
Mój syn nie przepada za wizytami u babci. Nie dlatego, że jej nie lubi, ale dlatego, że trudno mu odnaleźć się w świecie, w którym króluje starość, choroby i ograniczenia. Jak budować relację wnuków z dziadkami, gdy różnica pokoleń staje się coraz większa?
Dwoje dziadków, dwa różne światy
Kiedy moje dzieci były małe, wydawało mi się, że relacja z dziadkami będzie czymś naturalnym. Ja mam takie silne wspomnienia, bo dużo czasu jako dziecko spędzałam z obydwiema babciami i obydwoma dziadkami.
Wyobrażałam sobie, że moje dzieci też będą miały takie relacje. Wspólne pieczenie ciasta, spacery, wakacje na działce i te wszystkie chwile, które później wspomina się z sentymentem. Rzeczywistość okazała się jednak bardziej skomplikowana.
To zresztą doświadczenie całego pokolenia – nieprzypadkowo mówi się, że pokolenie milenialsów wychowali dziadkowie. Ale zmieniły się czasy, priorytety i granice, a wraz z nimi rola babć i dziadków w życiu wnuków.
Moi rodzice są jeszcze stosunkowo młodzi. Są aktywni zawodowo, chętnie zabierają wnuki na rower, pójdą z nimi na plac zabaw albo obejrzą szkolne przedstawienie. Teściowa jest już w zupełnie innym miejscu życia.
Jest starsza niż moi rodzice, schorowana, a zmęczenie i wiek sprawiły, że nie ma siły ani możliwości, by uczestniczyć w życiu wnuków w taki sposób, jak drudzy dziadkowie. Jest też wdową, więc od strony męża właściwie dziadków nie ma. Widzę, że moim dzieciom trudno to zrozumieć. Jeszcze trudniej jest im to zaakceptować.
Dzieciom trudno odnaleźć się w kontakcie ze starością
Nie chodzi o brak miłości czy niechęć. Po prostu dzieci często nie wiedzą, jak odnaleźć się w kontakcie ze starością. Ich świat jest zupełnie inny niż ten, w którym żyje ich babcia. Moi rodzice, młodsi, jeszcze jakoś nadążają.
Dzieciaki chcą biegać, opowiadać o nowych grach, szkolnych dramatach i internetowych trendach. Tymczasem starsza osoba często nie dosłyszy połowy historii, szybko się męczy albo nie rozumie tematów, które dla wnuków są całym światem.
Mój syn nie wie, o czym rozmawiać z babcią
Mój syn coraz częściej pyta, czy naprawdę musimy jechać do babci. Widzę, że nie cieszą go te wizyty. Może u babci pobawić się na podwórku, więc latem jeździ chętniej, bo bierze ze sobą piłkę czy badmintona. Ale tak to nie wie, o czym z nią rozmawiać.
Krępuje go jej powolność. Czasem niepokoją go oznaki starości, których dorośli niemal już nie zauważają, bo wiedzą, jak starość wygląda. Dla dziecka to może być coś obcego, a nawet budzącego lęk. Kiedy o tym wszystkim myślę, pęka mi serce.
Z jednej strony rozumiem własne dziecko. Rozumiem, że starość bywa trudna nawet dla dorosłych. Sama jako dziecko odczuwałam lęk na myśl o wizycie u schorowanej prababci z Alzheimerem.
Nie wiem, jak można oczekiwać, że kilkulatek bez problemu odnajdzie się w takiej sytuacji. Pomocna bywa wtedy rozmowa o przemijaniu – podpowiadamy na przykład, jak rozmawiać z dzieckiem o śmierci, chorobie i starości, bez straszenia, ale i bez udawania, że problem nie istnieje.
Uczę dzieci, że warto być przy kimś także wtedy, gdy jest słaby
Z drugiej strony widzę starszą kobietę, która może nie potrafi już bawić się z wnukami, ale nadal czeka na ich odwiedziny. Chce widzieć, jak dorastają, jak wchodzą w kolejne etapy rozwoju i edukacji.
Widzę osobę, która coraz częściej zostaje sama ze swoimi chorobami i ograniczeniami. Kogoś, kto nie nadąża za światem. To zjawisko szersze – porusza je m.in. tekst "Moje dzieci mnie przerażają". Tak wymazujemy rodziców ze swojego życia, który pokazuje, jak łatwo dziś skazać starszych na samotność.
Empatia wobec tych, którzy nie są wygodni
Dlatego staram się uczyć dzieci empatii wobec ludzi, którzy nie są atrakcyjni, zabawni ani wygodni. Szacunku wobec osób, które nie mają już siły dawać nam tyle, ile dawały kiedyś. Powtarzam im, że szacunek to podstawa i warto go wpoić dziecku od najmłodszych lat.
Wciąż rozmawiamy o tym, że to ich babcia, że warto pielęgnować wdzięczność za jej obecność. Przypominam też, że dziadka od strony taty moi synowie nie mieli okazji poznać, a babcia jest ostatnim łącznikiem z tamtą częścią rodzinnej historii.
To nie jest proste. Szczególnie wtedy, gdy między dziadkami a wnukami nie ma naturalnej bliskości, bo nie widują się zbyt często. Gdy różnica pokoleń wydaje się przepaścią i rozmowa nie klei się, a wspólnie spędzony czas wymaga wysiłku od obu stron.
Relacje rodzinne nie zawsze są po to, by było łatwo
Coraz częściej myślę jednak, że relacje rodzinne nie zawsze są po to, by było łatwo. Czasem są po to, by uczyć nas dostrzegania wartości tam, gdzie na pierwszy rzut oka jej nie widać.
Moje dzieci prawdopodobnie nie będą wspominać szalonych przygód z tą babcią. Nie pojadą z nią na rowery i nie będą godzinami grać w piłkę. Mam jednak nadzieję, że zapamiętają coś innego – bo wiem z własnego doświadczenia, że dziadkowie wpływają na całe nasze życie, a moi byli najlepsi, choć dziś zostały po nich już tylko wspomnienia.
Chciałabym, żeby moje dzieci zapamiętały, że człowiek zasługuje na uwagę i obecność także wtedy, gdy jest słaby, schorowany i nie nadąża już za światem. Bo kiedyś każdy z nas może znaleźć się właśnie po tej stronie relacji.
Zobacz także




