
Zakaz smartfonów w szkołach ma wyglądać na proste rozwiązanie skomplikowanego problemu, ale w rzeczywistości dotyka jedynie jego powierzchni. Prawdziwe nawyki dzieci związane z ekranami kształtują się nie na lekcjach, lecz w domach, często bez kontroli i konsekwencji dorosłych. Dlatego szkolny zakaz bez równoległej pracy z rodzicami może okazać się jedynie iluzją zmiany, a nie realną odpowiedzią na problem.
Zakaz smartfonów w szkole to fikcja
Ministerstwo Edukacji Narodowej od kilku miesięcy zapowiada wprowadzenie do polskich szkół zakazu telefonów. Jako mama, ale też redaktorka, która stara się być na bieżąco z takimi tematami, muszę przyznać, że mam wobec tego pomysłu mieszane uczucia.
Z jednej strony rozumiem motywację ministry Barbary Nowackiej – szkolne korytarze od dawna pełne są uczniów z nosami wlepionymi w ekrany. Widzę to codziennie, kiedy odprowadzam syna do szkoły. Dzisiejsze dzieci i nastolatki funkcjonują w całkowicie cyfrowym świecie.
Pod tym względem zakaz telefonów być może rzeczywiście miałby sens – istnieje szansa, że uczniowie zostaliby niejako zmuszeni do powrotu do rozmów, zabawy i zwykłych relacji na przerwach.
Sam zakaz nie wystarczy, by ograniczyć czas spędzany przed ekranem
Nie jestem jednak przekonana, czy taki zakaz rozwiąże problem nadmiernego korzystania z ekranów. Samo odebranie uczniom telefonów w szkole nie sprawi przecież, że nagle przestaną ich potrzebować. Obawiam się wręcz, że może zadziałać odwrotnie – po lekcjach dzieci będą jeszcze intensywniej nadrabiały czas spędzony offline. To, co zakazane, często smakuje najlepiej. Tymczasem, jak pokazują doświadczenia z innych krajów, zakaz telefonów w szkołach podstawowych ma w założeniu poprawić koncentrację i relacje uczniów, ale nie eliminuje samego problemu uzależnienia.
Najpierw trzeba edukować rodziców
Dlatego razem z takim zakazem powinna iść szeroka edukacja dotycząca higieny cyfrowej – i to przede wszystkim skierowana do rodziców oraz innych dorosłych. Chodzi o to, by dzieci po powrocie do domu nie rzucały się od razu na ekrany, próbując odzyskać "stracony" w szkole czas. Tu potrzeba nie tylko zakazów, ale przede wszystkim świadomości i konsekwencji. Coraz częściej mówi się też o tym, że mówisz dziecku "odłóż telefon"? Najpierw spójrz na własny ekran – scrollujesz bez końca, bo dzieci najwięcej uczą się przez obserwację dorosłych.
Zasady korzystania ze smartfonów powinny być wprowadzane dużo wcześniej, stopniowo, wraz z rozwojem dziecka. Jeśli telefon nagle stanie się czymś całkowicie zakazanym, choć wcześniej był stale obecny, dla wielu dzieci będzie po prostu jeszcze bardziej atrakcyjny. Warto też pamiętać, że nigdy nie jest za późno na limity ekranowe, niezależnie od wieku dziecka – kluczowa jest konsekwencja i zdrowe nawyki w całej rodzinie.
Głos innej mamy: dzieci najwięcej czasu z telefonem spędzają w domu
Podobnie myślą inni rodzice.
Aleksandra
mama szóstoklasistki
Najtrudniej mają samotne mamy. Zostawiają dzieci z katarem w domu, a same pędzą do pracy. I co takie dzieci robią przez cały dzień? Najczęściej siedzą z nosem w telefonie. Wiem od córki, że jej koleżanki – trzynastolatki – biją rekordy czasu spędzanego ze smartfonem. 'Ja 10 godzin!', 'A ja 12!'.
Nigdzie dzieci nie korzystają z telefonów tak intensywnie jak w domu. W szkole są lekcje, rozmowy na korytarzu, wspólne wyjścia, a teraz, przy ładnej pogodzie, także spacery po parku. U mojej córki jest tylko jedna przerwa telefoniczna. Przez resztę dnia telefon leży w plecaku i często nawet o nim zapomina. Potem biegnie jeszcze na dodatkowe zajęcia.
Dlatego uważam ten zakaz za bzdurny. Dzieci, które zostaną całkowicie odcięte od telefonów w szkole, będą później jeszcze bardziej nadrabiały elektronikę w domu. Przez cały dzień na lekcjach ich myśli będą krążyć wokół tego, co zrobią z telefonem po południu. Dla mnie to koszmar. Sama, gdyby ktoś odebrał mi telefon na cały dzień, myślałabym wyłącznie o nim.
Za zakazem powinny iść inne działania
Dzieci najwięcej czasu z telefonem spędzają nie w szkole, ale właśnie w domu. To trochę tak, jak w sytuacji, w której najpierw kupują dziecku telefon, potem go zabierają – rodzice błądzą we mgle i wywołują niepotrzebne emocje. Z drugiej strony inna mama, Katarzyna, powiedziała: "Moje dzieci w Niemczech mają zakaz używania telefonów od kilku lat, do 4 klasy liceum włącznie i ja widzę same plusy".
Oczywiście, zakaz może sprawić, że podczas przerw uczniowie częściej będą ze sobą rozmawiać, śmiać się i budować relacje. Ale nie sprawi automatycznie, że problem nadmiernego korzystania z ekranów zniknie. Trzeba też pamiętać, że zakaz telefonów na lekcjach to dopiero jeden z elementów szerszej dyskusji – równolegle resort pracuje też nad ograniczeniem dostępu do mediów społecznościowych dla najmłodszych.
Być może zamiast kolejnych odgórnych zakazów bardziej potrzebujemy dziś mądrej rozmowy o tym, jak nauczyć dzieci zdrowej relacji z technologią. Smartfony już są częścią ich świata i nie da się tego cofnąć.
Można jednak pokazać młodym ludziom, że telefon nie musi być centrum życia, a rodzicom uświadomić, że cyfrowe nawyki buduje się od najmłodszych lat – codziennością, konsekwencją i własnym przykładem.
Zobacz także
