Mama z córką siedzą na kanapie. Mama poucza córkę.
Każda metoda ma swoje dobre i słabsze strony. Najważniejsze to dostosować ją do dziecka i relacji, jakie was łączą storyblock.com

Wielu rodziców, zmęczonych skrajnościami (od surowego wychowania po tzw. wychowanie bezstresowe) szuka dziś złotego środka. Takiego, który uczy dzieci odpowiedzialności, ale bez krzyku i kar. Okazuje się, że taki sposób istnieje i z roku na rok zdobywa coraz więcej zwolenników.

REKLAMA

Jeszcze kilkanaście lat temu "prawdziwym hitem" wśród rodziców, jeśli chodzi o metody wychowawcze, było "wychowanie bezstresowe". Pamiętacie jeszcze, na czym to polegało?

Dzieci miały być wolne, nieskrępowane, a wszelkie granice traktowano jak coś, co ogranicza ich rozwój. Szybko okazało się jednak, że brak zasad i konsekwencji prowadzi nie do wolności, lecz do chaosu, a samo "wychowanie bezstresowe" nabrało raczej pejoratywnego wydźwięku.

Z drugiej strony, wielu dorosłych wychowanych w surowych domach dobrze pamięta, jak bolesne potrafiły być krzyk, kary i brak zrozumienia. Nic dziwnego, że współcześni rodzice nie chcą powielać żadnego z tych modeli. Szukają raczej równowagi między bliskością a konsekwencją.

I właśnie w odpowiedzi na to pojawiła się metoda, która zdobywa coraz więcej zwolenników na całym świecie.

Pozytywna dyscyplina – szacunek zamiast strachu

Pozytywna dyscyplina to podejście wychowawcze, które zakłada, że dziecko można wychowywać z miłością i szacunkiem, nie rezygnując przy tym z wyznaczania zasad. Nie chodzi o to, by pozwalać mu na wszystko, ale by uczyć, jak podejmować decyzje i brać odpowiedzialność za własne działania.

Ta metoda nie opiera się na karach ani nagrodach, lecz na relacji, empatii i konsekwencji. Rodzic nie jest surowym sędzią, ale przewodnikiem. Pomaga dziecku zrozumieć, dlaczego pewne zachowania są niewłaściwe, zamiast po prostu je potępiać.

Dzięki temu, pozytywna dyscyplina uczy dzieci samodzielności, szacunku i współpracy, a dorosłych cierpliwości i lepszego kontaktu z emocjami.

Nie myl z "bezstresowym wychowaniem"

Choć sama nazwa brzmi łagodnie, pozytywna dyscyplina wcale nie oznacza braku granic. Wręcz przeciwnie, zakłada ich wyraźne wyznaczanie, ale w sposób, który nie rani dziecka. W tej metodzie, rodzic jasno komunikuje swoje oczekiwania, tłumaczy konsekwencje, a jednocześnie pozostaje spokojny i życzliwy. Łatwo powiedzieć, co? Oczywiście to podejście wymaga ogromnej cierpliwości, ale daje znacznie trwalsze efekty, bo dziecko uczy się samoregulacji, a nie unikania kary.

Rodzice chcą wychowywać z głową i sercem

Pozytywna dyscyplina coraz częściej pojawia się w przedszkolach, szkołach i na warsztatach dla rodziców. Wielu z nich przyznaje, że dzięki niej w domu jest mniej krzyku, a więcej rozmów.

I żeby była jasność, to nie jest metoda, w której mamy grać "idealnego rodzica", ale sposób na budowanie relacji opartej na zaufaniu. Bo dziecko, które czuje się widziane i rozumiane, rzadziej testuje granice, a częściej współpracuje.

Można chyba nawet pokusić się o stwierdzenie, że "wychowanie bezstresowe" słusznie odeszło już do lamusa, a na jego miejscu pojawiło się podejście oparte na wzajemnym szacunku, spokoju, empatii, ale też na stałych zasadach.