
Czy dzieci słyszą dziś zbyt mało odmów i słowa "nie"? Nauczycielka przedszkolna zaapelowała do rodziców, by uczyli dzieci akceptowania postawionych granic jeszcze przed pójściem do szkoły czy przedszkola. Jej słowa wywołały burzliwą dyskusję o wychowaniu, posłuszeństwie i stawianiu granic.
Niecodzienna prośba nauczycielki
Czy dziecko powinno słyszeć od rodziców słowo "nie"? Dla wielu mam i ojców odpowiedź jest oczywista: jeśli kogoś kocham, chcę mu przychylić nieba. Tymczasem wokół tej kwestii wybuchła gorąca dyskusja po tym, jak nauczycielka przedszkolna zaapelowała do rodziców o nauczenie dzieci jednej ważnej rzeczy jeszcze przed rozpoczęciem nauki czy pójściem do przedszkola.
Pedagożka Emily Perkins na swoim TikToku zwróciła uwagę rodzicom, że dzieci powinny wiedzieć, iż „nie" oznacza „nie". Na przykładach ze swojej przedszkolnej codzienności opowiedziała o tym, że dzieci muszą mieć granice, bo to paradoksalnie daje im poczucie bezpieczeństwa i wspiera ich wychowanie.
Jej zdaniem brak tej umiejętności coraz częściej utrudnia pracę nauczycielom. Ku jej zaskoczeniu wielu rodziców nie zgodziło się jednak z takim podejściem.
"Jeśli dziecko nie akceptuje odmowy, trudno je czegoś nauczyć"
Nauczycielka we wspomnianym nagraniu zwróciła się bezpośrednio do rodziców. Poprosiła ich, by częściej stawiali dzieciom granice i nie traktowali każdej odmowy kilkulatka jako początku negocjacji. Są sytuacje, w których nie ma mowy o negocjacjach i dziecko powinno zaakceptować (choć nie zawsze chętnie), że rodzic czy opiekun po prostu mówi "nie".
Według niej dziecko powinno rozumieć, że czasami odpowiedź brzmi po prostu "nie" i nie zawsze wymaga długich dyskusji. W szkole czy przedszkolu nauczyciel nie jest w stanie za każdym razem prowadzić wielominutowych rozmów z każdym uczniem. Często musi szybko reagować i dbać o bezpieczeństwo całej grupy.
Podobne diagnozy nie są nowe – już ponad dekadę temu specjaliści przekonywali, że bezstresowe wychowanie nie istnieje, a wrzeszczące dzieci są po prostu rozwydrzone, podkreślając, że "tak" zawsze powinno znaczyć zgodnę, a "nie" – odmowę.
Pedagożka podkreśliła, że jeśli dziecko nie potrafi zaakceptować odmowy i każdą decyzję dorosłego traktuje jako zaproszenie do sporu, nauka oraz codzienne funkcjonowanie stają się znacznie trudniejsze.
Rodzice nie zostawili na nauczycielce suchej nitki
Choć wiele osób przyznało nauczycielce rację, pod nagraniem szybko pojawiły się także głosy krytyczne. Rodzice przekonywali, że problem nie leży w samym słowie „nie", ale w sposobie jego komunikowania.
Wielu komentujących zwracało uwagę, że kilkuletnie dzieci naturalnie zadają pytania i chcą wiedzieć, dlaczego czegoś nie wolno. Przyznali, że nie wiedzą, jak zatem reagować, kiedy powiedzą "nie", a maluch będzie reagował napadami złości, krzyku czy płaczu.
W takich momentach pomocne bywają konkretne strategie – zebraliśmy je w tekście o tym, że dziecko i tak nie słucha, więc warto zasotosować 6 rzeczy, które mogą pomóc. Zdaniem ekspertów tłumaczenie powodów odmowy nie osłabia autorytetu rodzica, lecz pomaga dziecku lepiej zrozumieć obowiązujące zasady.
Niektórzy podkreślali również, że protest dziecka nie zawsze oznacza brak szacunku. Czasem jest po prostu próbą zrozumienia sytuacji lub wyrażenia własnych emocji.
Jeden z rodziców napisał, że dzieci łatwiej akceptują granice, kiedy wiedzą, dlaczego zostały one postawione. Inni zwracali uwagę, że ślepe posłuszeństwo nie powinno być celem wychowania. Ważniejsze jest nauczenie dziecka samodzielnego myślenia i rozumienia konsekwencji swoich działań.
Czy naprawdę trzeba wybierać między granicami a rozmową?
W całej tej dyskusji łatwo wpaść w pułapkę myślenia, że istnieją tylko dwa rozwiązania: bezwzględne "bo tak powiedziałem" albo niekończące się negocjacje z dzieckiem. Tymczasem większość rodziców funkcjonuje gdzieś pośrodku – ta równowaga to tzw. pozytywna dyscyplina, metoda wychowawcza mająca coraz więcej zwolenników, która łączy empatię z konsekwencją. I tu też widać, że odbiorcy nie do końca zrozumieli przekaz z filmu pedagożki.
Dzieci potrzebują jasnych granic. Dzięki nim czują się bezpiecznie i wiedzą, czego mogą się spodziewać w różnych sytuacjach. Potwierdzają to badania. Trudno wyobrazić sobie wychowanie bez odmowy, zakazów czy zasad. To chyba właśnie wtedy mówi się o źle rozumianym bezstresowym wychowaniu. Granice są niezbędne, bo to właśnie one uczą funkcjonowania w społeczeństwie, szacunku do innych ludzi i radzenia sobie z frustracją.
Jednocześnie warto pamiętać, że wyjaśnienie powodu odmowy nie oznacza rezygnacji z postawionej granicy. Rodzic może powiedzieć: "Nie możesz teraz oglądać bajki, bo jest pora snu" albo "Nie wolno biegać po parkingu, bo to niebezpieczne". Dziecko nadal słyszy "nie", ale jednocześnie rozumie, skąd wynika taka decyzja.
Nauczycielka ma rację, ale rodzice też
Choć reakcja wielu rodziców była bardzo emocjonalna, trudno nie zauważyć, że pedagożka poruszyła ważny problem. Coraz więcej specjalistów zwraca uwagę, że dzieci powinny uczyć się akceptowania odmowy i radzenia sobie z rozczarowaniem.
Niepokoi ich, że jesteśmy menadżerami emocji dzieci, co jest plagą współczesnego rodzicielstwa – uprzedzamy każdą porażkę i frustrację, przez co maluch nie uczy się, że bywają one częścią życia. Jeśli nie nauczą ich tego rodzice, ciężko im będzie funkcjonować w grupie np. w przedszkolu.
Z drugiej strony rodzice słusznie przypominają, że samo posłuszeństwo nie jest najważniejszym celem wychowania. Dziecko powinno rozumieć zasady, a nie tylko bezrefleksyjnie ich przestrzegać.
Źródło: parents.com
Zobacz także




