smutna kobieta
Kiedy myślę o własnym dziecku, wiem jedno: nauczę je mówić "nie". fot. Pexels.com

Rodzice nauczyli mnie grzeczności, posłuszeństwa i spełniania cudzych oczekiwań. Ale nie nauczyli mnie najważniejszego – jak mówić "nie". Teraz płacę za to wysoką cenę, ucząc się stawiać granice dopiero w dorosłości, gdy każde "nie" boli podwójnie.

REKLAMA

Wychowana do mówienia "tak"

Od dziecka słyszałam: "bądź miła", "nie sprawiaj problemów", "ustąp, bo tak trzeba". I tak nauczyłam się, że moje zdanie nie jest ważne, a odmowa to brak wychowania.

Byłam dziewczynką, która zawsze zgadza się na dodatkowe zadanie, oddaje zabawkę i nie kłóci się, gdy ktoś przekracza jej granice. To miało być dowodem "dobrego charakteru".

Tyle że dorastanie w roli tej "grzecznej" uczyło mnie rezygnacji z siebie, a nie empatii. Granice, których nigdy nie stawiałam innym, znikać także we mnie – aż trudno było je później odbudować.

Dorosłość bez mówienia "nie"

Problem w tym, że w dorosłości nikt już nie bije brawa za bycie uległą. Szef, partner, znajomi – wszyscy korzystają z tego, że łatwiej mi powiedzieć "dobrze" niż "nie mogę".

I nagle odkryłam, że wypełniam cudze oczekiwania kosztem własnych marzeń, energii i zdrowia. Zaczęłam się dusić w życiu, które bardziej należy do innych niż do mnie.

Brak umiejętności mówienia "nie" to brak granic. A brak granic oznacza, że pozwalasz innym przekraczać je każdego dnia. Od nadgodzin, które stają się normą, przez relacje, w których bierzesz na siebie całą odpowiedzialność, aż po codzienne drobiazgi, gdy rezygnujesz z własnych potrzeb, żeby nie rozczarować innych.

Cena dorosłego "tak"

Najbardziej boli to, że moje "tak" często jest kłamstwem. Kiedy mówię je wbrew sobie, zostaje we mnie gniew, frustracja i żal. Pojawia się poczucie, że ktoś mnie wykorzystał – choć to ja sama pozwoliłam.

To jest ta najgorsza lekcja: brak "nie" nie chroni przed konfliktem, on tylko przesuwa konflikt do mojego wnętrza.

Dziś próbuję mówić "nie". Drżącym głosem, z poczuciem winy, ale jednak mówię. Odkrywam, że świat się nie wali, gdy odmawiam, choć serce wali mi jak młot. To trudne – bo całe życie uczono mnie, że odmawiać to ranić. A tymczasem odmowa to troska o siebie.

Kiedy myślę o własnym dziecku, wiem jedno: nauczę je mówić "nie". Nauczę, że granice nie są brakiem miłości, tylko jej formą. Że można kogoś kochać i jednocześnie odmówić.

Bo wolę, by dorosło do życia, w którym "nie" jest tak samo ważne jak "tak" – i nie musiało uczyć się tego tak późno i tak boleśnie jak ja.

Napisz do mnie na maila: anna.borkowska@mamadu.pl
Czytaj także: