
Jeszcze 20-30 lat temu kontakt z przyjaciółmi oznaczał kartki, listy i czekanie tygodniami na odpowiedź. Dziś komunikacja trwa sekundy, ale młode pokolenie coraz częściej... wraca do analogowych form rozmowy. Snail mail i kluby listowe stają się nie tylko nostalgiczną ciekawostką, ale też zaskakującym biznesem i nowym trendem wśród Gen Z.
Każdy, kto wychował się przed erą smartfonów, mediów społecznościowych i internetu, doskonale pamięta, na czym kiedyś polegały kontakty ze znajomymi. Umawiało się na konkretną godzinę w danym miejscu, przychodziło się do domu koleżanki, żeby zapytać, czy wyjdzie się pobawić, a ze znajomymi poznanymi np. na koloniach wymieniało się listy i dzwoniło od czasu do czasu na domowy telefon stacjonarny.
To właśnie listy były kiedyś dla nastolatków tym, czym dziś są krótkie wiadomości na Messengerze. Trzeba było jednak wziąć papier, napisać odręcznie wszystko, co chciało się powiedzieć danej osobie, a następnie iść na pocztę, wysłać list i czekać, aż dotrze do adresata. Dziś ta komunikacja przyspieszyła niesamowicie, a wymiana wiadomości przez komunikatory zajmuje dosłownie kilka sekund.
Pokolenie Z i tęsknota za analogowym światem
Młodzi ludzie są dziś przyzwyczajeni, że rozmowy są krótkie, rzeczowe, a załatwianie spraw trwa chwilę. Trendy jednak pokazują, że dzisiejsi 20-latkowie i nastolatki chętnie ulegają nostalgii za latami 80. i 90. Widać to w ich zamiłowaniu do fotografii analogowej, zachwycie grą w szachy czy ideą telefonów stacjonarnych. Teraz Zetki i Alfy zainteresowały się także czymś, co dla ich rodziców było codziennością, czyli wysyłaniem tradycyjnych listów.
Newstalgia jako sposób na życie
Ta fascynacja przeszłością to dla młodych coś więcej niż chwilowa moda – pokazuje, że nowa nostalgia rozgrzewa pokolenie Z i to nie trend tylko manifest. Staje się wyrazem poszukiwania tożsamości w niepewnym świecie. Powrót do listów wpisuje się dokładnie w ten szerszy nurt kulturowego zakorzenienia.
Snail Mail Club, czyli biznes na odręcznych listach
Jak podają różne media – pokolenie wychowane na scrollowaniu teraz zarabia na najbardziej analogowym sposobie komunikacji, czyli wysyłaniu sobie listów. Snail Mail Club to ogólnoświatowy klub, do którego przystępuje się, płacąc subskrypcję kilkudziesięciu złotych miesięcznie. W zamian otrzymuje się raz w miesiącu list lub przesyłkę, zwykle od całkowicie obcej osoby.
"W świecie, w którym większość komunikacji jest szybka i cyfrowa, chciałam stworzyć coś, co działa inaczej. Coś, na co trzeba poczekać, ale daje gwarancję, że ktoś poświęcił swój czas i uwagę konkretnie nam" – powiedziała w rozmowie z "Business Insider” Dominika, prawniczka i twórczyni projektu "Odręczne", czyli Klubu Odręcznych Listów.
Ta inicjatywa funkcjonuje na całym świecie, choć sieci mają najczęściej charakter krajowy, ponieważ tak lepiej działa poczta. Trend rozpoczął się w USA i Kanadzie, ale dziś obecny jest także w całej Europie.
Takie kluby opierają się – paradoksalnie – na promocji w mediach społecznościowych, gdzie zachęca się młodych ludzi do odcięcia się od technologii, powrotu do natury i prostych zajęć, które pozwalają zrelaksować układ nerwowy.
Nie bez powodu coraz częściej mówi się, że cyfrowy detoks jak rozpoznać że go potrzebujesz i jak go zrobić – bo właśnie z tej potrzeby wyciszenia rodzą się analogowe inicjatywy. Młodzi twórcy, którzy prowadzą takie kluby działające trochę jak newsletter czy subskrypcja, zarabiają na tym trendzie niezłe pieniądze.
Ile można zarobić na tradycyjnych przesyłkach
Na przykład w ramach "The Lucky Duck Mail Club" uczestnicy płacą po 8 dolarów miesięcznie, a koordynatorka, 28-letnia Kiki Klassen, osiąga z tego przychód na poziomie 4,3 tys. dolarów miesięcznie. Jej historię opisało CNBC – twórczyni przyznała, że tradycyjne paczki i listy dla swoich subskrybentów (ok. 900 osób) pakuje tylko ze szwagierką.
Inne młode osoby wysyłają odbiorcom autorskie przepisy, zdjęcia czy materiały inspirowane różnymi miejscami z podróży. W Polsce trend dopiero raczkuje, ale już teraz widać, że w dobie pędzących komunikatów młodzi są urzeczeni tradycyjnymi listami, odręcznym pismem, papeterią i ćwiczeniem cierpliwości w oczekiwaniu na przesyłki z poczty.
Czuły Kolektyw i element niespodzianki
"Chciałam stworzyć coś, co będzie nie tylko 'produktem', ale też małym comiesięcznym wydarzeniem i przyjemnym momentem dla drugiej osoby" – powiedziała wspomnianemu portalowi Agata Boba, ilustratorka i twórczyni projektu Czuły Kolektyw.
I dodała: "Bardzo podoba mi się idea fizycznej przesyłki, na którą się czeka. Zwłaszcza że nigdy nie zdradzam, co dokładnie będzie w środku, więc pojawia się element niespodzianki. Wydaje mi się, że w dorosłym życiu bardzo brakuje nam takich momentów ekscytacji".
Twórczynie internetowe, które zajmują się tym w Polsce, przyznają, że zarobki z tego nie są kosmiczne i to raczej sposób na dorobienie do pensji, jednak samo zjawisko i zachwyt młodzieży taką formą aktywności zaskakuje.
"Większość osób tworzących żyje trochę od projektu do projektu. Są miesiące, kiedy pracy jest bardzo dużo, a są też takie, które finansowo nie spinają się tak dobrze. Dlatego model, który buduje bardziej stałą i regularną relację z odbiorcami, wydał mi się po prostu bardzo sensowny. Oczywiście, gdyby udało mi się rozkręcić Czuły Kolektyw na większą skalę, byłabym naprawdę szczęśliwa, bo to przyjemna praca" – komentuje Agata Boba.
Dlaczego tęsknimy za odręcznym pismem
Eksperci zauważają, że to prawdopodobnie osobiste, indywidualne podejście do odbiorcy, poświęcenie czasu na napisanie listu, przygotowanie go i wysłanie sprawiają, że czujemy się zauważeni. To wyraz sentymentu do epoki wolności i beztroski, który wraca dziś w najróżniejszych formach.
W dzisiejszym świecie mediów społecznościowych taka uważność wobec jednostki jest czymś wyjątkowym, co pozwala poczuć się ważnym. "Ludzie za tym tęsknią. A ci, którzy nigdy nie dostali prawdziwego listu, są po prostu ciekawi, jak to jest. Powrót do analogowych doświadczeń to szerszy trend i uważam, że będzie tego coraz więcej" – mówi Dominika z Klubu Odręcznych Listów.
Powrót do tego, co namacalne
Ta sama nostalgia wpływa też na to, jak milenialsi wychowują własne dzieci – wielu z nich marzy, by dzieciństwo z lat 90. wróciło, choć w wyidealizowanej formie. Uważają, że dałoby najmłodszym więcej swobody. Choć mogłoby się wydawać, że świat cyfrowy całkowicie wyparł tradycyjne listy, rzeczywistość pokazuje coś odwrotnego.
Im szybciej żyjemy i im więcej bodźców nas otacza, tym bardziej tęsknimy za formami kontaktu, które wymagają czasu, skupienia i zaangażowania. Być może powrót do listów nie jest jedynie modą, ale sygnałem, że w cyfrowym świecie coraz bardziej potrzebujemy rzeczy namacalnych, spokojnych i bardziej osobistych.
Źródło: businessinsider.com.pl, instagram.com, cnbc.com, luckyduckmailclub.com, ibtimes.co.uk
Zobacz także
