
Po wystawieniu ocen w wielu szkołach nauka schodzi na dalszy plan, a uczniowie i nauczyciele skupiają się na dotrwaniu do końca roku szkolnego. W niektórych klasach czas wypełniają filmy, planszówki i wyjścia poza szkołę, ale zdarzają się też bardziej zaskakujące pomysły. Historia uczniów grających podczas lekcji w beer ponga wywołała dyskusję o tym, czy szkoła w czerwcu nie jest jedynie formalnością.
Czerwiec w szkole to fikcja
Chyba wszyscy – zarówno rodzice, uczniowie, jak i nauczyciele – wiedzą, że w czerwcu, po wystawieniu ocen, nauka w szkole staje się w dużej mierze fikcją. Pedagodzy mają wtedy mnóstwo pracy związanej z dokumentacją, dlatego jeśli tylko mogą, nieformalnie odpuszczają uczniom część obowiązków. Niektórzy otwarcie przyznają, że cieszą się, gdy uczniowie w ostatnich dniach przed zakończeniem roku szkolnego po prostu nie pojawiają się na zajęciach.
W przypadku młodszych dzieci sytuacja wygląda jednak inaczej. Nauczyciele nadal odpowiadają za opiekę nad uczniami podczas lekcji, dlatego rodzice zwykle chcą, by ich dzieci uczęszczały do szkoły aż do ostatniego dnia przed oficjalnym zakończeniem roku szkolnego.
Po wystawieniu ocen i zamknięciu kwestii związanych z zachowaniem czy frekwencją uczniowie, którzy nadal pojawiają się w szkole, podobnie jak nauczyciele, często nie mają już siły ani motywacji do nauki. Pedagodzy przyznają również, że trudno prowadzić klasyczne lekcje, skoro materiał zrealizowany pod koniec czerwca i tak często trzeba później powtarzać we wrześniu.
Jak podaje portal "Strefa Edukacji", w wielu szkołach ostatnie tygodnie roku szkolnego upływają głównie na oglądaniu filmów, graniu w planszówki czy wspólnych wyjściach z wychowawcą na plac zabaw lub lody. I choć formalnie nadal realizowany jest program nauczania, w praktyce po wystawieniu ocen niewiele osób udaje już, że odbywa się normalna nauka.
Uczniowie i nauczyciele już się nie bawią w udawanie
Wielu uczniów starszych klas po prostu rezygnuje z obecności w szkole – często za zgodą rodziców. Ci, którzy muszą lub chcą przychodzić na zajęcia, wspólnie z nauczycielami próbują znaleźć kreatywne sposoby na zagospodarowanie czasu.
Wspomniany portal przywołuje wypowiedź jednej z nauczycielek:
"Przyszłam kiedyś na zastępstwo do jednej z klas siódmych. Przez wszystkie lekcje grali w beer pong. Tyle, że zamiast w kubeczki z piwem, celowali w kubki wypełnione mdłą mieszanką różnych bezalkoholowych napojów. Ze zdumieniem i oporem przyjęli informację, że zamierzam poprowadzić zajęcia. Świetnie się bawili i nie zamierzali współpracować. Wiem, że w szkole zawsze jest luźniej pod koniec, kiedy ja chodziłam do szkoły, też tak było. Ale to przekonanie i przyzwyczajenie do tego, że nic w tym czasie w szkole nie będzie się odbywać, zadziałało na mnie jak ten kubeczek z mdłym napojem. Uświadomiłam sobie, jak strasznie odpuszczamy".
To wydaje się już skrajnym przykładem, choć oczywiście w kubkach nie było alkoholu. Sytuacja pokazuje jednak, że po wystawieniu ocen uczniowie nastawiają się przede wszystkim na odpoczynek i zabawę, a nie na dalszą naukę. Jeśli wysiłek nie przekłada się na ocenę, motywacja gwałtownie spada.
To z kolei pokazuje jeden z podstawowych problemów współczesnego systemu edukacji. Uczy on dzieci i młodzież, że najważniejsze są oceny, a gdy zostaną już wystawione, nauka przestaje mieć znaczenie.
Oczywiście trudno byłoby organizacyjnie zmienić ten stan rzeczy i wystawiać oceny czy rozliczać frekwencję do ostatniego dnia roku szkolnego. Nauczyciele muszą przecież znaleźć czas na przygotowanie świadectw i uzupełnienie niezbędnej dokumentacji.
Potrzebna wydaje się jednak zmiana podejścia do edukacji. Od lat uczniowie słyszą bowiem, że uczą się dla ocen, a nie dla wiedzy. Nic więc dziwnego, że po zamknięciu klasyfikacji wielu z nich uznaje dalszą obecność w szkole za pozbawioną sensu.
"Strefa Edukacji" podaje również przykład nauczycieli, którzy są tak zdeterminowani, by utrzymać frekwencję do końca roku, że po wystawieniu ocen na bieżący rok zaczynają wpisywać oceny na kolejny. To także pokazuje, jak bardzo niedoskonały jest obecny system. Takie rozwiązanie trudno bowiem uznać za właściwą alternatywę dla rzeczywistego budowania motywacji do nauki.
Źródło: strefaedukacji.pl
Zobacz także




