Na zdjęciu tata zagląda do telefonu dziecka
Telefon to nie jest tylko prywatna sprawa dziecka. Do 18. roku życia mamy prawo kontrolować zachowanie dziecka we wszystkich obszarach storyblock.com

Czy sprawdzanie telefonu dziecka to już naruszanie jego wolności, czy ważnym elementem rodzicielskiej odpowiedzialności? W dobie mediów społecznościowych pytania o granice dziecięcej prywatności są coraz częstsze i budzą też większe emocje.

REKLAMA

Gdzie kończy się troska, a zaczyna naruszanie prywatności dziecka? To pytanie wraca dziś coraz częściej w kontekście smartfonów, komunikatorów i mediów społecznościowych. Rodzice wahają się między potrzebą ochrony dziecka, a lękiem, że naruszą jego wolność i prawo do prywatności. Tymczasem prof. Mariusz Jędrzejko stawia sprawę jasno i mówi, że sprawdzanie telefonu dziecka nie jest inwigilacją.

Kontrolujesz pokój dziecka, kontroluj też telefon

W rozmowie z Cyprianem Majcherem, profesor pokazuje analogię. Skoro rodzic ma prawo wejść do pokoju własnego dziecka, zobaczyć, co się w nim dzieje, wiedzieć z kim dziecko spędza czas i w jakich warunkach funkcjonuje, to dlaczego miałby nie mieć prawa zajrzeć do jego "pokoju" wirtualnego? TikTok, WhatsApp czy inne komunikatory nie są odrębnym światem oderwanym od rzeczywistości. To miejsca, w których dzieci realnie przebywają, budują relacje, doświadczają emocji, ale też zagrożeń.

To nie jest żadna inwigilacja

Profesor podkreśla, że mówienie w tym kontekście o inwigilacji jest nadużyciem. Ona zakłada kontrolę bez odpowiedzialności i bez relacji. Tymczasem do 18. roku życia to rodzice ponoszą pełną odpowiedzialność za dziecko, także za to, co je spotyka w świecie cyfrowym. Zdaniem Jędrzejki problem polega na tym, że jako dorośli w pewnym momencie zaczęliśmy zrzucać z siebie tę odpowiedzialność, zasłaniając się prawem do wolności.

Czy to jednak nie jest naruszenie wolności?

Profesor wyjaśnia, że aby człowiek mógł korzystać z wolności, musi być odpowiedzialny. Nieodpowiedzialny człowiek nie może sięgać po narzędzie jakim jest wolność. Dziecko i nastolatek dopiero się tego uczą. Pozostawienie ich samych w świecie, który jest pełen manipulacji, presji rówieśniczej, przemocy słownej i se$%^*ych treści, nie jest aktem szacunku do wolności. Jest raczej rezygnacją z dorosłej odpowiedzialności.

To nie oznacza, że rodzic powinien potajemnie przeglądać każdą wiadomość i śledzić każdy krok dziecka w sieci. Kluczowe jest to, jak ta kontrola wygląda. Czy jest oparta na rozmowie, jasnych zasadach i zaufaniu, czy na ukrywaniu i podejrzliwości. Sprawdzenie telefonu dziecka może być elementem dbania o jego bezpieczeństwo, o ile nie staje się narzędziem karania czy zawstydzania.

Zobaczcie co mówi o tym prof. Mariusz Jędrzejko i koniecznie dajcie znać, czy się z tym zgadzacie.

Czytaj także: