczać. Raz się ugięłam, bo lubiłam wychowawczynię, ale potem pożałowałam" – przyznaje kobieta.
Jak podkreśla radna, rodzic ma pełne prawo nie wyrazić zgody na publikację wizerunku swojego dziecka. Taka decyzja nie powinna wpływać ani na komfort dziecka, ani na jego edukację czy sposób traktowania przez pracowników szkoły lub przedszkola.
Radna pisze na koniec: "Ale potem postanowiłam być tą straszną babą i nie zgadzać się. Może wreszcie ktoś pomyśli dwa razy, zanim znów potraktuje wizerunek dzieci jako darmową, gwarantowaną walutę reklamową. Może wreszcie zda sobie sprawę z tego, jak bardzo nikt nie ma dziś kontroli nad obrazami zamieszczonymi online. Albo pomyśli o tym, że zamiast brać od dzieci ich wizerunki, powinniśmy rozmawiać z nimi o ryzykach związanych z ich upublicznianiem. Że nie wspomnę o pytaniu samych dzieci o zgodę".
Rodzice i placówki powinny chronić najmłodszych
Coraz więcej ekspertów zajmujących się bezpieczeństwem dzieci w internecie podkreśla, że zgoda na publikację wizerunku nie powinna być traktowana jako formalność. Rodzice mają prawo odmówić jej podpisania, a placówki powinny szukać innych sposobów prezentowania swojej działalności – takich, które nie wymagają pokazywania twarzy dzieci lub pozwalają zachować ich anonimowość.
Dyskusja wokół publikowania zdjęć najmłodszych pokazuje również, że zmienia się społeczne podejście do prywatności w sieci. Jeszcze kilka lat temu zdjęcia z przedszkolnych uroczystości czy szkolnych wycieczek nikogo nie dziwiły.
Dziś coraz więcej rodziców świadomie rezygnuje z udostępniania wizerunku swoich dzieci, uznając, że prawo do prywatności i bezpieczeństwa powinno mieć pierwszeństwo przed potrzebami promocyjnymi placówek.
Zobacz także




