
Oceny zostały wystawione, a w wielu szkołach lekcje zaczynają przypominać bardziej czas oczekiwania na wakacje niż naukę. Jako mama pierwszoklasisty widzę jednak, że nie wszędzie wygląda to tak samo. Zastanawiam się, jaki sygnał wysyłamy dzieciom, gdy pokazujemy im, że szkoła przestaje być ważna zaraz po zamknięciu dziennika.
Gdy kończą się oceny, kończy się też szkoła?
Może jestem przewrażliwiona. W końcu moje dziecko chodzi do szkoły dopiero pierwszy rok. Być może patrzę na wszystko z perspektywy rodzica, który jeszcze nie zdążył przywyknąć do szkolnych realiów. Może za kilka lat sama będę wzruszać ramionami i mówić, że tak było od zawsze, i że moje pokolenie też tak robiło. Na razie jednak trudno mi przejść obojętnie obok tego, co dzieje się pod koniec roku szkolnego.
Coraz częściej odnoszę wrażenie, że nauczyciele nawet nie próbują udawać, że lekcje nadal są lekcjami. Na wychowaniu fizycznym dzieci idą na plac zabaw. Na matematyce jedzą lody. Kolejne zajęcia znikają z planu, bo dyrekcja organizuje spotkania dla najlepszych uczniów.
Trudno nie zauważyć pewnej sprzeczności. Przez cały rok powtarzamy dzieciom, że nauka jest ważna, że trzeba się starać i być systematycznym. Potem przychodzi czerwiec i pokazujemy im, że kiedy oceny są już wystawione, właściwie nic nie ma znaczenia.
Sami uczymy dzieci, że najważniejszy jest wynik wpisany do dziennika. Nie wiedza, rozwój i ciekawość świata. Liczy się ocena. Kiedy już ją dostaniesz, zaczyna się okres szkolnej laby. Trudno się dziwić, że uczniowie z roku na rok coraz mniej rozumieją sens uczenia się dla samego zdobywania wiedzy.
W młodszych klasach wygląda to jeszcze inaczej
Jednocześnie widzę też drugą stronę medalu. W klasach 1–3 sytuacja wygląda często zupełnie inaczej. U mojego syna lekcje nadal się odbywają. Dzieci pracują, czytają, wykonują zadania i uczestniczą w różnych aktywnościach. Jasne, wszystko odbywa się już trochę spokojniej, bo nie trzeba się spieszyć z realizacją programu nauczania.
Biblioteka szkolna nie wymaga zwrotu podręczników, ponieważ od września 2026 roku mają pojawić się nowe pozycje w związku ze zmianami w programie nauczania. Dzięki temu nauczyciele mogą jeszcze prowadzić w miarę normalne lekcje. W poprzednich latach w ostatnim tygodniu szkoły dzieci często nie miały już książek, ponieważ bibliotekarkom musiała zgadzać się liczba podręczników.
Ogromną rolę odgrywa też wychowawczyni mojego syna. To osoba, która naprawdę potrafi zainteresować dzieci tym, czego się uczą. Organizuje kreatywne zajęcia, angażuje uczniów i sprawia, że szkoła nie kojarzy się wyłącznie z obowiązkiem. Dzięki takim nauczycielom rodzice mogą mieć poczucie, że ich dzieci są nie tylko bezpieczne, ale również dobrze prowadzone.
Być może właśnie dlatego tak bardzo razi mnie to, co obserwuję w starszych klasach. W pierwszych latach szkoły dzieci są jeszcze naturalnie ciekawe świata. Chcą poznawać, pytać i odkrywać. Potem coraz częściej dostają sygnał, że najważniejsze jest przetrwanie do wystawienia ocen.
A może problemem jest to, czego uczymy dzieci?
Jest jeszcze jeden aspekt, o którym rzadko się mówi. Rodzice najmłodszych uczniów po prostu pracują. Dla wielu z nich szkoła jest również miejscem opieki nad dzieckiem. Oczywiście nie chodzi o to, aby nauczyciele przez ostatnie tygodnie czerwca realizowali nowy materiał w zawrotnym tempie.
Nikt tego nie oczekuje. Jednak trudno zrozumieć sytuację, w której plan lekcji istnieje już tylko na papierze, a kolejne godziny są wypełniane przypadkowymi aktywnościami albo po prostu odwoływane.
Może rzeczywiście jestem przewrażliwioną mamą pierwszoklasisty. Może za kilka lat sama uznam, że kilka luźniejszych dni pod koniec roku nikomu nie zaszkodzi. Mam jednak wrażenie, że problem jest trochę inny. Chodzi o sygnał, jaki wysyłamy dzieciom. Jeśli przez większość czerwca pokazujemy, że szkoła przestaje być ważna zaraz po wystawieniu ocen, to nie powinniśmy być zaskoczeni, kiedy uczniowie dochodzą do dokładnie tego samego wniosku.
Dla mnie szkoła powinna być miejscem, w którym warto być nie tylko do momentu zamknięcia dziennika. Niedawno sama pisałam o tym, że uczniowie są przywiązani do ocen i nadają im ogromne znaczenie, ponieważ właśnie tego uczą ich dorośli. A może wystarczyłoby skupić się bardziej na samej nauce i pielęgnowaniu ciekawości świata? Przecież ona nie kończy się wraz z wystawieniem ocen. I nie powinna kończyć się także szkolna chęć do uczenia się.
Zobacz także




