przedszkolaki występują dla rodziców
Występowi przedszkolaków na Dzień Mamy towarzyszył widok rodziców zza smartfonów. fot. Anastasiia/Pexels

Poszłam na występ syna z okazji Dnia Matki i wróciłam z bardzo smutną refleksją. Dzieci na scenie zamiast wspierających twarzy rodziców widziały morze smartfonów i telefonów nagrywających każdy moment. Trudno mówić o higienie cyfrowej dzieci, gdy sami dorośli nie potrafią odłożyć ekranów nawet na czas przedszkolnego występu.

REKLAMA

Byłam w tym tygodniu w przedszkolu na występie mojego syna z okazji Dnia Matki. Dzieci przygotowały część artystyczną, później były wspólne zabawy, quizy i zadania dla rodziców. Ta druga część była naprawdę kreatywna i przyjemna. Widać było radość dzieci, śmiech i prawdziwą bliskość. Problem w tym, że wcześniej coś mocno mnie uderzyło. I szczerze mówiąc, do teraz nie mogę przestać o tym myśleć.

Morze smartfonów zamiast twarzy rodziców

Scena z występu dzieci na Dzień Matki była tak naprawdę dla mnie bardzo smutną prawdą o dzisiejszych rodzicach. Kilkulatki stały na środku sali, trochę zmęczone po całym dniu w przedszkolu (występ był o 17:00) i zestresowane. Tylko że zamiast widzieć twarze swoich mam i tatusiów, ich uśmiechy, spojrzenia dodające odwagi i gesty wsparcia, widziały morze smartfonów.

Prawie wszyscy nagrywali i robili zdjęcia.

Telefony były widoczne na widowni przez niemal cały 40-minutowy występ. Trochę to rozumiem. Sama jestem mamą i też chcę mieć takie kadry na pamiątkę. Sama chciałam wysłać nagranie swoim rodzicom i rodzeństwu.

A przez ten widok innych rodziców czułam zażenowanie i stwierdziłam, że wystarczy mi naprawdę 1 zdjęcie i 1 krótkie nagranie. Dotarło do mnie, jakie to jest słabe. Rodzice nie umieją już inaczej. Nie oceniam z góry, sama też z tym często walczę.

Dzieci szukały kontaktu wzrokowego, a nie obiektywów

Przez cały występ powstrzymywałam się, żeby tylko raz wyjąć ten telefon. Resztę czasu patrzyłam na syna i szeroko się do niego uśmiechałam, bo widziałam, że mocno walczy ze swoim stresem i wstydem. Wtedy pomyślałam, że dzieci bardzo potrzebują w takich momentach naszych twarzy, a nie obiektywów telefonów.

One naprawdę szukały kontaktu wzrokowego z rodzicami. Rozglądały się po sali, szukały uśmiechu mamy, machania ręką, miny mówiącej: "Dasz radę, wierzę w ciebie". Tymczasem większość widziała tylko głowę rodzica pochylonego nad ekranem.

Higiena cyfrowa to problem dorosłych, nie tylko dzieci

Pomyślałam wtedy, że my, dorośli, mamy ogromny problem z higieną cyfrową. I trudno oczekiwać od dzieci zdrowych nawyków, skoro sami nie potrafimy odłożyć telefonu nawet na godzinę występu przedszkolaków. Jeśli chcesz wiedzieć, co to jest higiena cyfrowa, poznaj zasady, które dotyczą przede wszystkim nas, a nie najmłodszych.

Dzisiaj bardzo dużo mówi się o tym, że dzieci są przebodźcowane ekranami. Że za wcześnie dostają smartfony, oglądają za dużo bajek i filmików. Rodzice chodzą na spotkania z psychologami, słuchają porad ekspertów, czytają o negatywnym wpływie ekranów na rozwój najmłodszych. Wielu z nich nadal nie wie, kiedy dać dziecku pierwszy telefon, bo nie wiedzą, kiedy ryzyko dla rozwoju mózgu jest najmniejsze.

Co ciekawe, dwa tygodnie wcześniej w tym samym przedszkolu odbyło się spotkanie właśnie na ten temat. Psycholog tłumaczyła rodzicom, że warto jak najdłużej opóźniać kontakt dzieci z ekranami i ograniczać ich obecność w codziennym życiu, bo to realnie pozytywnie wpływa na rozwój.

To my, rodzice, dajemy zły przykład

A potem na przedstawieniu nagle okazało się, że to my nie umiemy funkcjonować bez telefonu w ręku. I to nasza wina, że dzieciaki też są do nich przyklejone, bo taki dostają przykład od dorosłych. Nie bez powodu mówi się, że to my, rodzice, odpowiadamy za uzależnienie dzieci od telefonów – ekrany królują głównie w domu, nie w szkole.

Najbardziej boli mnie to, że w tym konkretnym momencie ważniejsze od zdjęć było po prostu bycie z dzieckiem. Te kilka minut wsparcia wzrokiem i obecność. To właśnie powinno zostać w pamięci sześciolatka, który stresuje się występem przed całą salą.

Obecność rodzica ważniejsza niż kolejne nagranie

Naprawdę nie potrzebujemy kilkudziesięciu minut nagrania, do którego większość z nas już nigdy nie wróci. Za to dzieci bardzo potrzebują rodzica, który jest obecny naprawdę, a nie tylko przez ekran telefonu. Łatwo zresztą wpaść w pułapkę, w której najpierw kupujemy dziecku telefon, potem go zabieramy, zamiast od początku budować zdrowe zasady.

Mam wrażenie, że coraz częściej wszystko dokumentujemy, zamiast po prostu przeżywać. Każdy moment musi zostać nagrany, sfotografowany i wysłany dalej. Jakby samo wspomnienie sytuacji przestało nam wystarczać. Dlatego warto pamiętać, że gdy mówisz dziecku "odłóż telefon", najpierw spójrz na siebie, bo też scrollujesz bez końca, a dzieci uczą się przede wszystkim przez obserwację.

I mówię to także do siebie, bo sama trochę przez presję otoczenia poczułam ten przymus. Może właśnie dlatego ten widok zrobił na mnie tak duże wrażenie.

Patrzyłam na dzieci śpiewające dla swoich mam i miałam smutną refleksję, że czasem największym prezentem, jaki możemy im dać, jest po prostu nasza pełna uwaga. Bez ekranu między nami.