dziadek z wnukiem jadą pociągiem
Spędzanie czasu w podróży z gazetą lub przed ekranem pokazują pokoleniową przepaść. fot. medinegurbet/Pexels

Dzieci dorastają dziś w świecie, w którym ekran często wygrywa z książką, rozmową i zwykłą uważnością. Coraz trudniej im odnaleźć się w analogowej rzeczywistości, która dla starszych pokoleń była normą. Problem nie dotyczy jednak tylko dzieci – zaczyna się od dorosłych i ich codziennych nawyków.

REKLAMA

Dziś dzieci wychowują się w całkowicie cyfrowym świecie, w którym trudno im opanować umiejętności będące dla ich rodziców i dziadków codziennością. Ich mózgi nie są przyzwyczajone do czytania długich tekstów, zabawy analogowej i w ogóle ruchu na świeżym powietrzu.

Widać to w komunikacji, ale też w wielu innych publicznych miejscach, że dziś dzieci i młodzież bardziej naturalnie sięgają po smartfony, tablety, a nawet mobilne konsole gier, niż po gazety czy książki.

To niestety smutny znak naszych czasów. Możemy z tym trochę jednostkowo walczyć, dbając o higienę cyfrową dzieci, ale jako rodzice nie sprawimy, że całe otoczenie zacznie również stosować się do naszych zasad.

Higiena cyfrowa zaczyna się od przykładu rodzica

Kiedy uczę dzieci, że lepiej poczytać książkę czy pograć w planszówkę, zamiast w czasie wolnym siadać ze smartfonem lub ekranem telewizora, staram się dawać im przykład z góry. Jeśli dziecko widzi, że jego rodzice i opiekunowie nie stosują się do cyfrowej higieny, nie rozumie też, dlaczego ono miałoby ją wprowadzać w swoim życiu. To zresztą sedno problemu – gdy mówisz dziecku "odłóż telefon", najpierw spójrz na własny ekran, bo samo ograniczanie smartfonów dzieciom niewiele daje, jeśli dorosły scrolluje bez końca.

Ostatnio na Facebooku trafiłam na wpis dotyczący właśnie takiej sytuacji. Krzysztof Chojecki, znany w mediach społecznościowych jako Pan Pistacja, nauczyciel matematyki dzielący się swoimi refleksjami na temat edukacji i wychowania współczesnych dzieci, opowiedział o sytuacji zaobserwowanej w pociągu. To nie pierwszy raz, gdy jego obserwacje robią na mnie wrażenie – kiedyś opisywałam, że matematyk przedstawił uczniom 3 zasady i po tym w klasie zapanowała magia.

Międzypokoleniowa przepaść w podróży do Krakowa

"[...] podzielę się wczorajszą podróżą z pociągu do Krakowa. Dziadek zabrał wnuka na podróż do Oświęcimia. Piękne to. Męska podróż, zacna idea. Nie miałem dziadka zaangażowanego w mój rozwój. Zazdrościłem młodemu. Po chwili zauważyłem, że młody miał w uszach słuchawki. Miał je przez cały czas. Nawet wtedy, gdy rozmawiał z dziadkiem. Zerkał w telefon co kilka minut" – relacjonuje nauczyciel.

W dalszej części opowiedział o tym, jak wyglądała interakcja między dziadkiem i wnukiem.

"Dziadek zachęcał wnuka na wiele możliwych sposobów do odłożenia telefonu. Podsuwał mi gazetę, czytał, zagadywał. Pokazywał coś za oknem. Nieskutecznie. Rozejrzałem się. Dziecko słyszy od dziadka, żeby odłożyło telefon, ale dookoła 9 na 10 dorosłych również używało telefonów. Jedni grali, inni coś oglądali, jeszcze inni coś pisali. I co dziecko może myśleć? Inni dorośli korzystają, to dlaczego ja nie mogę?" – czytamy słowa Chojeckiego.

Dlaczego starsze pokolenie wybiera analogowy odpoczynek

To pokazuje – jak dla mnie smutną – różnicę międzypokoleniową. To już nie chodzi tylko o kwestie światopoglądu, ale również o kwestie związane z rozwojem i aktywnościami wybieranymi na czas wolny.

Starsze pokolenie, które wychowało się bez ekranów, sięga po aktywności, które też zwykle są analogowe, bo ich mózgi najlepiej czują się w takiej przestrzeni – z gazetą czy książką można odpocząć, regenerować się, "zresetować" układ nerwowy. Młodzi mają większą przyswajalność treści cyfrowych, są one dla nich bardziej naturalne i po nie chętniej sięgają w czasie wolnym. Ot, taka równowaga w przyrodzie.

Co ciekawe, ma to też wymiar czysto biologiczny – z badań przytaczanych w wywiadzie o tym, jak autyzm cyfrowy staje się plagą przyszłości, wynika, że podczas wpatrywania się w ekran wykonujemy znacznie mniej ruchów gałek ocznych niż przy czytaniu książki czy obserwowaniu otoczenia.

Niespójny przekaz dorosłych

Problemem jest jednak fakt, że dorośli często nie dają młodym dobrego przykładu. Co z tego, że dziadek czyta, skoro 10 innych dorosłych w pomieszczeniu woli zamiast czytania ekran? Jest coś takiego jak społeczna odpowiedzialność, pisałam o niej ostatnio w kontekście poruszania się rowerem po ulicach miasta.

Na koniec wpisu matematyk dodaje: "Jak nauczyciel widzę, jak trudno młodzieży przeczytać ze zrozumieniem krótki tekst. Za to dużo łatwiej przyswoić im coś z filmu. Ale co decyduje, jakie treści wybierają?".

Czy jesteśmy wzorem dla dzieci?

Warto więc zadać sobie pytanie, czy jako dorośli faktycznie jesteśmy spójnym wzorem do naśladowania. Dzieci nie uczą się wyłącznie z zakazów i zaleceń, ale przede wszystkim z obserwacji codziennych zachowań. Bywa to bolesne – ostatnio pisała, że podczas występu syna na Dzień Matki zrozumiałam coś przykrego, gdy dzieci na scenie zamiast wspierających twarzy rodziców widziały morze nagrywających smartfonów.

Jeśli chcemy, by dzieci potrafiły korzystać z technologii świadomie, muszą widzieć, że my sami robimy to w sposób kontrolowany i odpowiedzialny. W przeciwnym razie nasze komunikaty będą niespójne i nie można mieć wtedy pretensji, że dzieci w ogóle nie słuchają tego, o co je prosimy.