Na zdjęciu nastolatek.
By zachować dobre relacje z nastolatkiem, musimy pamiętać o kilku ważnych zasadach. pexel.com

Przeglądanie telefonu, czytanie wiadomości czy sprawdzanie osobistych rzeczy często wynika z troski o dziecko. Psychologowie ostrzegają jednak, że istnieje granica, której rodzice nastolatków nie powinni przekraczać. Jej naruszenie może kosztować znacznie więcej niż chwilowy spokój.

REKLAMA

Jest taki moment w życiu rodzica, kiedy dziecko przestaje opowiadać wszystko. Nie pokazuje już każdego rysunku, nie relacjonuje szczegółowo dnia w szkole i coraz częściej zamyka drzwi do swojego pokoju. Dla wielu mam i ojców to trudne doświadczenie. Pojawia się niepokój, a wraz z nim pokusa, by wiedzieć więcej. Sprawdzić telefon, przeczytać wiadomości, zajrzeć do plecaka. Upewnić się, że wszystko jest w porządku.

Tyle że właśnie wtedy bardzo łatwo przekroczyć granicę, której – zdaniem psychologów – rodzic przekraczać nie powinien.

Bo choć nastolatki często zachowują się tak, jakby nie potrzebowały dorosłych, w rzeczywistości nadal ich potrzebują. Potrzebują jednak czegoś więcej niż kontroli. Potrzebują zaufania, dlatego nie możemy go stracić.

Dorastanie to nie bunt, to budowanie tożsamości

Okres dorastania bywa dla rodziców prawdziwą szkołą cierpliwości. Nastolatek coraz częściej ma własne zdanie, kwestionuje zasady, chce decydować sam o sobie. Wielu dorosłych odbiera to jako odrzucenie lub niewdzięczność.

Psychologowie od lat podkreślają jednak, że jest dokładnie odwrotnie. To naturalny etap rozwoju. Młody człowiek próbuje odpowiedzieć sobie na pytanie, kim jest i kim chce być. A żeby to zrobić, potrzebuje przestrzeni.

Dlatego jednym z najważniejszych praw nastolatka jest prawo do prywatności. Pisaliśmy o tym w głośnym artykule "«Mamo, to moje! Nie czytaj!», czyli czy nastolatki mają prawo do prywatności", w którym psychologowie odpowiadają wprost – tak, mają, a kontrola powinna mieć miejsce tylko w sytuacjach realnego zagrożenia.

Jak zauważa psycholożka dr Francheska Perepletchikova, okres dojrzewania jest kluczowy dla budowania własnej tożsamości, samodzielności i niezależnego myślenia. Nadmierna kontrola może sprawić, że młody człowiek poczuje się lekceważony i pozbawiony wpływu na własne życie.

Telefon to coś więcej niż urządzenie

Jeszcze kilkanaście lat temu rodzice zaglądali do pamiętników. Dziś najczęściej chodzi o telefon.

Dla dorosłych to urządzenie. Dla nastolatków często cały świat. Rozmowy z przyjaciółmi, pierwsze zauroczenia, problemy, których nie potrafią jeszcze nazwać, grupy klasowe, relacje społeczne. Nic dziwnego, że przeglądanie telefonu bez zgody dziecka wielu specjalistów porównuje do czytania prywatnej korespondencji. Co więcej, takie zachowanie często bywa niezgodne z prawem – pisaliśmy o tym w tekście "czytasz wiadomości swojego dziecka? Tak naruszasz prywatność dziecka", w którym przypominamy, że Konstytucja i Konwencja Praw Dziecka chronią tajemnicę korespondencji również osób niepełnoletnich.

Rodzice zwykle tłumaczą takie działania troską. Chcą chronić, wiedzieć i przede wszystkim zapobiegać zagrożeniom. Problem w tym, że efekt często okazuje się odwrotny od zamierzonego.

Prof. Jędrzejko: kontrolujmy, ale jawnie

W debacie nie brakuje jednak głosów odmiennych. W rozmowie opublikowanej na naszym portalu padło zdanie, że granice prywatności dziecka czasem trzeba przesunąć, bo powinniśmy sprawdzać telefon tak, jak sprawdzamy pokój. Prof. Mariusz Jędrzejko twierdzi w nim, że odpowiedzialny rodzic ma prawo wiedzieć, co dzieje się w cyfrowym świecie dziecka, pod warunkiem oczywiście, że robi to jawnie, w ramach jasno ustalonych zasad, a nie potajemnie i z poczuciem braku zaufania.

Im więcej kontroli, tym więcej tajemnic

Wielu rodzicom wydaje się, że jeśli będą wiedzieć wszystko, ich dziecko będzie bezpieczniejsze.

Psychologia rozwojowa pokazuje jednak, że nadmierna kontrola często nie buduje szczerości, ale skłania nastolatków do jeszcze większego ukrywania swoich spraw. Młodzi ludzie uczą się kasować wiadomości, zakładać dodatkowe konta czy szukać miejsc, w których mogą być poza zasięgiem rodzicielskiego nadzoru.

Zamiast otwartości pojawia się dystans, a zamiast rozmowy, ukrywanie problemów.

Eksperci zwracają uwagę, że długotrwałe poczucie bycia stale obserwowanym może wpływać na samoocenę nastolatka, osłabiać poczucie sprawczości i utrudniać budowanie zdrowych relacji opartych na zaufaniu. Świetnie pokazuje to autorska refleksja matki, która ze smutkiem opisuje, że niektórzy rodzice szpiegują własne dzieci i nie widzą w tym nic złego, a to zabija zaufanie – śledzą lokalizację, dzwonią po kilka razy w godzinę, weryfikują każdą informację z dzieckiem i z rodzicami jego znajomych.

Problem nie ogranicza się zresztą do domu – pisano też o tym, że szkoły szpiegują swoich uczniów, a nastolatkowie mają prawo do własnej prywatności, gdy nauczyciele zakładają fałszywe konta w mediach społecznościowych, by śledzić życie towarzyskie podopiecznych.

Kiedy rodzic powinien zareagować?

To nie oznacza oczywiście, że rodzice mają całkowicie wycofać się z życia dziecka.

Specjaliści podkreślają, że istnieją sytuacje, w których bezpieczeństwo jest ważniejsze niż prywatność. Dotyczy to między innymi podejrzenia przemocy, samookaleczania, kontaktów z niebezpiecznymi osobami, eksperymentowania z narkotykami czy innych zachowań mogących stanowić realne zagrożenie.

Różnica polega jednak na tym, że punktem wyjścia powinna być rozmowa, a nie śledztwo. Nastolatek ma prawo wiedzieć, skąd wynikają obawy rodzica i dlaczego ten podejmuje określone działania.

Czego rodzice często zapominają

Paradoks polega na tym, że większość rodziców marzy o tym, by ich nastolatek przychodził do nich ze swoimi problemami. Żeby opowiadał o kłopotach, pierwszych miłościach, konfliktach z rówieśnikami czy szkolnych trudnościach.

Ale takie zaufanie nie pojawia się z dnia na dzień. Ono buduje się je latami. Przez rozmowy bez oceniania i słuchanie zamiast przesłuchiwania. Przede wszystkim jednak przez szanowanie granic.

Prawda jest taka, że choć rodzic odpowiada za bezpieczeństwo dziecka, nie ma prawa do pełnej kontroli nad jego myślami, emocjami i każdym aspektem życia. Być może to jest właśnie ta najtrudniejsza lekcja rodzicielstwa w okresie dojrzewania – zaakceptować, że dziecko coraz bardziej staje się odrębnym człowiekiem.